Kategorie
Archiwalne Bez kategorii

Stłoczenia zębów

Było kiedyś o przerwach między zębami (tremach i diastemie), będzie teraz o stłoczeniach.

Stłoczenia polegają na obrotach, zachodzeniu na siebie zębów w jednym łuku i wyrzynaniu się zębów po stronie przedsionkowej (wargowej lub policzkowej) lub podniebiennej/językowej wyrostka zębodołowego. Do tego doliczają się również zatrzymania zębów w kości z powodu braku miejsca na ich wyrznięcie.

Są trzy rodzaje stłoczeń, w zależności od przyczyny:

pierwotne: zęby są za duże w stosunku do podstawy kostnej. W sensie wąska szczęka – duże zęby.

wtórne: jako rezultat zbyt wczesnej utraty mlecznych trzonowców (np. usunięcie z powodu próchnicy). „Zęby są towarzyskie”, jak to mówiła jedna pani profesor, więc wyrznięte szóstki wędrują do przodu, w rezultacie brakuje miejsca na zęby przednie.

trzeciorzędowe: występujące późno, ok. 17-20 roku życia, w dolnym łuku. Żuchwa rośnie najdłużej z kości czaszki. Powiększający się trzon żuchwy przesuwa zęby przednie, które, napotykając opór ze strony zębów górnych, zaczynają na siebie nachodzić. Kiedyś wiązano to zjawisko z równoczesnym wyrzynaniem się zębów ósmych, ale później dowiedziono, że stłoczenia trzeciorzędowe występują również u osób bez zawiązków tych zębów.

Leczenie we wszystkich przypadkach jest ortodontyczne. Stłoczeniom wtórnym można zapobiegać poprzez dbanie o stan zębów mlecznych lub stosowanie aparatów zwanych utrzymywaczami przestrzeni.

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Służba zdrowia

Duomox się skończył. Rodzice wrócili z wyjazdu i zgodnie orzekli (choć niepotrzebnie, bo sama na to wcześniej wpadłam), że mam się zgłosić do lekarza. Kaszelek mam doprawdy bardzo… nie malowniczy, bo suchy, ale dźwięczny (o! Ładne określenie) i wybitnie wkurzający. No to rano telefon do firmy, czy jest szansa na otrzymanie jeszcze dziś dowodu ubezpieczenia. Jest. Rodziciel z samego rana zarejestrował mnie do lekarza, wizyta wypadła na po 11 (a ja do pracy na 12). No nic. Kurs do pracy, odebranie „legitymacji”, poinformowanie asystentek, że przynajmniej dwóch pierwszych pacjentów należałoby odwołać.

Do gabinetu lekarskiego (moją lekarz rodzinną jest matka kolegi z licealnej klasy, który po przejściach znalazł się w końcu na medycynie i jest obecnie na IV roku, jak się dowiedziałam) weszłam nawet punktualnie. Pani doktor poznała mnie po nazwisku (moja mama też do niej chodzi). Była zaskoczona, że już pracuję („Ale to zleciało”). Zostałam wysłuchana (wywiad), osłuchana (stetoskopem), obejrzana (gardziełko), otrzymałam receptę i zwolnienie na tydzień (które ma się nijak do mojej konieczności wyjazdu do Gdańska w poniedziałek i ale przynajmniej nie wykaszlę sobie płuc przy leczeniu kolejnej zgorzeli miazgi). Na koniec pani doktor wpisała u góry mojej karty „Sł. zdrowia” i przy podkreślaniu tego podwójną linią stwierdziła „Witamy w naszych szeregach”.

Niniejszym czeka mnie kilka – tym razem legalnych – dni opierniczania się.

Kategorie
Archiwalne Osobiste

Internetowe znajomości

Wszyscy dookoła trąbią, jakie to spotkania z ludźmi poznanymi przez sieć są niebezpieczne. Owszem, dla małych dzieci mogą być groźne (przysłowiowy – czy właściwie reklamowy – Wojtek), ale dla osób nieco starszych, obdarzonych choć drobną dozą rozsądku, mogą być początkiem wielu fajnych znajomości, nawet przyjaźni. Czy małżeństw.

Swoje doświadczenia na tym polu zaczęłam zbierać dość wcześnie, ale powoli: miałam 16 lat, pierwsze spotkanie z małą grupką ludzi z grupy dyskusyjnej (której członkiem byłabym do dziś, gdyby nasz prywatny serwer nie padł i chciał się podnieść) odbyło się na dobrze mi znanym terenie, w biały dzień, w towarzystwie były panie, w tym jedna nauczycielka. Spotkanie zostało poprzedzone kilkoma miesiącami pokojowej wymiany poglądów i zacieśniania sieciowych więzi. Samo wydarzenie: spacer i pogaduchy przy piwie (oni) i soczku pomarańczowym (ja – byłam najmłodsza w tym towarzystwie i zresztą nadal jestem) któregoś słonecznego dnia weekendu majowego w 2003 roku odbyło się bez groźnych incydentów, ogólnie było fajnie. Przez lata uczestniczyłam w kilkunastu podobnych spotkaniach tej grupy, w większym lub mniejszym gronie, tworząc czasem całkiem bliskie relacje. Zresztą nie tylko ja. W ramach grupy poznało się wiele dzisiejszych małżeństw, z moim Rodzeństwem i jego TŻ włącznie.

Ale Grupa to nie jedyne źródło znajomości internetowych. Trzy razy uczestniczyłam w zlotach członków fanowskiego forum internetowego. Zloty były mało liczebne, znajomości tam zawiązane niestety nie utrzymały się, ale to zawsze coś. Zwłaszcza, że lubię się rządzić, więc bywałam dość ważną siłą sprawczą i przewodnikiem – nawet na terenach, na których nie występowałam wcześniej ;). Dajcie mi plan miasta i pomysł, gdzie pójść, to ja wam to zorganizuję ;).

Kolejne źródło (dość oczywiste) to portale randkowe, ale w tej chwili mało znaczące, jako że zawiesiłam swoją działalność na tym polu.

Ten – powoli właśnie mijający – weekend był swego rodzaju debiutem. Pierwszy raz spotkałam osobiście kogoś, kogo poznałam przez… bloga.

W sensie napisałam notkę. Ktoś przez Google ją znalazł. Poczytał bloga, spodobało się. Napisał mi emaila. Ja na tego emaila odpisałam. Tak wywiązała się dłuższa korespondencja. Dodanie do znajomych na FB, komentowanie wpisów, w końcu plany urlopowe, w których, jak się okazało, byłam głównym czynnikiem mobilizującym. Przyjazd Kogoś na Pomorze, trzy dni śmigania po okolicy, mimo wiatru i wciąż trwającej, choć niezbyt intensywnej choroby (dzisiaj rano praktycznie nie byłam w stanie mówić). Ogólnie fajnie spędzony czas, bardzo kusząca alternatywa dla siedzenia cały czas przed kompem ;).

W takich spotkaniach z ludźmi z sieci trzeba pamiętać o ostrożności. Na pierwsze spotkanie wybrać znajomy teren, nie wsiadać od razu do czyjegoś samochodu, najpierw wybadać sytuację i nie dać się zaprowadzić w miejsce, z którego nie wiadomo, jak ewentualnie uciec. I to w sumie wszystko. Reszta to zabawa i jako taką – przynajmniej na początku, w zależności od tego, jak i czy w ogóle sytuacja się rozwinie – trzeba to traktować.

Dzięki, Piotr 🙂