Kategorie
Archiwalne Osobiste

O ilu rzeczach…

… autorzy nawet osobistych blogów nie chcą pisać?

Ile rzeczy jest ostatecznie wyrzuconych z projektu notki, bo są zbyt osobiste i „w sumie kogo to obchodzi?”?

Mnie na przykład korci, żeby nawet tej notki nie publikować. Bo po co. W poprzedniej miało być o moich pigułach, które w końcu zaczynają działać. Ale nie było i więcej na ich temat nie będzie. Swoją drogą, mam dość łykania ciągle czegoś, przez co nie mogę np. oddać krwi, choć bym chciała. Człowiek pozbędzie się nawet pół litra życiodajnej cieczy dla satysfakcji i kilku czekolad.

Nie piszę o swojej sytuacji sercowej. Nie piszę o współpracownikach. Nie piszę dokładnie o pracy dorywczej.

Bo po co.

Nie czuję potrzeby.

Na takie rzeczy bywa zeszyt w kratkę albo część umysłu, gdzie te niedoszłe notki odejdą w końcu w zapomnienie.

Są osoby, które używają bloga do wyrzucenia z siebie najskrytszych myśli. I niech im będzie, nie potępiam. Każdy musi sam brać odpowiedzialność za to, co wyrzuca w sieć i ja tego komentować nie będę. Zresztą czytam kilka blogów osobistych i sprawia mi to przyjemność. Jeęli ktoś czuje się lepiej ze swoimi wnętrznościami na widoku publicznym, to fajnie. Ja jestem zwykłą grafomanką, która po prostu MUSI niemal codziennie coś napisać. To jak rytuał. Bloga pisać łatwo, więc to robię. Cieszę się, że kilka osób znajduje przyjemność w czytaniu tego, co spłodziłam.

Tę jedną notkę, którą mogłabym odłożyć do zapomnienia, opublikuję. Pierwszą i może ostatnią.

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Szewc bez butów chodzi…

a dentysta ma problem z zębami.

Z ósemkami dolnymi konkretnie. Z tymi, co do których usunięcia się waham.

Nie ma próchnicy, bo wyleczona. Nie ma zapalenia miazgi. Jest cholerne utrudnione wyrzynanie i kieszeń kostna od strony dystalnej (czytelnicy powinni już wiedzieć, gdzie to jest). Standardowy przypadek. To nie ząb mnie boli, tylko dziąsło za nim. Nie mogę nawet porządnie ust rozewrzeć.

Według prof. Bartkowskiego (a właściwie jego podręcznika, który był podstawą przetrwania na chirurgii stomatologicznej na studiach) kieszeń kostna i nawracające stany zapalne, plus stłoczenia zębów przednich dolnych, są już wskazaniem do usunięcia zębów mądrości.

Decyzja niemalże podjęta. W maju biorę tydzień urlopu. Nie mogę wcześniej, bo i tak jestem na pigułach, które pogarszają gojenie (jako efekt uboczny), a brać je będę jeszcze kilka miesięcy. Miesiąc przed urlopem zadzwonię do dermatologa w sprawie mojego pieprzyka i poszukam chirurga stomatologicznego, który usunie mi przynajmniej jedną ósemkę. Zapiszę się od razu na usunięcie drugiej i wtedy też wezmę kolejny dzień urlopu. Może do tego czasu dożyję. Ósemek mi od ręki raczej nikt nie usunie, choć mam pantomogram sprzed dwóch lat i korony obu zębów w sumie widać w ustach niemalże w całości.

Na razie ratuję się płukaniem ust roztworem wody utlenionej. Pewnie nic to nie da, ale ogólnie to dobra okazja do sprawdzenia skuteczności tego, o czym nam mówią na zajęciach.

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Przyznaję się

Jestem kociarą.

Chodzę z podrapaną, wcześniej podrażnioną alergią prawą ręką, mój wieczny katar prawdopodobnie wiąże się z uczuleniem na sierść, ale koło kotka nie potrafię przejść obojętnie. Muszę zagadać, pogłaskać, wziąć na ręce i poddusić ;). Przyznałam, że w wymarzonym mieszkaniu będę mieć kota. Ale nie musi być rasowy. Pewnie będę swojej sztuki szukać na kocim forum dyskusyjnym. Już widzę swoje przyszłe ogłoszenie: „Poszukiwany łagodny, samodzielny, przytulasty kocurek w wieku do 5 lat. Nie musi być kompletny. I tak nie będzie wychodzić z mieszkania”.

