Kategorie
Osobiste

Zepsuli mi samochód

(zanim go kupiłam)

W zeszłą sobotę zrobiliśmy sobie z Tatą wyprawę moim autkiem pod Poznań celem obejrzenia paru samochodów (oba marki Toyota model Auris, automatyczna skrzynia biegów + kilka innych niezbędnych bajerów), wyszukanych w pocie czoła na otomoto. Dojechaliśmy do autohandlu i z dwóch samochodów do obejrzenia zrobił się jeden, bo drugi, wbrew treści ogłoszenia, nie miał tempomatu, a po latach jeżdżenia autem z tempomatem braku tempomatu nie uznaję w swoim aucie.

Drugie auto, nieco droższe od odrzuconego pierwszego, zostało obejrzane (tempomat stwierdzono), odprowadzone do stacji diagnostycznej i ostatecznie zaklepane. W tygodniu załatwiałam wszelkie formalności – kredyt mi przyznano, trzeba było jeszcze te cztery kółka zarejestrować i zaocznie ubezpieczyć. W międzyczasie kupiłam bilety na pociąg. Oprócz mnie i Taty zabierała się z nami moja Mama i Ł.

No to wczoraj pojechaliśmy samochód odebrać. Pobudka po trzeciej nad ranem, u celu byliśmy po 11. Wprawdzie było już właściwie po ptokach, ale Tata postanowił sprawdzić wszelkie bajery, które auto podobno ma, plus alarm.

No i po sprawdzeniu alarmu zrobił się problem. Auto ma odpalanie bezkluczykowe, znaczy musi być brelok w zasięgu anten, ale silnik uruchamia się guzikiem. I to uruchamianie guzikiem nie działało.

Pięciu facetów się kręciło dookoła. Tata miał minę nietęgą (w końcu to on ten alarm sprawdzał), panowie z autohandlu wpadali w coraz większą panikę (umowa jeszcze niepodpisana). Szukali, patrzyli, dzwonili po znajomych. („Słuchaj, pamiętasz Toyotę Auris, taka brązowa, beżowa, zresztą ch*j wie, co to za kolor…” – dzisiaj rano stwierdziliśmy, że jest koloru cappuccino. Na pewno będzie mniej widać, że brudna.) W końcu przyjechał jakiś młody gostek i zrobił to, co trzeba było zrobić już dawno.

Zajrzał do instrukcji (700 stron z okładem).

Auto chodzi.

(Swoją drogą mam coraz większe wątpliwości, że zepsuło się po sprawdzaniu działania alarmu. Prawdopodobnie ktoś coś później wcisnął nie tak, bo generalnie przestawienie tego na tryb jak sprzed sprawdzania było dziecinnie proste i można to zrobić nawet przypadkiem.)

Polecono nam auto oblać po dojechaniu do domu.

Większość trasy powrotnej (prawie 400 km, 6 godzin) prowadziłam ja, dzień wcześniej przejechawszy się autem Mamy z automatyczną skrzynią biegów. Mama pocieszyła mnie, że podczas próby poszło mi bardzo sprawnie, chociaż w trasie często miałam myśl, że przy wolnej jeździe trzeba zredukować bieg, ale ogólnie lewa noga – bezużyteczna w aucie z automatem – była używana z przyzwyczajenia tylko do wciskania hamulca przy odpalaniu silnika (przy skrzyni ręcznej przy uruchamianiu wciska się przecież sprzęgło).

Tata stwierdził, że jak będę je sprzedawać za 2 lata, to on zaklepuje (to duży komplement). Ja na to, że kredyt mam na 4 lata. „No to za cztery.”

Auriska ma kopa. 200 kg cięższa od Nissana, ma też 22 konie więcej. Jest nieco niższa i ma twardsze zawieszenie, ma też, niestety, nieco mniej miejsca – zwłaszcza na tylnej kanapie. Ale ja z pasażerami na tylnej kanapie jeżdżę bardzo rzadko, poza tym zmieściliśmy się w czwórkę (a liliputami nie jesteśmy). Poza tym jest wyładowana elektroniką i bajerami, których pewnie nie będę nawet używać ;).

Wysadzono mnie i Ł. pod moim mieszkaniem, Tata pojechał dalej Aurisem. Z Ł. poszliśmy zabrać rzeczy na przebranie, pojechaliśmy Nissanem do rodziców. Tam do 23 było oblewanie auta – kolejka na wszystkie cztery koła, potem automat, tempomat i czujniki parkowania. Kulturalnie wcięci poszliśmy spać.

Dzisiaj rano było dalsze poznawanie bajerów, przy okazji okazało się, że nie działają światła do jazdy dziennej, nie dostałam jednej instrukcji i otrzymałam w spadku po poprzednich właścicielach płytę Roda Stewarta. Ogólnie stwierdziłam, że dopóki nie ogarnę wszystkich bajerów, pewnie sporo rzeczy będzie mnie w tym aucie wkurzać.

Na razie stoi u rodziców. Regularnie jeździć zacznę dopiero w poniedziałek po południu.

A Nissan zostanie odpicowany i, mam nadzieję, rozsądnie sprzedany, bo to w sumie fajne auto jest.

W odpowiedzi na “Zepsuli mi samochód”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *