Kategorie
Praca

Taki poniedziałek

Minus dzisiejszego dnia (poza tym, że to poniedziałek, oczywiście, co z definicji jest minusem): Ponieważ rano pracowałam sama (nie było drugiego lekarza, bo się w tym tygodniu urlopuje) i miałam dużo pacjentów dodatkowych, nie miałam czasu zjeść drugiego śniadania i po posiłku w domu ok. 7, w pracy byłam w stanie tylko parę razy pójść do kuchni po szybki łyk herbaty. Placki z twarożkiem zostały na jutro.

Plus: Praca była tylko do 13 (jak zwykle od jakiegoś czasu).

Mały minus: Wszyscy pacjenci przyszli (przy zapierniczu i rosnącym opóźnieniu czasem dobrze, jak ktoś nie przyjdzie).

Mały plus: Jak już zaczęłam się martwić, że czasu mi zabraknie, bo zaraz po mnie unit przejmuje inny lekarz, to u przedostatniego pacjenta był tylko przegląd, więc z opóźnienia 35 minut zjechałam na 5 minut obsuwy. Dzięki temu na ostatniego pacjenta miałam prawie 25 minut, co w przypadku tamtego zabiegu wystarczyło w zupełności.

A największy plus: Usiadł na fotelu ok. osiemnastolatek, pierwszy raz u mnie, pacjent z bólem. „Słyszałem, że z pani spoko babka,” rzekł, kiedy z uśmiechem zwróciłam uwagę, że facet z tatuażem boi się igieł.

(ale ten lęk to podobno normalny jest)

(tak, posmarowałam mu przyszłe miejsce wkłucia żelem znieczulającym o smaku gumy balonowej.)

Kategorie
Praca

Idź pan wpisdu z takimi korzeniami

Ósemki u nastolatka.

Ot, RTG (wycięłam dwa najbardziej interesujące kawałki pantomogramu).
Na zielono zaznaczone kształty korzeni rzeczonych ósemek. Klasyka, prościzna, obrazek typowy (to żart). Jak mawiają klasycy, Andrzej, to je*nie.
Dodatkowo sprawę komplikuje bliskość kanału żuchwy (tu również zaznaczone na zielono). W kanale żuchwy przebiegają bardzo ważne nerwy i naczynia krwionośne, zasilające dolne zęby i dolną wargę. Jeśli będzie kiedyś potrzeba usunąć te zęby, jakiś chirurg stomatologiczny będzie miał poważną zagwozdkę (ja się tego na pewno nie podejmę…)
Należy jednak wspomnieć, że zaznaczone tutaj ciemne obszary dookoła korzeni to nie są patologiczne zmiany okołowierzchołkowe – tak wyglądają rozwijające się korzenie. Pomijając już fakt, że w tym wypadku ósemki nie pokazały się jeszcze w jamie ustnej, parę razy spotkałam się z przypadkiem, kiedy jakiś dentysta leczył kanałowo zupełnie zdrowe zęby tylko i wyłącznie z powodu takiego wyglądu wierzchołków. To poważny błąd w sztuce lekarskiej i brak elementarnej wiedzy!

Kategorie
Praca

Opinie w internecie

Nie szukam się w internetach. Nazwisko mam rzadkie, zawód też charakterystyczny, no ale nie szukam opinii. Źle znoszę krytykę i już. Miałam już parę razy sytuację, kiedy trudna przeprawa z pacjentem kosztowała mnie nieprzespane noce i dobijającą świadomość tego, że jestem do kitu.

Dzisiaj złamałam tę zasadę, jak jedna z pań w pracy powiedziała, że na pewnej stronie na pewnym portalu społecznościowym zostałam obsmarowana.

Obsmarowanie miało postać pojedynczego negatywnego komentarza wśród pięciu innych pozytywnych. Komentarz był podpisany nazwiskiem, a traktował o ponoć zmarnowanych pieniądzach na leczenie kanałowe, po którym ząb po jakimś czasie zaczął boleć i został określony przez innego lekarza jako pusty i gnijący, a nie przeleczony kanałowo.

No to ja hyc do karty pacjenta.

Owszem, kanałowe było. Nieskończone. Pacjent nie zgłosił się na ostatnią wizytę mimo wcześniejszego potwierdzenia.

BADUM-TSS.

Kategorie
Osobiste Praca

Taki dzień

W czwartek w pracy zabrakło w obsadzie jednej osoby (asystentka się rozchorowała), ale ogólnie praca przebiegała płynnie i gładko, co żeśmy z moją zastępczą asystentką zgodnie doceniły (werbalnie).

