Archiwum blogu

Apel dentysty

Ludzie kochani z bolącymi zębami.

Się zrymowało.

Jak Was ząb napieprza od kilku dni tak, że łykacie Ketonal czy inne radosne środki i planujecie wybrać się z tym bólem (wprawdzie przechodzącym na pigułach, ale – jak to stwierdziła mamusia opuchniętego dziecięcia, przyprowadzonego na fotel po tygodniu cierpień – „ileż można dawać leków przeciwbólowych”) do fachowca, czyli dentysty…

Teraz prośba zabrzmi brutalnie…

… to w dniu planowanej wizyty pocierpcie trochę i odstawcie piguły.

Serio serio.

Wasz ból to dla nas objaw. Ból przy ostukiwaniu zęba trzonkiem lusterka, gwałtowna reakcja lub jej brak na zmrożony chlorkiem etylu wacik to dla nas znak, co się dzieje. Jak jesteście na pigułach i ból jest przytłumiony, diagnostyka bywa trudniejsza.

Na RTG nie zawsze widać, który ząb jest przyczynowy dla bólu, chociaż prześwietlenie może pomóc (tylko jaki odsetek ludziów myśli o zrobieniu prześwietlenia przed wylądowaniem w gabinecie? „Zębówkę” można pstryknąć bez skierowania, czasem nawet „panoramę” się da, choć z tego co wiem, nie powinno). Ba, czasem nawet patrząc na uzębienie w ustach ciężko to stwierdzić, bo albo kilka zębów obok siebie jest w tragicznym stanie, a w tej chwili można zająć się tylko tym jednym winowajcą, albo wręcz nic nie widać, bo ząbki na przykład połatane, coś się ewentualnie dzieje pod plombą, tylko tego „z zewnątrz” nie da się stwierdzić.

Więc Was ładnie proszę i z góry dziękuję.

Poranne bredzenie

Żeby się nie pomyliło (mi czasem próbuje):

prostownicaTo jest prostownica do włosów.

prostownikTo jest prostownik.

tx-8B-500x500A to prostnica stomatologiczna (typ wiertarki. Na zębach się tego nie używa, raczej na protezach i wyjmowanych aparatach ortodontycznych).


Siedzę przy kompie, słyszę, że w kuchni piszczy płyta grzewcza – coś wlazło na nią i siedzi na guziczkach. Ponieważ przed chwilą smażyłam sobie jajecznicę, jeden „palnik” (kuchenkę mam elektryczną) jest pewnie wciąż ciepły. Wciąż siedząc w pokoju, krzyczę:

– Jak sobie przysmażysz łapy, to nie będę cię ratować.

Rozlega się odgłos kocich łapek lądujących na podłodze i Mrówkowe „miauuu!”.


Dzień dobry, zaczynam Majówkę :)

 

Są tu jacyś studenci kierunków medycznych?

Bo na Fejsie, w tym poście, umieszczono genialną ściągę do zapamiętania obszarów unerwienia przez nerwy czaszkowe.

Podkradziona:

nerwy czaszkowe

W komentarzach pod zdjęciem również podpowiedź, jak zapamiętać ich nazwy i funkcje.

Nikt czegoś tak mądrego mi nie pokazał, jak studiowałam, buu.

W ogóle profil źródłowy jest pełen tego typu informacji. Strasznie ciekawa rzecz.

 

Dwie prace są fajne

W pierwszej pracy – w przychodni stomatologicznej na dużej wsi, z kontraktem z NFZ – pracuję, odkąd skończyłam studia. Dostałam się tam na staż, pozwolono mi zostać po jego zakończeniu. Mam swoich pacjentów, czasami przychodzą nowi i mówią, że chcą wizytę u mnie, choć nigdy wcześniej u mnie nie byli i pracuje tam jeszcze czterech innych lekarzy (często pracuje trzech jednocześnie, mamy kilka stanowisk). Nie twierdzę, że jestem najlepsza, wręcz przeciwnie. Wielu rzeczy nie umiem, nie robię i się do tego otwarcie przyznaję. Ale najwyraźniej mam w sobie to coś, co powoduje, że ludzie chcą się u mnie leczyć. Zawsze jest to miłe.

