Archiwum blogu

Myśl leniwca

Porządniejsze sprzątanie mieszkania (w tym mycie okien) zrobiłam tydzień temu.

Święta spędzę głównie w domu rodzinnym, dokładając się do stołu dwiema sałatkami. Nikt mnie nie odwiedza (w te święta, znaczy. Na następny weekend mam zaplanowany maraton filmowy z Ł., ale to też nie jest pierwsza wizyta teściowej ;) ).

Dzisiaj zatem z wielką satysfakcją stwierdziłam, że poza myciem lustra w łazience i podstawowym ogarnianiem brudu bieżącego (naczynia, podłogi) sprzątać nie muszę.

I to jest BARDZO DOBRA myśl. Możecie mi zazdrościć :)

Wesołych Świąt i smacznego jajka :)

I po Świętach

Wigilia i 25 grudnia przesiedziane u rodziców. 26 grudnia odpoczynek od relacji międzyludzkich. 30 grudnia – wybitnie niesatysfakcjonująca druga zmiana w pracy. Sylwester spędzony trochę w kuchni, potem w kinie („Hobbit: Bitwa pięciu armii” bardzo smutno rozczarowująca nijakim poziomem emocji. Wizualnie ekstra, jak zwykle. Ale niewiele poza tym), potem na domowym piciu drinków i oglądaniu filmów z Ł. 2 stycznia koleżanka w pracy myląca piątek z poniedziałkiem. Ponieważ razem miałyśmy pracować też w sobotę, 3 stycznia, przypomniałam jej, żeby przyszła na dobrą godzinę do pracy ;).

3-5 stycznia siedziałam znowu (po raz drugi) w SPA niedaleko Ostródy i się rozpieszczałam (nie wiem, ile przytyłam i boję się sprawdzać). Jak zwykle było miło, relaksująco, profesjonalnie, czysto, uprzejmie, smacznie… O uszczerbku na koncie nie wspomnę. ;) Jeszcze tam wrócę. Parę rzeczy zrobię inaczej. Dobiorę jeszcze jeden czy dwa zabiegi. Podobno odcięcie się od codzienności raz na kwartał jest wręcz wskazane. Długich weekendów mi w tym roku zabraknie.

Choinka rozebrana 6 stycznia, choć mogła stać dłużej, bo sztuczna. Większa część ozdób zawieziona siostrze – w końcu należą do niej. Mój jest tylko niebieski czubek, 12 czerwonych bombek, lampki i bardzo profesjonalne ozdoby ze słomy. Przed następnymi Świętami BN mogę bezwstydnie polować na nowe bombki :).

Kolęda zapowiada się u mnie na 15 stycznia. To czwartek. Pracuję do 18. Nie będę się spieszyć do domu. Jestem żywym przykładem hipokryty świątecznego – Boże Narodzenie obchodzę, ale perspektywa poinformowania księdza z parafii, której członkiem się nie czuję, że właściwie nie praktykuję i nie widzę powodu dla przyjęcia kolędy, wywołuje u mnie uczucie pewnego niepokoju. Może nawet nie zapuka? Z opłatkiem mnie tym razem nie zastali, to może kolędę też sobie odpuszczą?

Zresztą, wychodzę z założenia, że Boże Narodzenie (Wielkanoc też) to w dużej części wydarzenie bardziej kulturalne i tradycyjne niż religijne. ;) (przynajmniej u mnie w rodzinie. Do kościoła nikt nie chodzi, parę osób jest bardzo cięte na stan duchowny, ale prezenty pod choinką co roku leżą)

Tylko teraz przyzwyczaić się znów do pracy i nabierać sił na dość ciężki luty.

Chyba miałam napisać coś jeszcze. Zapomniałam. Na pewno miałam posprzątać mieszkanie. Idę spać.

O kurde, zapomniałam

W Wigilię robota, w pierwsze święto do późna byłam poza domem, zatem wciąż siedząc w piżamce i mordując stronę

życzę Wam wszystkiego najlepszego :)

Akcja Prezenty na Gwiazdkę 2013

… zakończona powodzeniem, z rezultatami satysfakcjonującymi (bywałam niezadowolona z kupionych prezentów. Nie jestem pewna, co myśleli obdarowani). Zakupy empikowe odebrane, Poczta Polska i InPost też stanęły na wysokości zadania (PP dostarczyła przesyłki na IP na wtorek). Dzisiaj była tylko szybka przebieżka po W. w poszukiwaniu kilku ostatnich drobiazgów. Zarobił m.in. pan z Bluesa, również na mojej okołogwiazdkowej chęci nabywania sobie samej „prezentów”. Wzbogaciłam się mianowicie o legalne wydanie „The Wall” Floydów. Rodzicielowi dostaną się jakieś nowe/stare nutki z tego samego nurtu. W sklepie brzmiały fajnie, a zespół podobno mało znany. Myślę, że chęć pomocy Pana była zwiększona tym, że swoje zakupy zaczęłam od The Wall, a potem poprosiłam o poradę. W zeszłym roku wyszło mniej fajnie ;).