Dzisiaj w nocy po raz pierwszy od dawna pamiętałam swój sen. Miałam w nim małą stłuczkę, dwa auta wgniotły blachy w moim, bo wpadły w poślizg. Ostatnie, co pamiętam ze snu, to to, że jeden z uczestników zaczął winę zwalać na mnie, ale ponieważ od dwóch tygodni jeżdżę z kamerką, jakoś się tym specjalnie nie przejęłam.

Pamiętam, że dziś rano wyłączałam jeden budzik (nastawiam zawsze dwa, poza tym po pierwszym koty zaczynają wyrażać, jak bardzo są głodne).

Obudziłam się, bo ktoś mnie szturchał. Ł. powiedział, że jest 7:42.

– Aha. Od dziesięciu minut powinnam być w drodze do pracy.

Wstałam, ubrałam się, umyłam szybko zęby, wzięłam jabłko, pomarańczę i telefon, i ruszyłam do pracy, po drodze wysłałam smsa, że mogę się spóźnić.

Nie spóźniłam się. Przed przystąpieniem do pracy zdołałam zjeść jabłko i dwa ciastka owsiane.

W pracy przedweekendowy rzut pacjentów z bólem. Jeden z lekarzy powiedział, że na trasie, którą miałam zamiar jechać do Gdańska, był wypadek – ktoś dachował. Ogólnie zapowiadało się kiepsko. Miałam opóźnienie, czasu na drugie śniadanie zero, ogólnie wyszłam z pracy 10 minut po planowanym czasie (kończę o 12, bo pracuję w porządnej firmie 😉 ). Ruszyłam do Gdańska. Google Maps pokierowało mnie inną trasą, również malowniczo kaszubską.

W CH Matarnia zawołały do mnie dwie pary butów. Jedne z nich, planowane na kolejny sezon zimowy, były przecenione z 240 zł – ostatecznie zapłaciłam ok. 85 zł. Drugie były nieco droższe, ale też z przeceny. Na obiad zjadłam zarąbiste pierogi. W IKEA dostałam to, co chciałam (poszłam po trzy pudła, wyszłam z trzema pudłami i torcikiem Daim).

W domu byłam po 16. Padam na dziup. Ale dzień był fajny.

Więc mam nadzieję, że ta wyśniona stłuczka to była tylko zapowiedź zaspania do pracy 😉

Kategorie
Osobiste Praca

Co mnie wkrówia

  1. Stały pacjent, który mnie pyta, jak ma dać łapówkę pewnemu chirurgowi. Ile ma dać i kiedy? „Jeśli będzie potrzeba, u mnie z pieniędzmi nie ma problemu, nikomu nie powiem!” Jeden lekarz go wypierniczył po propozycji łapówki. Pac się zastanawia, czy za mało nie zaproponował.
  2. Pacjenci, którzy podczas rozmowy telefonicznej celem potwierdzenia wizyty powiedzą, że będą, po czym nie przychodzą. Muszę im z bomby przy najbliższej okazji dodawać do kosztów wizyty to, czego przez ich nieobecność nie zarobiłam (czyli jakieś 55-60 zł). Może się nauczą. Dzwonić z informacją albo przychodzić jak Bozia przykazała.
  3. A propos Bozi, wkrówiają mnie też ci wszyscy święci katole, którzy w dni powszednie i soboty plują, dogadują, rzucają kamieniami na sąsiada albo obcego, albo osobę o odmiennym kolorze skóry, albo niehetero, albo niepozostającego w świętym związku małżeńskim, albo w jakikolwiek sposób różniącego się od Normalnej Większości, a w niedzielę grzecznie drepczą na pierwszą możliwą Mszę św., łapki złożone do pobożnej modlitwy, regułki bezmyślnie wyrecytowane, pieśni na całe gardło z pamięci odśpiewane, pewien Sakrament przyjęty, sumienie czyste, miłuj swego bliźniego jak siebie samego, amen. Jak ja nienawidzę tego polskiego katolstwa, które z naukami Jezusa Chrystusa nie ma nic wspólnego. Jestem biała, hetero, cis (czyli nie trans, znaczy w akcie urodzenia mam płeć żeńską i z taką się identyfikuję), żyję na kocią łapę od kilku lat, nie mam dzieci, stara lambadziara, w kwestiach wiary uważam się za agnostyka-hipokrytę, moja świadomość jeśli chodzi o kwestie płci i orientacji seksualnych zaczęła się rozwijać dopiero niedawno, ale krówa mać, żyję i daję żyć innym. Czemu mi krówa ma przeszkadzać to, co inni nieszkodliwie dla siebie i ogółu społeczeństwa robią we własnej sypialni? Czemu dzieci mają się nie uczyć o tym, co jest naturalne, bo tak nas przecież Bozia stworzyła? Czemu mają odrzucać wszelkie odmienności, wytykać różnice palcami? Z internetu mają się uczyć, dlaczego dziewczyna woli dziewczyny, a nie chłopaków, albo dlaczego biologicznej dziewczynie wybitnie to ciało nie pasuje, wolałaby męskie? I jak się to wszystko nazywa, skąd się wzięło i że to wcale nie zboczenie, nie choroba?

