Kategorie
Osobiste

Toskania 2023

(ten wpis będzie długi, z góry ostrzegam)

Wstęp

– Można względnie tanio kupić bilety z Gdańska do Pizy – oświadczyła moja siostra.

No, można – stwierdziłam ja i kupiłam u Ryanaira bilety w obie strony, na tygodniowy pobyt na początku czerwca 2023 roku, z wyborem miejsca w samolocie i drugim bagażem podręcznym (średniej wielkości walizką).

Potem przez Booking wynajęłam sobie mieszkanie niedaleko dworca kolejowego w Pizie.

Potem pożyczyłam od siostry przewodnik Pascala po Toskanii i zaczęłam go powoli czytać.

W rezultacie tego czytania do wstępnego planu wycieczki (oczywiste Piza i Florencja, podpowiedziane przez siostrę Lukka i miasteczka Cinque Terre) dopisana została Siena (i pojawiły się wątpliwości, czy będzie mi się chciało pojechać do Cinque Terre).

Nadal przez internet kupiłam bilet wstępu do kompleksu katedralnego we Florencji (30 euro, bilet ważny 3 dni, z wyznaczoną godziną wejścia na kopułę katedralną). Zainstalowałam na telefonie apkę Trenit!, pozwalającą na wyszukiwanie połączeń kolejowych, bo jak wiadomo, we Włoszech najlepiej działają koleje. Wyczytałam też, że można kupić kolejowy bilet turystyczny, co mnie szczególnie uszczęśliwiło. Kupiłam go kilka dni przed wylotem (49 euro za 5 dni korzystania ze wszystkich regionalnych pociągów Trenitalia, łącznie z przyspieszonymi).

Pogoda niestety zapowiadała się niepewna do kiepskiej. W Polsce panowały wtedy susze. We Włoszech miało padać.

Przylot do Pizy

nastąpił 5 czerwca ok. godziny 15. Z lotniska do dworca kolejowego w Pizie dotarłam za pomocą PisaMover, kolejki automatycznej (przejazd 5 euro, bilet kupuje się w automacie przy wejściu, jedzie się ok. 5-10 minut). Znalazłam mieszkanie (jakieś 300 metrów od dworca), ogarnęłam się i poszłam się włóczyć po mieście.

Podreptałam sobie w stronę Placu Cudów (na którym znajduje się katedra). Trochę zabłądziłam, ale po jakimś czasie wyszłam zza rogu i oto była! Katedra z rzeczywiście krzywą wieżą.

Rzeczywiście krzywo stoi.

Połaziłam sobie po placu, skręciłam w jakąś uliczkę i znalazłam pizzerię. Zamówiłam pizzę z lokalnym salami, poczytałam, jak wypada jeść pizzę we Włoszech, przy konsumpcji złamałam prawdopodobnie wszelkie zasady savoire-vivre z powodu sprzecznych informacji. Trudno, jestem turystką, pewnie i tak więcej mnie tu nie zobaczą.

Pod koniec posiłku się solidnie rozpadało, zaczekałam chwilę pod dachem i ruszyłam pod parasolem z powrotem do mieszkania. Po drodze zrobiłam zakupy, dotarłam do bazy, przebrałam się w suche spodnie, pograłam na Switchu, umyłam się i poszłam spać.

Dzień 2: Siena

Trenit! bardzo się przydawał w wyszukiwaniu połączeń kolejowych, łącznie z przesiadkami. Do Sieny z Pizy nie da się przejechać bezpośrednio, trzeba się przesiąść. Dojazd trwał ok. półtorej godziny, nie było żadnych problemów. Zdziwiło mnie, że w drodze z dworca w Sienie do centrum miasta jest najpierw centrum handlowe, potem dłuuuuugi ciąg schodów ruchomych (można też pojechać autobusem). Na szczycie schodów wypiłam kawkę i zjadłam ciasteczko w kawiarence z widokiem.

Toskańskie widoczki

Następnie poszłam do twierdzy Medyceuszy…

Widok na Sienę z twierdzy

…przeszłam przez jakiś kościół, dotarłam bliżej centrum… żeby się przekonać, jak bardzo krzywo jest w tym mieście.

Siena jest miastem trudnym dla osób z problemami z poruszaniem się.

Jedna uliczka w górę, druga uliczka w dół…

Jest jednak miastem niesamowicie klimatycznym i pięknym.

