Archiwum blogu

K. kupuje telewizor

Nosiłam się z zamiarem kupna ekranu już od kilku miesięcy. Najpierw oszczędzałam kasę. Jak dojechałam ze stanem konta oszczędnościowego do zadowalającego mnie poziomu, to co chwilę zmniejszałam ilość znajdujących się tam pieniędzy na rzecz konta na wydatki bieżące. W końcu we wtorek dostałam resztę styczniowej wypłaty i stwierdziłam, że nie ma bata, w końcu kupuję.

W międzyczasie pokrążyłam po paru stronach internetowych, głównie koncentrując się na Euro RTV AGD i Avansie. Przez większość czasu wydawało się, że w tym drugim sklepie (który mam zresztą rzut kamieniem z pracy, podczas gdy od Euro dzieli mnie dobre 20-kilka kilometrów) telewizory są tańsze, ale model wybrany po stosunkowo długim, często przerywanym, bo dla moich zdezelowanych stomatologią szarych komórek dość męczącym „riserczu”, okazał się być obecny i tańszy w Euro. Ceneo.pl zdecydowanie jest pomocne jako porównywarka cen :).

Planowałam wybrać się na polowanie w poniedziałek (27 lutego) po pracy. Ale na poniedziałek planuję też wpad do dermatologa, więc krążenie po mieście i ostatecznie pewnie pozostawienie nabytku na tylnym siedzeniu samochodu, bez nadzoru, wydawało mi się średnio rozsądnym pomysłem. Pomyślałam zatem, że może w poniedziałek tak zamówię, żeby odebrać ekran w środę – wtedy załatwię to na spokojnie. Podczas dzisiejszej, cotygodniowej wizyty u Mojego Mężczyzny wpadłam na kolejny pomysł: może kupię telewizor jeszcze później, bo w a MM pomoże mi wnieść dość ciężki i duży (bo czterdziestocalowy) telewizor do samochodu i potem do domu.

Po czym dziś wracając od MM stwierdziłam, że w sumie czekanie tygodnia nie ma sensu. Miałam rewolucje z kupowaniem laptopa rok temu, kiedy cena w sklepie internetowym zmieniała się z dnia na dzień. Wczoraj jeszcze sprawdzałam na stronie Euro, że wypatrzony telewizor u nich jest i to w najniższej cenie w okolicy. A do sklepu miałam akurat po drodze. I miałam kasę na koncie, bo wpłaciłam wtorkowe bogactwo dzisiaj koło południa. No to hyc do Euro.

Najpierw znowu mnie olali. Cała obsługa była czymś zajęta i udawała, że nie widzą laski z zagubionym wyrazem twarzy, kręcącej się koło telewizorów. Zagubiona byłam, bo nie znalazłam upatrzonego modelu! Poszłam do Auchan. Był. 200 zł droższy. Wróciłam do Euro i w końcu kogoś zaczepiłam. Ktoś chciał coś zarobić dla sklepu, więc mi znalazł ekran w magazynie (dialog:
Ja: Wypatrzyłam na stronie model telewizora, podobno jest tutaj, ale go nie widzę na ekspozycji.
Ktoś: Sprawdzę w magazynie. Co za telewizor?
Ja: Toshiba 40 chyba RL 8..
Ktoś: …38? Skąd wiedziałem. Dobry telewizor.). Radośnie wcisnął mi jeszcze listwę („Podstawowa ochrona telewizora”), ale z zakupu kabla HDMI na razie zrezygnowałam. Uchwyt ścienny i tak planuję kupić na Allegro.

Po zakupie pan-ktoś uprzejmie pomógł mi wsadzić telewizor na tylne siedzenie mojego stalowego rumaka. W domu o pomoc przy wyładowaniu poprosiłam Rodziciela.

Nabytek sobie teraz stoi na szafce, na moimi własnymi łapkami skręconej podstawie. Jutro pewnie będą pierwsze testy.

I tak stałam się właścicielką telewizora Toshiba 40RL838.

A Rodziciel to zazdrośnik, o.

Za dobrze mi.

W październiku po raz pierwszy od 9 miesięcy nie przelewałam kasy za ratę za komputer. Ponad 250 zł zostało na koncie – z czego stówka poleciała na oszczędnościowe.

W przyszłym miesiącu spłacę ostatnią ratę kredytu rodzicielskiego na samochód. Który nadal nie będzie oficjalnie mój. ;)

I coś mi za dobrze od tego nadmiaru kasy, bo wczoraj podczas siedzenia z Kimś na twardej kanapie w moim pokoju stwierdziłam, że miejsce nad biurkiem, gdzie w tej chwili wisi tablica korkowa z setką notatek, świetnie by się nadawało na płaski telewizor. Akurat wychodzi na wprost kanapy. Musiałabym przesunąć jedną szafkę i biurko, przewiesić gdzieś tablicę i byłoby świetne miejsce.

Telewizory 40-calowe można w jednym ze sklepów z RTV dostać za 1700-2300 zł.

Jednak biorąc pod uwagę, że kredyt dają tym, którzy mają umowę o pracę od trzech miesięcy (a ja w tej chwili nie mam żadnej), to kolejne ratalne zakupy byłyby najwcześniej w styczniu. Do tego czasu albo zaoszczędzę odpowiednią kwotę (jako żem trochę niechętna kolejnemu kombinowaniu, a w dodatku jestem dusigroszem, co to udaje, że nigdy nie ma kasy, choć w porównaniu z innymi wychodzi, że wręcz przeciwnie), albo mi przejdzie.

Ogólnie mam chyba za dużo czasu na myślenie. Trzeba szukać drugiej pracy albo co…