Późno już. Idę spać, wkrówiona.

Kategorie
Praca

Sprawy ważne

Opis sytuacyjny:
W pracy trochę nam się posypała obsada. Z pięciu lekarzy zostało trzech, w tym codziennie pracuję ja i szef.
Szef mieszka nad przychodnią.

Wychodząc któregoś razu z pracy widziałam, że szef wyjeżdżał tyłem autem z podjazdu do garażu. Musiałabym przejść za jego autem, żeby dojść do swojego wozidełka.

Stanęłam więc, żeby mógł wyjechać. Szef się też zatrzymał. Oboje się zawahaliśmy. W końcu szef wyjechał, opuścił szybę i rzucił:

„Muszę uważać, bo jak potrącę, będę musiał zupełnie sam pracować…”

No tak. Priorytety jasno ustalone 😉

(za karę zgasł mu silnik przy wykręcaniu.)

Kategorie
Osobiste Praca

Co robię nie tak?

Tak sobie myślę, że mam tę swoją działalność gospodarczą od ponad 7 lat, ZUS się płaci (od początku pełny, bo na stażu była umowa o pracę), podatek się płaci, księgowej się płaci, rachunki się szefowi wystawia, faktury zbiera, szkolenia się wrzuca w koszty, cichcem się marzy o własnym gabinecie w rodzinnej wsi, czasem ukradkiem przemknie myśl „a może jednak kupimy z Ł. mieszkanie” (Ł. o tej myśli jeszcze nie wie, pewnie zaraz się dowie, bo narodziła mi się dziś, przelotem; minusem jest konieczność wzięcia kredytu – na pewno nie we frankach – i dość spore ograniczenia lokalizacyjne, jeśli miałoby mieć to sens dla nas obojga, bo on chce trochę bliżej 3miasta, a ja nie chcę zmieniać obecnego miejsca pracy, bo tam mi dobrze, a im bliżej 3miasta, tym będę miała dalej), się wkurwia na państwowe rozdawnictwo moich ciężko zarobionych pieniędzy i jakoś to leci bez większego stresu…

… a dla niektórych własna działalność to taki trochę ojej, czy ja podołam, wielka zmiana w życiu i co to będzie.

Czy ja coś robię nie tak? Czy ja o czymś nie wiem? Czy jakiś urząd się właśnie nie szykuje, żeby zrzucić mi na łeb konsekwencje czegoś, co powinnam od tych 7 lat robić, a nie robię, bo nie wiem, że powinnam?

(jakby co, to tfuuuu! żeby nie zapeszyć.)

Kategorie
Osobiste Praca

Takie tam

Trochę mi przeszedł smutek na brak Fejsbunia. Najprawdopodobniej tam wrócę, ale pierwszą rzeczą będzie ponowne klikanie „Lubię to!” celem oczyszczenia ścianki z rzeczy, które nie są mi do szczęścia potrzebne. Fejsik się nie poddaje, dostaję na email powiadomienia o zdjęciach wrzuconych przez matulę oraz o tęsknocie moich fanów na fajpejdżu blogaska. Ale spokojnie, jeszcze jakieś 2-3 tygodnie. Nie odliczam, patrzę tak teraz na kalendarz wiszący mi nad biurkiem ;).

Przez cały luty nie tknęłam książki. Znaczy kryzysu ciąg dalszy. Szamałek nadal pokrzywdzony.

Mam zapitolnik w pracy, bo często wszyscy pacjenci z bólem spadają na mnie. Niestety, muszę ograniczać ich ilość, bo zwyczajnie nie daję rady przyjąć wszystkich. W niesprzyjających okolicznościach osoby przybyłe do przychodni po 9 wychodzą z niej przed 13, bo paców dodatkowych przyjmujemy między pacjentami już zapisanymi. Absencje pacjentów to ogólnie czasami dar bóstw, zwłaszcza na początku zmiany.