Kolęda u mnie na osiedlu zaczyna się już jutro i tak na dobrą sprawę nie widzę powodu, by ją przyjąć. Głównie ze względu na to, że nie jestem praktykująca.

Ale Święta obchodzę, ktoś zauważy.

A ja odpowiem, że w polskiej, bardzo katolickiej (nawet, jeśli nieszczerze) kulturze Boże Narodzenie przestało być wyłącznie świętem chrześcijańskim, zmieniło się w zjawisko kulturowe. Ot, taka okazja do spotkania się w rodzinnym gronie i ofiarowania prezentów. Niektórzy przeżywają to bardziej duchowo, ja byłam na Pasterce raz w życiu i potem to odchorowałam, bo stałam w przedsionku kościoła.

Jeszcze 4 dni robocze do przerwy świątecznej.

Zapitolnik

Jesteśmy jednym z zapewne nielicznych ZOZów (wiem, że z definicji taki twór już nie istnieje, ale chyba wszyscy wiedzą, o co chodzi) w Polsce, który pod koniec roku ma zapas punktów kontraktowych. Zatem zapierdzielamy i nie mamy czasu na nic. Ja to jeszcze, gorzej ma Pierwszy Szef, za którym aż się kurzy, tak zapitala. A w drugiej pracy cisza i spokój, większość pacjentów przychodzi, nie ma ciśnienia. Bo gabinet prywatny.

Łopatki do śniegu nadal nie mam. Nie szkodzi, śnieg chwilowo stopniał.

Rodzinie wrócono prąd w niedzielę po południu, po 44 godzinach. Cała piątka (rodzice i siostra z dwójką dzieci) zaliczyła przedtem wizytę u mnie celem wykąpania się i naładowania rozładowanych baterii. I obejrzenia TV. Ponieważ mój telefon miał kryzys, nie odebrał wysyłanych ostrzeżeń, więc nalot był „z bomby”. Wszyscy przeżyliśmy, ja się załapałam na darmowy obiad z knajpy, rodzice zobaczyli, jak mieszkam, kiedy nie mam motywacji do sprzątania.

Dzisiaj zrobiłam duże zamówienie prezentowe w Internecie. Chyba trzy rzeczy mają do mnie dojść Pocztą Polską (jedna) lub InPostem (dwie). Trzymamy kciuki za pracowników tych dwóch zacnych firm, cobym mogła odebrać swoje paczki do 24 grudnia.

Reszta jest już albo kupiona (dwie sztuki), albo zamówiona w sklepie Empik.com z dostawą do salonu (nie pamiętam, ile, tak czy siak większość). Jedną rzecz zaplanowałam kupić analogowo, co się załatwi w przyszłym tygodniu. Tym samym polowanie na prezenty załatwiłam w ciągu góra godziny. Będzie więcej, jeśli się okaże, że 23 grudnia równie analogowo będę musiała upolować to wszystko, co szło pocztą. Squee.

Naturalną konsekwencją

kupna pięknego ekspresu, który w tempie zaiste ekspresowym robi kawę nieśmierdzącą plastikiem, jest to, że zaczęłam pić więcej kawy.

To jest jedna z jego najcudowniejszych cech: kubek mocnej kawusi jest gotowy w kilka minut. Nie wiem, ile, bo nie stałam ze stoperem, ale jak nastawiłam ekspres na zaparzenie jednego kubka, to kawka była gotowa, kiedy ja jeszcze robiłam sobie kanapki na śniadanie. Dodałam sobie do niej waniliowego syropu, kupionego jakiś czas temu w Lidlu, trochę mleka i było świątecznie ;).

Jedną z bardziej naturalnych konsekwencji wyprowadzenia się z domu, mieszkania samotnie (bez dzieci) i nie bycia zapaloną katoliczką jest też olewanie tradycji wielkanocnych. W tym roku ktoś inny biegał ze święconką do kościoła i wysłuchiwał po raz kolejny tej samej pogadanki sympatycznego księdza. Mnie to jakoś wszystko ominęło.

Dzisiaj jadę do rodziców. Na jutro jeszcze nie mam planów, ale może właśnie brak planów jest planem: korci mnie, żeby z nikim się nie spotkać, po prostu siedzieć w domu i obejrzeć sobie jakiś film czy kilka odcinków serialu albo wyskoczyć na spacer. Posiedzieć, pomyśleć, poleniuchować, poukładać puzzle (ułożyłam już ramkę, „teraz to już z górki”), odpocząć po prostu. Popatrzeć na nieustannie padający śnieg za oknem, posłuchać szumu z drogi krajowej, pośpiewać wraz z n-ty raz słuchaną płytą Archive.

Czasem i tak trzeba.

Na zakończenie życzę Wam ciepłych, rodzinnych Świąt Wielkiejnocy.

Znowu nadszedł ten dzień…

choinka

W te chłodne, szare dni życzę Wam wszystkim pogody ducha, radości i zdrowia.

Jutro Wigilia

Ciekawe, że w Polsce bardziej celebrowany jest dzień przed Bożym Narodzeniem, niż samo Boże Narodzenie.

