Kategorie
Archiwalne Praca

Rozrywki piątkowego poranka

Rano. Znaczy bardziej rano niż zwykle.

Zapisanych pacjentów sztuk 1. Potem mamy robić za pogotowie bólowe (z nastawieniem na duże zużycie znieczuleń, kleszczy Meissnera, devipasty, fleczeru i opatrunków stomatologicznych w postaci gęstego tlenku cynku z eugenolem).

Czwartkowy, wkurzający, umiarkowany ból głowy mi minął, wyspałam się, więc byłam gotowa na wymyślanie, czego dowodem będzie opisany pacjent. Osobnik płci obojętnej, w wieku nieistotnym, zgłosił się ponownie po dwóch tygodniach celem usunięcia górnej piątki. Ząb do leczenia kanałowego się nie nadaje, zresztą pacjent i tak nie wyraża na nie zgody. Poprzednio był przy nim ropień podśluzówkowy (tworzący się pod błoną śluzową przy długo trwającym ropnym stanie zapalnym tkanek okołowierzchołkowych), więc zrobiłam dziurę w piątce (z przedziurawieniem wierzchołka korzenia1) z nadzieją, że do następnego razu ropy trochę zejdzie i znieczulenie ma szansę zadziałać. Owszem, zeszło, ale tyle, że tym razem zaczęłam podejrzewać trzy zeżarte korzenie sąsiedniej szóstki o bycie sprawcami całego zamieszania. Miękki bąbel na dziąśle mi się nie podobał, więc ciągle wahając się, czy ząb (szóstkę) usunąć dziś czy może jednak kiedy indziej, poprosiłam asystentkę o strzykawkę i grubszą igłę. Wbiłam igiełkę w bąbel i z wielką satysfakcją i tekstem „teraz będą ładne widoczki” odciągnęłam z ropnia jakieś 0,5 ml żółtawego, gęstego płynu, mlask mlask. Powinnam ów ropień naciąć skalpelem, ale a) wolałam trzymać się z dala od tak niebezpiecznych narzędzi i b) podejrzewałam, że przy bardziej agresywnych działaniach pacjent zjedzie mi z fotela. Drugą rozrywką przy tym samym pacjencie było znieczulenie przewodowe nerwów zębodołowych górnych tylnych, jako że znieczulenie nasiękowe raczej by nie zadziałało (chemia leków – w środowisku zapalnym środek znieczulający nie przenika do miejsca docelowego – to tak w dużym uproszczeniu). Było to rozrywką, ponieważ a) zębów w szczęce nie trzeba znieczulać przewodowo, więc rzadko się to robi, b) łatwo się można wbić w splot żylny skrzydłowy, przez co trzeba pilnować, gdzie się podaje środek znieczulający (jeśli do żyły, to znieczulenie sobie popłynie w organizm, nie wywierając żadnego działania w miejscu, które chcemy znieczulić), c) znając moje umiejętności nie wiedziałam, czy mi to wyjdzie, mimo że znieczulenie przewodowe przypomina nasiękowe do siódemki. A postanowiłam jednak usunąć szóstkę, ponieważ wiedziałam, że nakłuwanie ropnia bez usunięcia przyczyny nie ma większego sensu. Druga rozrywka mi wyszła – pacjent podczas wydłubywania trzech korzeni (w tym jednego już zarośniętego dziąsłem) nie zleciał z fotela. Ostatecznie pacjent wyszedł usatysfakcjonowany, a i ja byłam z siebie dumna.

Poza tym miał przyjść delikwent, który ma zwyczaj awanturowania się, ale nie przyszedł. Mamy argument przeciwko jego wciskaniu się bez kolejki ;).

Po drodze było awanturujące się dziecko, które mi prawie odgryzło palec; potem nieco starsze, na wstępie przestraszone, ale wydało z siebie westchnienie ulgi, kiedy przy standardowym „czyszczeniu metalową szczoteczką” okazało się, że to jednak nie boli. Potem kilku dorosłych… Ogólnie bez większych rewelacji i proszenia o pomoc.

Po 2,5 godzinach dyżuru przychodnia opustoszała. 5 minut przed naszym wyjściem (wszystko było posprzątane, ja już w cywilnych ciuchach, sprzęt schowany) przyszli jeszcze ludzie, też podobno z bólem. „Jest otwarte do 11” – rzekła asystentka. „Jesteśmy za pięć!” – oświadczyli z satysfakcją przybysze. „Proszę jeszcze zapytać lekarza” – poprosili, kiedy po dalszej rozmowie zaczęły upadać ich nadzieje na przyjęcie. „Ja jestem lekarzem” – oświadczyłam brutalnie, choć z uśmiechem mówiącym (mam nadzieję…) „bardzo mi przykro, ale nic nie poradzę”. Następnie wyszłyśmy z przychodni na piękne słoneczko i mogłyśmy wszystkie ruszyć do świątecznych przygotowań.

Wesołego jajka wszystkim. Takiego bez bólu zęba i ropni podśluzówkowych w międzyczasie.

Przypis:
1. w standardowym leczeniu kanałowym nie można przechodzić narzędziem kanałowym poza korzeń zęba. W przypadku zapalenia tkanek okołowierzchołkowych takie przyzwolenie jest. Pozwolę sobie jednak wspomnień o kobiecie, która szkoliła mnie z zachowawczej na 3 i 5 roku studiów. Podczas mierzenia długości roboczej kanału za pomocą endometru (urządzenia elektronicznego, które wskazuje, jak blisko jest się do wierzchołka korzenia) wymagała, aby przebijać się narzędziem poza wierzchołek i wycofywać się do żądanej długości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *