Archiwum blogu

To żem załatwiła zimę

Kiedy kupowałam Auriskę (u blacharza stoi do niedzieli i tęsknię za nią strasznie, bo chociaż autko mojej mamy też się dobrze sprawuje, to jednak przy jeździe do pracy w siedmiostopniowym mrozie podgrzewane siedzenia to skarb; poza tym, co swoje cztery kółka, to swoje), musiałam do niej dokupić zimowe opony. Szukałam ich na portalu porównawczym. Wybrałam jakieś tańsze, z całkiem niezłymi parametrami, tylko w komentarzach powtarzano, że kiepsko radzą sobie na śniegu.

Pomyślałam wtedy, że u nas i tak od lat nie było porządnie śnieżnej zimy, poza tym nie mieszkam w górach, tylko na Pomorzu, w mieście, więc śniegu na drogach i tak nie ma dużo.

Więc teraz wszystkich tych, którzy nie lubią śniegu, bardzo serdecznie przepraszam. To chyba zadziałało jak mycie okien w słoneczny dzień (znaczy gwarancja, że dzień później będzie padać)…

Atak zimy

Śnieg spadł.

Znaczy raczej śnieg z deszczem. Tak czy siak, zrobiło się bielej.

Wolny piątek piękne wykorzystałam na konsultację lekarską w temacie bolącej prawej rąsi. Rąsia zaczęła boleć w poprzednim tygodniu (12 albo 13), utrudniała mi noszenie cięższych rzeczy. Internetowo zdiagnozowano u mnie zespół cieśni nadgarstka. Szybko zaczynam, zawodowo pracuję od trzech lat. Postanowiłam w zeszły czwartek (po ponad tygodniu bólu rąsi), że pójdę do lekarza. Rąsia boleć przestała, i tak poszłam, dostałam kilka skierowań (wychodzi na to, że nie na to, co by się najbardziej przydało), wykorzystam je pewnie w przyszłym roku. Zwolnienie lekarskie też bym dostała, ale zgłoszę się po nie kiedy indziej ;)

Po konsultacji lekarskiej pojechałam wymienić koła z letnich na zimowe (dźwigając opony na stalowych felgach już-nie-bolącą ręką). Kolejki nie było wcale. Dzisiaj rano bardzo się z tego cieszyłam, bo wszystko było pokryte lodem. Tylko płyn do spryskiwaczy mi zamarzł. 10 godzin w pracy spędziłam zerkając czasem przez okno na szary świat i wielkie płaty śniegu lub też krople marznącego deszczu, w zależności od tego, co akurat padało. Okazało się przy okazji powrotu do domu, że właściwie w miejscowości mojej pierwszej pracy jest mikroklimat, bo 15 kilometrów dalej (w stronę morza) wcale nie jest aż tak biało.

Ogólnie Pomorze Gdańskie wita zimę. Pogoda wcale nie szokująca, wszak jest prawie grudzień, ale to nie znaczy, że trzeba się z niej cieszyć.

A brak pełnego weekendu od kilku tygodni zaczyna się na mnie negatywnie odbijać. Nie cierpię pracować w soboty, a wolny piątek nie zrobił większej różnicy.

Zima

Już od dwóch dni na drogach i drzewach leży to białe, zimne coś, ale dziś przynajmniej można było zrobić porządną fotę.

No dobra, niekoniecznie porządną, ale fotę. ;)

Przy okazji mamusia mnie nie okrzyczy, że wstawiam do sieci zdjątko jej ogródka. Przeca nic nie widać!

Ogródek

Ogródek

Po kliknięciu na nie powinno się pokazać większe w nowym oknie.

Podczas robienia tego zdjęcia w gałęziach przebiegła się wiewiórka :). W fajnym miejscu mieszkam. :)