W drugiej pracy pracuję niecały rok. Jeden z wielu gabinetów w niedużym mieście. Pacjenci wyłącznie prywatni. Szef doświadczony, lubiący bawić się w chirurgię stomatologiczną. Wymieniamy się stanowiskiem z szefem i jeszcze jednym lekarzem. Pracuję tam tylko 8 godzin tygodniowo i w jedną lub dwie soboty w miesiącu. Gabinet – chociaż wspomniana przychodnia umożliwia wysoką jakość usług – wyposażony w rzeczy, których w pierwszej pracy nie ma.

Ostatnio zauważyłam, że przenoszę doświadczenia z jednej pracy do drugiej. Czy raczej z drugiej do pierwszej. Widzę, że się uczę. Podnoszę wymagania wobec siebie. Stwierdzam na głos, że w przychodni coś by się przydało, po udostępnieniu zaczynam tego używać.

Taka nauka sprawia mi radość. To dobre doświadczenie. Lubię się uczyć i nie sprawia mi to przykrości. Czasami dobrze jest wyjść ze swojego bezpiecznego boksu i spróbować czegoś nowego, popatrzeć, posłuchać, podyskutować.

Lubię swoją pracę. Nie brzydzę się grzebać ludziom w zębach. Wybór tego zawodu był chyba jednym z najlepszych wyborów życiowych, do którego kiedykolwiek mnie popchnięto.

(bo sama nie wpadłam na to, żeby pójść na stomę. Rodzina podpowiedziała)

Rzeźnik

W tym tygodniu trzy razy w łapie zamiast wiertarki dzierżyłam skalpel.

Przy temperaturze ok. 30 stopni wszelkie zgniłki w ustach uwielbiają się odzywać, darząc posiadacza piękną opuchlizną i powodem do mojej skrytej radości, bo bywam rzeźnikiem z powołania.

Nie no, żartuję. Nigdy nie cieszę się z cudzego cierpienia.

Taka frekwencja ropni podśluzówkowych zdarza się bardzo rzadko, zimą praktycznie wcale.

Zatem dla własnego zdrowia, jeśli macie jakieś korzonki w ustach, o których Wasz dentysta od dawna mówił, że trzeba usunąć, to to zróbcie zanim zamienicie się wizualnie w chomika i będzie bolaaałooo.

Słucham sobie prognozy pogody w radiu i wyciągam ironiczny wniosek: jak tutaj nie pada, to jest chłodno, a ludzie z reszty kraju narzekają na upały. Teraz tutaj jest gorąco, ale cały dzień pada. Jutro tylko tutaj ma nie padać, ale ma być najzimniej w kraju. Ogólnie sprawiedliwości w życiu niet, a wszyscy biedni warszawiacy walący jak jeden mąż w piątek po południu w kierunku Władysławowa i Helu mogą mieć za swoje za robienie korka za 3miastem. ;)

Jednak bywam perfidna.

Amalgamat

W stomatologii „amalgamat” to nazwa jednego z najstarszych materiałów do wypełnień ubytków, nadal popularnych i bardzo trwałych, jednak nieestetycznych: mowa o „srebrnej” plombie.

Jakiś czas temu miałam pacjentkę lat ok. 18. Dziewczyna od kilku lat jest diagnozowana nefrologicznie, ma problemy z kręgosłupem i ogólnie się „sypie”. W międzyczasie wylądowała na moim fotelu. Poza kilkoma drobnymi ubytkami stwierdziłam 10 różnej wielkości wypełnień z amalgamatu.

Oficjalnie maksymalna ilość wypełnień z tego materiału wynosi 7 średnich.

Jakiś czas po przeglądzie usłyszałam, że w końcu wykonano u dziewczyny odpowiednie badania i wykryto zatrucie metalami ciężkimi.

Amalgamat składa się ze srebra, trochę miedzi, cynku i rtęci. Środowisko jamy ustnej jest idealne dla procesów elektrochemicznych. Moją pacjentkę czeka wymiana wszystkich metalowych wypełnień. Być może niektóre były źle skondensowane w ubytkach.