Tak czy siak wszystkim moim Czytelnikom życzę spokojnych, wesołych, zdrowych świąt Bożego Narodzenia :)

pocztówka

Będzie problem

z kupnem prezentu dla szwagra ;)

Problem polega na absolutnym braku pomysłu i wiedzy, cóż ów szwagier już posiada i z czego by się ucieszył. Pewnie będzie tradycyjnie Empik to the rescue.

Mam jeszcze do wykorzystania pół budżetu na prezent dla mamy, nie mam też nic dla mojego Mężczyzny. Reszta członków rodziny już jest „zabezpieczona”, chociaż jeden prezent ma przyjść pocztą. Zaczynam się bać.

Z innych wieści, chciałam się dziś przefarbować na jasno-czekoladowo, ale chyba trzymałam farbę na włosach nieco za krótko (pół godziny ze wskazanych na opakowaniu 30-35 minut) i niniejszym jestem ruda. A farba trwała, więc w najbliższym czasie nie będzie lepiej.

Zaczęłam robić czystki w szafkach. Rezultat sprawdzenia trzech szuflad z czterech: półtorej szuflady opróżnione, wywalone mnóstwo maści na trądzik z datą ważności 2005-2008, odnalezione: 6 par potencjalnie sprawnych słuchawek dousznych (w tym zestaw słuchawkowy do starego telefonu), dwie pary okularów korekcyjnych, górny i dolny, ruchomy aparat ortodontyczny (zastanawiam się, czy Wam go nie pokazać, choć po 8 latach nienoszenia nie wygląda najciekawiej ;) ), ładowarka do jeszcze starszego telefonu i sto tysięcy innych drobiazgów. Pewnie niedługo część drobiazgów z dna szafy poleci do uwolnionej szuflady. Zostało mi jeszcze do sprawdzenia: dwa tekturowe pudła na górze szafy i regału, i pół jednej szafki. I ciuchy. Jak to rzekł mój Mężczyzna: gdybym się przeprowadzała, czystki momentalnie byłyby zrobione.

Poza tym mam fazę na palenie świeczek i jutro w ramach polowania na prezenty upoluję sobie jeszcze jakieś świeczuszki.

Świątecznie

[Notka z gatunku beznadziejnych]

Po raz pierwszy w życiu nie będę miała ferii świątecznych.

Tak, tak, drogie dzieci. Po studiach Was też to czeka! Chyba, że będziecie pedagogami różnego sortu… [jak życie w tym roku wykazało, nawet pedagodzy nie mają ferii ;) – dop.aut.,2015]

Te trzy świąteczne dni spędziłam na radosnym opierniczaniu się. Obejrzałam 2,75 filmu („Die Hard”, 0,75 „Casino Royale” i „Fifth Element”), z czego nie widziaśam wcześniej w całołci tylko jednego (ciężko zgadnąć, którego, skoro to wszystko takie świeżynki…). Powinnam jakiś serial nadrabiać, ale to się może uda w okresie okołosylwestrowym. Bo potem to nauka do LDEPu.

Co do prezentów, to zaskoczenia nie przeżyłam, jako że większość pochodziła z mojej chcelisty. Wydanie DVD „Casino Royale” również na niej się znajdowało. Podobnie jak depilator elektryczny, którym potraktowałam półtorej łydki (przepraszam osoby, które nie mają ochoty czytać takich szczegółów) i stwierdziłam, że dalsze traktowanie przekracza moje chwilowe możliwości. Nie, że bolało. Tylko… było nieprzyjemne. Z czasem to się podobno robi mniej dokuczliwe. Na pewno wygląda mniej dramatycznie od depilacji woskiem ;) [WYBACZCIE!!!].

Tak sobie siedzę i patrzę na tego mojego Della Latitude C840. I sobie myślę, że mimo jego zasług dla mojego przeżycia pod koniec studiów, chętnie bym się z nim rozstała na rzecz czegoś nowszego. Z różnych przyczyn zatem wyruszę na polowanie na nowego laptopa do RTV Euro AGD (do Media Markt za daleko) dopiero po Nowym Roku, z nadzieją, że kilkusetzłotowy wkład własny i umowa o pracę do końca września pozwolą mi nabyć coś fajnego na jakiś miły kredyt.

Jutro zatem powrót do rzeczywistości poniedziałkowej popołudniówki, pojutrze jazda do Gdyni. Chyba pojadę kolejką, choć w Wigilię zaliczyłam pierwszą od czasu kursu na prawo jazdy podróż tamże za kierownicą samochodu. Całe szczęście nie musiałam wjeżdżać do ścisłego centrum, z czym jednak wiązałby się cel mojej wtorkowej podróży. Środa zapowiada się normalna, w czwartek postaramy się nieco skrócić kolejną popołudniówkę, nie tylko z okazji końca roku, ale też wybycia z domu moich rodziców (cztery dni wolnej chaty!!!). Sylwester wolny. Znaczy ze sprzątaniem, do którego przyłożę się chyba bardziej, niż na święta…