Psy akceptuję (muszę, skoro w domu oprócz mnie, rodziców i dwóch kotów żyją jeszcze dwa psy), ale mam skłonność do denerwowania się na nie. Poza tym bywają kłopotliwe. Kota się zostawi na weekend z czystą kuwetą, miskami z wodą i jedzeniem i nic mu nie będzie, a psy po czymś takim będą ledwo zipać, zaś cały dom będzie się nadawać do remontu.

Skąd te wyznania? Znowu przez skojarzenia. Podczas pracy dorywczej robię mały powrót do muzyki uwielbianej kiedyś. Po licealnym szale na elektronikę (m.in Aya RL, ale późniejsze albumy, jak „Change in form”) przyszedł czas na podstawówkowy szał na… Ich Troje.

A na płycie „Intro” taka kocia piosenka.

Przyznaję, to NIE jest dzieło wysokich lotów 😉

Dalej na playliście mam Madonnę „Confessions on a dancefloor” i Queen „Innuendo”, zaś całość zamykają 4 krążki Archive, dla równowagi. 😉

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Święta tuż tuż!

W firmie podobnoż nie pracuje się w Wigilię, a 23 grudnia tylko do wczesnego popołudnia (ładnie się zrymowało).

A ja dzisiaj w księgarni w Gdańsku znalazłam perrrrrfekcyjny prezent dla taty. Skoro to księgarnia, to prezent będzie – standardowo dla tatusia – książkowy. Po wypłacie muszę zapolować na niego gdzieś bliżej mnie i schować na dnie szafy.

Dla mnie tylko takie kupowanie prezentów sprawia radość. Wejść do sklepu, znaleźć coś idealnego, kupić i się cieszyć, bo obdarowany też prawdopodobnie będzie się cieszył. Wymyślanie na siłę czy podążanie za listą prezentowych życzeń już nie jest takie satysfakcjonujące, bo obdarowujący w pierwszym wypadku martwi się, że prezent będzie nieudany, a w drugim nie ma niespodziewajki, choć ryzyko skuchy jest znikome.

U mnie w rodzinie podstawą kupowania prezentów są albo tworzone przed świętami listy rozsyłane potem emailem, albo podpowiedzi najbliższych. Takie epizody z wielkim Ooo! na widok czegoś w sklepie zdarzają się rzadko.

Przynajmniej mi. Nie wiem, co na to reszta rodziny…

PS.: Wcale nie jestem pierwszą osobą, która zaczęła myśleć o Gwiazdce. W sklepie Leroy Merlin zielone Mikołajki chodziły już na początku września. 😉

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Skuteczność gróźb wobec kota

Mam na podłodze w pokoju rozłożone materiały do wspomnianej, dorywczej pracy. Materiały leżą na papierze pakowym, w którym do mnie przyjechały. Do pokoju wchodzi kot. Słyszę szelest papieru. Patrzę: kot wchodzi na materiały, a nie powinien.

Na moje zdecydowane „Kocie, zastrzelę cię!” rzeczony kot zszedł z materiałów, zrobił w tył zwrot i wyszedł wolnym krokiem. Niezastrzelony.

Podobnie, choć nieco szybciej, zareagował na długie syknięcie, którym powstrzymałam kolejną próbę zbadania, co też leży na tej podłodze i szeleści.

Koty są fajne… O ile słyszą. Tak-jakby-mój drugi futrzak jest głuchy. Żeby go powstrzymać, trzeba się bardziej zaangażować… Ale to nie czyni go niefajnym. Jest po prostu odrobinkę bardziej kłopotliwy w obsłudze. 😉

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Przebimbana niedziela

Wczoraj miałam seans filmowy z kumplem, którego (kumpla) nie powinnam mieć, bo takie kumplowanie się jest niemożliwe (notka niżej), na dziś nastawiałam się na nadrobienie choć trochę seriali odłożonych przed sesją dyplomową. Zwłaszcza takiego, który śledziłam latami całymi z zapartym tchem, a który w tym roku uległ ostatecznie cancelowi (po ośmiu emocjonujących, ale coraz słabszych jakościowo sezonach). No powinnam usiąść i obejrzeć, a siedzę i nie oglądam. Żrę czekoladę Milka zamiast obiadu, słucham i wyję Evanescence do monitora, czytam stare opowiadania na podstawie jakże inteligentnego filmu („Iron man”), nie wiem, po co przechodzę znowu przez Morfeuszowe „Szpitalne życie” i nie robię tego, co w gruncie rzeczy powinnam.