Policzcie sobie przed lustrem swoje zębowe sreberka. To była notka ku przestrodze.

Kanał

A dokładnie to dziura. W dziąśle. Na przedsionkowej (dopoliczkowej) ściance wyrostka zębodołowego (kostnego wygórowania w szczękach, w którym tkwią zęby). Prowadząca do zniszczonego zęba.

Autentyczny kanał średnicy 4-5 mm.

Rozumiem przetoki. Ząb martwy, nieleczony, stanowiący siedlisko bakterii. Bakterie niszczą kość przy wierzchołku korzenia zęba, tworzą ognisko ropne, które w bólach (pacjenta) przebija się na zewnątrz (przy dobrych wiatrach), czyli do przedsionka jamy ustnej. Wąski kanalik, prowadzący od zęba na dziąsło to właśnie przetoka. Jak jest czynna, czyli otwarta, ropka się z niej powoli sączy, a pacjenta nie boli. Jak się czasem zamyka, to pacjenta poboli, ale bez tragedii. Ogólnie ujawnia się jako mały pypeć na dziąśle (pisałam o tym kiedyś), z ujściem albo niewidocznym, albo mającym niecały milimetr średnicy.

Tym razem miałam rzeczywisty kanał. Pierwszy raz widziałam coś takiego. Przy odciąganiu policzka widać było, jak płat śluzówki odchodzi od kości. Można było nakładacz do środka włożyć i posłuchać trochę pacjentowych jęków. Nie, nie robiłam tego specjalnie.

Pacjent zaopatrzony w odpowiednie papierki, szczęśliwy z tego powodu, poleciał do chirurga stomatologicznego.

A ja się zastanawiam, ile czasu sobie hodował coś takiego i o ile wzrośnie mi doświadczenie (zwłaszcza chirurgiczne) przez pracę na pogotowiu stomatologicznym.

W środę być może rozmowa z może-przyszłym-szefem-nr-2. W firmie już się pochwaliłam. Poprosiłam, żeby nie mówili szefowi-nr-1.

Złośliwiec

Prawy staw skroniowo-żuchwowy po moim wczorajszym postanowieniu, że pójdę dziś po pracy na prześwietlenie, złośliwie przestał boleć.

Tak czy siak poszłam na fotkę.

Dla bezpieczeństwa własnego i trochę obciachowo poprosiłam o opis rezultatu, który z tej przyczyny odzyskam dopiero w środę i z dziką chęcią się nim z Wami podzielę ;).

A ponieważ skierowanie na fotkę wypisałam i podbiłam sobie sama, własną pieczątką i własnym nazwiskiem, okazało się ku mojemu zaskoczeniu, że pracownia RTG (do której zresztą tłumami wysyłałam kiedyś pacjentów, teraz wypisuję uniwersalne skierowania i mogą iść, gdzie chcą) jest bardzo miła dla przedstawicieli służby zdrowia.

Z tej okazji za chwilę sprawdzę poziom oleju w moim stalowym rumaku i umyję okna w pokoju.

Howgh!

Biedne dziecko…

… Nawet się jeszcze nie urodziło, a już się je obwinia o zepsucie zębów mamie.

„Po ciąży się zepsuły.”

Ależ oczywiście, że się zepsuły. Miały prawo, jeśli przed ciążą były zapuszczone, ciąża stała się wymówką, żeby nie pójść do dentysty, a poranki z wymiotami, złe samopoczucie, lenistwo, sto tysięcy innych spraw do załatwienia i podjadanie po nocach spowodowały pogorszenie higieny jamy ustnej.

Ciąża nie jest w żadnym wypadku przeciwwskazaniem do leczenia zachowawczego. Zachowawczego, czyli polegającego na wywierceniu dziurki w zepsutym miejscu na zębie i założenia wypełnienia. Kanałowe też się robi. Czasami jest gorzej z chirurgicznym, ale to już nie zachowawcze.

Poza tym, zęby nie są źródłem wapnia podczas ciąży i laktacji. Nie rozpuszczają się.