Bardzo się cieszyłam, że miałam wcześniejszą rezerwację biletu wstępu do katedry i przyległości, bo kolejka do kas była bardzo długa. Musiałam wprawdzie odebrać bilet, ale do tego były osobne kasy, więc mogłam po prostu ominąć kolejkę.

Powiem tak: zaliczyłam chyba cztery katedry podczas tego wyjazdu. Tylko w Sienie miałam ciarki.

Po zaliczeniu kompleksu katedralnego poszłam się znowu włóczyć. Niestety pogoda była kiepska, co chwilę padało.

Główny rynek w Sienie

W jakiejś sympatycznej knajpce zjadłam obiad (chyba sałatkę, nie pamiętam dokładnie), po obiedzie wyszukałam sobie pociągi powrotne do Pizy i poczłapałam na dworzec, tym razem inną trasą.

Ogólnie pierwszy dzień korzystania z włoskich kolei był bardzo udany. Przesiadki były bardzo sprawne, pociągi był punktualne albo tylko trochę opóźnione.

Dzień 3: Florencja

[notka autorki: od tego momentu piszę dobre pół roku po tej podróży, więc pamiętam już niewiele]

Przyznam szczerze, że z tego dnia mam niewiele zdjęć. Głównym punktem programu było wejście na kopułę katedry we Florencji (ponad 460 schodów), przez co byłam wypruta przez resztę dnia. Do samej katedry chyba nie wchodziłam, bo kolejka była masakryczna (wejście za darmo) i nie wiedziałam, że posiadacze biletów mogą skorzystać z innego wejścia (do „płatnej” części, z której później spokojnie można przejść do tej bezpłatnej, o czym się dowiedziałam dwa dni później. Kolejka w sumie przechodziła całkiem szybko, o czym też się przekonałam dwa dni później.). Na pewno coś zwiedzałam (znaczy włóczyłam się po mieście) i na pewno poszłam na obiad. 🙂 Pogoda chyba też była nieco lepsza.

Katedra we Florencji
Widok z kopuły

Dzień 4: Piza i Lukka

Dzień na odpoczynek! Ta, jasne. Poszłam się włóczyć po Pizie, zaliczyłam kompleks katedralny (na wieżę nie wchodziłam, nie zrobiłam też zdjęcia z przewracania jej 😉 ), poszłam też do ogrodu botanicznego. Przez ten odpoczynek wydeptałam chyba 14 tysięcy kroków.

Katedra w Pizie
Nabrzeże Arno

Około godziny 13 wsiadłam do pociągu i pojechałam do Lukki, która katedrę miała wprawdzie skromniutką, ale samo miasteczko jest szalenie urokliwe. Bardzo pozytywne zaskoczenie.

Tam też zjadłam obiad: na rynku będącym pozostałościami miejscowego koloseum 🙂

Ponownie wypruta, ale zadowolona wróciłam do mieszkania. Pociągi dalej bardzo się sprawdzały.

Dzień 5: Florencja

Miałam resztę biletu do katedry do wykorzystania i parę innych punktów do zaliczenia. Pogoda była całkiem spoko od trzech dni, ale i tak, jak siostra do mnie napisała, że podczas jej szybkiego wyjazdu do Heraklionu na Krecie w następnym tygodniu zapowiada się słonko i 30 stopni… zrobiłam jedną z bardziej szalonych rzeczy i stwierdziłam, że polecę z nią. Nie protestowała, pomogła kupić bilety na samolot (miałam problemy z połączeniem, bo załatwiałyśmy to, kiedy ja siedziałam w pociągu), zmieniła sobie nocleg na ogólnie lepszy od pierwotnego i dziwiła się, że jestem zdolna do tak szalonych rzeczy ;).

Ale drugi dzień łażenia po Florencji był ogólnie bardzo udany. Wnętrze katedry zaliczone (bardzo w sumie puste…), połaziłam po Pałacu Pittich i Ogrodach Boboli, przeszłam się mostem złotników (Ponte Vecchio), zjadłam sycylijskie cannoli (POLECAM)… Włócząc się już bez celu doszłam do Kościoła Św. Krzyża, gdzie jest pochowanych wiele sław z czasów renesansu. Tam się podłączyłam pod wycieczkę z przewodnikiem (sam zapraszał), który z przyjemnym amerykańskim akcentem opowiedział wiele ciekawych historii, co jest wyższą formą zwiedzania. Bardzo udany dzień.

