Archiwum blogu

Dorosnąć do bycia mężczyzną

[uwolniona od ryzyka ewentualnej promocji na gazeta.pl, liczę na to, że moi czytelnicy rzeczywiście umieją czytać ;) ]

Siada na fotelu zastrachany trzydziestokilkulatek. Ząbki do leczenia. Po rozmowie wstępnej pytam, czy chce znieczulenie.

Pacjent z westchnieniem stwierdza, że czas wreszcie dorosnąć, stać się mężczyzną i zacząć się leczyć bez znieczulenia…

„Ale tak to nie działa!” – protestuję żywo, acz z uśmiechem. „Znieczulenie o niczym nie świadczy.”

Znieczulenia ostatecznie nie podaję, ale informuję, że jeśli będzie trzeba, to zrobię odpowiedni zastrzyk w trakcie zabiegu.

Pacjent wytrzymuje. Nie widać na jego twarzy wielkiego cierpienia, nie podskakuje podczas opracowywania ubytku. Po wizycie zapowiada, że wróci na dalsze leczenie. Nie wiem, czy poczuł się bardziej mężczyzną.

Z tym znieczuleniem różnie bywa. Ja, jeśli wiem, że u mnie będzie coś robione na żywym zębie (leczony kanałowo miałam tylko jeden, pozostałe 30 – bo jeden był usunięty – jest żywe :>), to o znieczulenie proszę prawie że w drzwiach gabinetu. Wielu pacjentów tak samo. Albo na moje pytanie, czy znieczulić, stwierdzają, że nie ma innej opcji.

Innym pacjentom jest bez różnicy. Tacy zazwyczaj wcześniej leczyli się bez znieczulenia, często nie decydują się na zastrzyk i spokojnie przetrzymują cały zabieg.

Inni się pytają, czy będzie bolało. Nie wiem, czy będzie bolało. Jednych boli po pierwszym dotknięciu wiertłem (mój tata), u innych można się prawie dobić do komory miazgi i dopiero wtedy zaczną podskakiwać.

Inni bardziej nie lubią znieczulenia (zastrzyku czy późniejszego odrętwienia) od ewentualnego bólu przy zabiegu. Ci zazwyczaj też spokojnie siedzą przez całą wizytę na fotelu.

Ciężko bywa z niektórymi dziećmi, szczególnie, jeśli mam do czynienia z wielką dziurą w dolnej szóstce, wtedy trzeba znieczulić przewodowo, co dla nikogo nie jest przyjemne, dla dzieciaków zwłaszcza.

Ale nie rozumiem wstydu, kiedy ktoś prosi o znieczulenie. Obecne, bardzo dobrze działające środki to dla pacjentów – i dentystów też – często prawdziwe błogosławieństwo. Owszem, są sytuacje, że jest ono niepotrzebne (czy wręcz niewskazane), wtedy pacjentów o tym informuję i wyjaśniam powody, i nigdy nie byli na mnie źli za to, że nie znieczuliłam. Ale zgoda na ten mały zastrzyk to nie oznaka słabości czy niedojrzałości, a moje wykonanie tego zastrzyku to nie nieskończona łaska.