Choć właściwie nic nie powinnam. Może poza czytaniem podręcznika z dziecięcej.

Matula na wyjeździe zadzwoniła, żeby zaklepać sobie wizytę u mnie, bo jej się ząb ukruszył. Jak znam życie, to z racji leczenia rodzicielki coś spieprzę dokumentnie i jednak wróci ona na fotel do naszego dotychczasowego dentysty.

Jutro odbieram swój uszyty przez krawcową szary garniturek. Będę chodzić ładnie obrana, w butach na obcasach. Osoby, które mogą mnie znać osobiście, pewnie właśnie wytrzeszczają gały. Nie wiem, co działa na styl ubierania. Dlaczego już nie wychodzę z domu w fabrycznie wytartych i ćwiczeniowo w jednym miejscu odbarwionych podchlorynem dżinsach, stare bluzy z polaru służą mi też tylko do ogrzania się w chłodne popołudnia, a do pracy wolę ubrać coś bardziej oficjalnego? Czy to wiek, czy jakieś takie poczucie, że osoba z moim wykształceniem i funkcją społeczną powinna jednak okazywać sobie samej większy szacunek? W sumie dobrze się z tą zmianą czuję, więc pewnie przychodzi naturalnie.

Tyle że przez nią spora kasa od babci niniejszym się powolutku rozpływa, a ja przestaję uważać mój plan oszczędnościowy za możliwy do wypełnienia.
Znaczy dorosłe życie odsłania swoją mroczną twarz.

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Wniosek związkowy

Przyjaźń damsko-męska jest możliwa.

Sama w takiej relacji się znajduję.

Warunek: żadna ze stron nie może być zainteresowana drugą pod względem „romantycznym”.

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Przedpracowo

Założyłam sobie konto na chomikuj.pl. Przyszedł do mnie email „Witamy Chomika k.!”

Momentalnie nabrałam ochoty na powrót do gryzoniowej przeszłości. Miałam już myszki i chomiki (te drugie nie do końca fajne), mogłabym mieć szczurka.

Jest tylko jedno duże ale.

Właściwie dwa. Futrzaste, ogoniaste, miauczące dwa „ale”.

Moje koty miałyby takie kino, że gryzonia aż żal.

Więc ze szczurka chyba nici.

Poza tym, cała moja październikowa wypłata się rozejdzie, więc nie mam kasy.

Świetny i uniwersalny argument przeciwko robieniu takich niepotrzebnych rzeczy :).

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Tak jeszcze o komputerze…

O tatusiowym zapale w kupowaniu elektroniki powiedziałam z uśmiechem mamie. Przyznałam się do myślenia o zakupie nowego kompa.

Nie powiedziała nic w stylu „a po co ci, ten przecież działa, nie szkoda kasy?”.

To chyba jeden z elementów traktowania mnie jak dorosłą osobę (którą się nie do końca czuję). Przestali mnie gnać do spania o 22 (sami chodzą spać o tej porze, tata wcześnie wstaje do pracy), więc może mojej wypłacie też dadzą spokój. Mam podejmować samodzielne decyzje i być gotowa na konsekwencje.

Kasy może trochę szkoda. Zobaczymy, jak się to wszystko ułoży.

Jedno wiem na pewno. Pierwsze, co zrobię po otrzymaniu już niestażowej, a normalnej pracowej wypłaty, to zacznę się intensywnie interesować mieszkaniami na sprzedaż i kredytem.

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Nieprzespana noc

Kaloryfer szumi, a nie mogę go zakręcić, bo coś jest nie tak z zaworem, kaszel mnie męczy coraz intensywniej, gardło boli… Ale gorączki nie mam. Sama już nie wiem, co zrobić. Podobno mało nasilone objawy choroby na początek świadczą o zakażeniu bakteryjnym. Matula łyka jakiś uratowany skądś Duomox i zaczynam się zastanawiać, czy nie pójść w jej ślady. Choróbsko tli się we mnie od poniedziałku i jest coraz gorzej.

Dzisiaj w sumie tylko 3 godziny w pracy, pacjentów pewnie znowu nie będzie.

Sprawdziłam wczoraj podręczniki na LDEP. Egzamin dopiero w lutym, ale już zaczynam się bać…