I chociaż niezobaczenie rzeźby Dawida to pewnie profanacja i jak tak mogłam, nie sądzę, że udałoby mi się zdobyć bilet. Zawsze mam pretekst, żeby tam kiedyś wrócić.

Ponte Vecchio
Pałac Pittich

Dzień 6: Livorno

Ostatni dzień z biletem turystycznym na pociągi, przy okazji sobota. Zrezygnowałam z podróży do miasteczek Cinque Terre, bo tam to głównie hiking, a na sobotę zapowiadały się tłumy, część szlaków była zamknięta i pogoda znowu się zepsuła, więc pojechałam tam, gdzie mogłam dojechać relatywnie szybko.

Livorno to miasto portowe i przemysłowe, z dużą ilością kanałów przypominających te weneckie. Zdecydowanie źle podeszłam do tego miasta, bo ogólnie byłam zawiedziona. Niby czytałam w przewodnikach, że coś tam można zobaczyć, ale stara hala targowa nie była dla mnie interesująca, w fortecy było pusto, pogoda była do kitu mimo lepszych progroz… Ogólnie do Pizy wróciłam zła.

Chociaż obżarta pizzą.

Dzielnica Wenecja w Livorno 🙂

Dzień 7: Piza

Ostatni pełny dzień pobytu, ponownie włóczenie się po Pizie. Przy okazji było to też Boże Ciało, które w tym bardzo katolickim kraju obchodzi się w niedzielę, a nie czwartek, który był normalnym dniem pracującym. Z punktów programu w końcu została zaliczona Krzywa Wieża. Śmiesznie się wchodziło, bo w zależności od tego, gdzie się było w stosunku do nachylenia, szło się normalnie albo ściągało na jedną lub drugą ścianę.

Katedra w Pizie z Krzywej Wieży

Liczyłam na zobaczenie procesji i dywanów z kwiatów, ale ostatecznie do niczego nie doszło.

Następnego dnia, chyba po południu, był wylot z Pizy i na tym się skończyła moja toskańska przygoda.

Kategorie
Informacje

Oszuści zadzwonili…

Działali metodą „na policjanta”.

Nie, nie przelałam im żadnych pieniędzy – próba oszustwa zakończyła się ich porażką.

Nie napiszę, jak cała rozmowa przebiegała, ale mogę powiedzieć tyle, że teraz wiem, skąd ich skuteczność i później doniesienia na portalach informacyjnych, że ktoś stracił kilkaset tysięcy złotych. Oni są cholernie przekonujący.

Ogólnie zaczęło się od tego, że podobno ktoś sfałszował mój dowód osobisty i próbował wziąć na niego kredyt. „Policjant”, dzwoniący z numeru 48 997, stwierdził, że winny jest pracownik banku i konieczna jest „prowokacja”, żeby go ujawnić. Prowokacja miała polegać na wykonaniu przelewu na podany numer konta („to jest fikcyjna transakcja, pieniądze są bezpieczne”, „jeśli pani tego nie zrobi, kierownik banku zablokuje pani konto i straci pani wszystkie środki”). Na początku rozmowy „policjant” się przedstawił, podał numer sprawy, „swoje” imię i nazwisko, i numer legitymacji. Powiedział też, gdzie pracuje, po czym przeprowadził „weryfikację” poprzez „przełączenie” do innego pokoju, gdzie jego kolega powtórzył wszystkie podane mi wcześniej dane.

No więc, podsumowując moje doświadczenia z tamtej rozmowy, trochę mądrości na przyszłość, bo o tym się chyba jednak za mało wałkuje w internetach (nie wiem, jak w telewizji, bo nadal nie oglądam):

  1. policja nigdy nie załatwia takich spraw przez telefon, zawsze jest spotkanie osobiście albo powiadomienie na piśmie
  2. policja nie ma prawa robić żadnych prowokacji
  3. policja NIGDY nie angażuje w swoje śledztwa czy działania operacyjne osób postronnych.

Niby oczywiste. Ale do zakodowania na przyszłość, bo te trzy informacje naprawdę wystarczą, żeby się obronić.

Powodzenia.

(po wszystkim w końcu zastrzegłam swój PESEL – Profil Zaufany bardzo się przydaje.)