Blox ogłosił zamykanie się. Dostałam powiadomienia o blogach, o których w sumie zapomniałam. Oczywiście ściągnęłam zawartość wszystkich trzech ( 😉 ), ale raczej nie będę ich już nigdzie wrzucać. Trochę szkoda, bo na jednym z nich (z czasów studenckich) ostatnio posypały się komentarze. Najlepsze były te z życzeniami powodzenia pod notkami o egzaminach. Z, powiedzmy, 2009 roku.

Zastanawiam się też nad zmianą wyglądu tego bloga. Chyba muszę pogrzebać w skórkach na WordPressie i może w jakąś zainwestować. Znowu będzie grzebanie w CSSie.

Kakałko wypite, czas na ząbki, prysznic i spać.

Kategorie
Praca

„Nie chce iść”

Dziecko lat 12. Ząb boli od miesiąca. Ostatnio dokuczył mocniej, więc dziecko dało się zaciągnąć na fotel dentystyczny.

Oczywiście dolna szóstka do kanałówki. Dziura jak studnia, jak to mój dentysta lubił mawiać (na temat moich własnych zębów, fakt).

„Nie chce chodzić do dentysty, tym razem też go ledwo zaciągnęłam.”

Przepraszam bardzo, dziecko lat 12 decyduje o tym, czy idzie lub nie do dentysty?

Chyba rzeczywiście nie mogę mieć dzieci, bo mam pod tym względem charakter właściwie despotyczny. Ja tej sytuacji nie rozumiem. Jak dziecko lat 12 może decydować o własnym zdrowiu? Pije słodkie, gazowane napoje i nie lubi myć zębów. Od dwóch lat ma w przeglądzie zaznaczone dziury w zębach stałych. Jedna szóstka nadaje się do usunięcia.

Dziecko. LAT DWANAŚCIE.

OK, w tym wieku nie byłam lepsza, z myciem i słodyczami miałam ten sam problem. Ale nie przypominam sobie, żebym nie dawała się zawieźć kilkadziesiąt kilometrów do dentysty celem leczenia. Pamiętam regularne jazdy, pamiętam leczenie, przez dłuższy czas bez znieczulenia, później z. Nie było, że nie chcę, po co, skoro nie boli. Siadałam na fotelu, otwierałam paszczę, słuchałam gadania pana doktora i odkładałam odpowiedzi na jego liczne pytania na później (a potem i tak nie udawało się ich udzielić).

Może i byłam dziwna. Może nadal jestem. Jestem spaczona jako dentysta. Dodatkowo profilaktyka w naszym kraju leży i kwiczy (chociaż NFZ zaczyna inwestować w zabiegi profilaktyczne więcej kasy), w rezultacie zęby są chyba traktowane jako kłopotliwy dodatek do reszty ciała, a studenci z Norwegii uczą się o próchnicy butelkowej na polskich zębach.

Nie chce iść. A co mnie to obchodzi? Złapać za kołnierz i ruszyć dupę, skoro boli od miesiąca, a ostatnia wizyta była dwa lata temu. Na przegląd. Z zaznaczeniem sześciu zębów do leczenia.

Kategorie
Osobiste Praca

Kaszelek i urlop

Tydzień do urlopu. Od tygodnia kaszlę męcząco, nawet poszłam do lekarza, lekarz stwierdził zakażenie wirusowe, dostałam na wyciszenie sterydy w dwóch postaciach i syropek. Te sterydy jakoś do mnie nie przemawiają. Zawsze byłam kiepska (nawet bardzo) z farmakologii, ale sterydy przy infekcji to chyba średnio? Miałam się zgłosić ponownie, gdyby syropek po trzech dniach nadal nie pomógł.

I chyba się zgłoszę w poniedziałek.

Tak po prawdzie, to nie wiem, czy zdzierżę ten tydzień w pracy. Jestem chyba niemożebnie wręcz zmęczona, muszę mieć chociaż tydzień nicnierobienia. Jeszcze chętniej dwa. Nie chce mi się jeździć do pracy i kręcić kolejnych kanałów. Rzygam już tymi Kerrami i podchlorynem sodu. Jeden pacjent czeka na odbiór protezy; najbliższe terminy do mnie są za miesiąc, a gdzieś trzeba by było ewentualnie powciskać paców w przypadku nieplanowanej nieobecności. Tylko to mnie powstrzymało przed odpowiedzią twierdzącą na pytanie lekarza: „Zwolnienie?”. Dzisiaj żałuję.

Wypalenie zawodowe mi się włącza? Czy to naprawdę tylko kwestia tego, że od lipca nie miałam pełnego tygodnia wolnego, bo pracowałam nawet 27 i 28 grudnia?