Kategorie
Osobiste

Wpis na sierpień

Ups.

Ale przysięgam, że myślę o tym blogu i cały czas o nim pamiętam. I mam wyrzuty sumienia, bo nie ma wpisów.

Od czasu poprzedniego wpisu:

1. byłam znowu w Grecji. Tym razem na Krecie, bazą była Chania. Z Chani autobusem wybrałam się do Rethymno (moja pierwsza styczność z Kretą, absolutnie uwielbiam to miasteczko) i z wycieczką zorganizowaną na plażę Elafonisi (wolę lagunę Balos, bo tam mi mewa kanapki z ręki nie ukradła. Poza tym na Balos jest po prostu ładniej.)

Elafonisi
Port wenecki w Chani
Port wenecki w Rethymno
Uliczka w Rethymno

2. koty nadal się za bardzo nie kochają. Balbina jest na lekach uspokajających, bo znowu zaczęła sikać mi na meble, ale na lekach przestała. Przetrzymam ją na prochach do czasu powrotu z Australii i potem powoli zacznę odstawiać.

3. przy okazji powrotu z Australii, został mniej niż miesiąc do wylotu tamże. Wszystko mam zaplanowane (poza może jedną czy dwiema wycieczkami lokalnymi) – loty, noclegi, trasa, ubezpieczenie, międzynarodowe prawo jazdy i samochód w NZ… Jeszcze nie odliczam dni, ale tygodnie już tak (3 z kawałkiem).

I coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dla mnie to chyba ostatni komfortowy moment, żeby polecieć. Za dużo wiadomości oglądam.

4. na początku lipca rozcięłam sobie skórę na prawej dłoni przy wciskaniu do śmietnika śmieci. Nadziałam się na tkwiącą pionowo pokrywkę od puszki po karmie dla kota. Coś ukłuło, podniosłam odruchowo rękę, a tam jakieś 2 cm rozcięcia przez całą grubość skóry między palcem wskazującym a kciukiem (kawałek od podstawy palca wskazującego, a nie przez fałdę między tymi palcami). Krew się sączy (ale nie sika), mam wgląd w moje bogate wnętrze, czucie wszędzie jest. Miałam godzinną przygodę na pobliskim SORze, szwy przez 10 dni. Została mi blizna i trochę więcej ostrożności przy obsłudze śmieci.

5. a tak poza tym to mam od niedawna czterdziestkę na karku i obawy, że wchodzę w menopauzę.

To tyle. We wrześniu i październiku notki najprawdopodobniej nie będzie z powodów technicznych, a nie z lenistwa. Ale później, kto wie. Może duża galeria 🙂

Trzymajcie kciuki, żebym zdążyła zaliczyć przesiadkę w Adelaide w 35 minut (czyli jakieś 10), bo jest to jedyny element mojego planu wyjazdu, który był zrobiony mocno na wariata i nie mam planu awaryjnego.

Howgh.