Potem mam taki przypadek na fotelu i mam ochotę opieprzyć. Ale co poradzisz? Już za późno, 5 zębów „po ciąży” do usunięcia.

Zadbane panny w wieku 15-23 z połową zębów bocznych do usunięcia też się często zdarzają. Chodzi taka wymalowana i wystrojona na leczenie tylko wtedy, gdy na tapecie jest ząbek przedni. Szóstka z Depulpinem („trutką”) od dwóch i pół miesiąca boli, ale nieeee, właścicielka nie przyjdzie dalej leczyć. Zwłaszcza, że trzeba płacić, ona się jeszcze igieł boi…

W pracy jakoś wyjątkowo nieudany dzień. Niby nikomu nie złamałam narzędzia, jedyne dziecko na fotelu nawet nie pisnęło, jedyna ekstrakcja też wyszła bezproblemowo, ale jakoś ogólnie chyba nastała jesień.

Ułatwiajcie dentystom życie…

Niewiedza, który ząb boli jest akceptowalna. Czasami ból promieniuje i rzeczywiście nie wiadomo, skąd pochodzi.

Wiedza, od kiedy i w jakich sytuacjach ząb boli jest już prostsza do zdobycia przez pacjenta. Dentysta nie jest magikiem, ból to odczucie subiektywne i tylko pacjent potrafi go opisać. Rodzaj bólu jest ważnym wyznacznikiem przy planowaniu leczenia.

Na co zwracać szczególną uwagę?

Na reakcję zęba na pożywienie. Reakcja bólowa na słodycze wskazuje coś innego niż wyraźny, krótkotrwały ból podczas picia rzeczy zimnych. Jak już boli od kilku dni, dobrze jest wiedzieć, czy temperatura jakoś zmienia ten stan: czy gorzej albo lepiej jest na ciepłe albo na zimne.

Czy ząb boli bardziej w nocy?
Czy ból jest pulsujący czy raczej to wyraźne kłucie?
Czy boli cały czas, bez przerwy albo z krótkimi przerwami, czy tylko odzywa się od czasu do czasu?
Jak reaguje na nagryzanie?

Kiedy zaczęło boleć? W jakiej sytuacji? A może boli cała grupa zębów po przebudzeniu się rano? Skoro teraz boli baaardzo, czy kiedyś ten ząb się odzywał? Jeśli tak, to kiedy i jak intensywnie?

Kolejna rzecz, zwłaszcza w przypadku osób pod stałą opieką lekarską:

Jak dentysta pyta, czy na coś pacjent choruje, to zazwyczaj ma na myśli choroby przewlekłe. Nie odpowiadać „nie”, jeśli od kilku lat codziennie musi przyjmować garść leków. Pacjenci mają zwyczaj tak właśnie czynić – nie czują objawów, to są zdrowi. Z tego powodu zazwyczaj pytam też o stale przyjmowane leki. Przyznawać się do wad serca (ze sztucznymi zastawkami i stanem pozawałowym włącznie – a raczej zwłaszcza), cukrzycy, nadciśnienia, problemów z tarczycą, jaskry, przebytych przeszczepów, padaczki. Do WZW typu B i C też. W przypadku kobiet w wieku rozrodczym, jeśli przed znieczuleniem dentysta o to nie zapyta, to w razie potrzeby krzyczeć, że jest się w ciąży (dotyczy kobiet w ciąży). Przed usuwaniem zębów przyznać się do okresu (dotyczy kobiet podczas okresu). Tak samo, jeśli przy poprzednich znieczuleniach występowała reakcja alergiczna – dentysta wtedy może nie znieczuli albo odeśle do alergologa, ale to nie jest własne dupokrycie, tylko tu ma pierwszorzędne znaczenie zdrowie pacjenta.

I nie obrażać się, jeśli dentysta po uzyskaniu obciążającego wywiadu (w sensie pacjent jest obciążony różnymi chorobami ogólnymi) postanowi pacjenta odesłać do specjalisty. Lepiej, żeby odesłał, niż coś spierdzielił, narażając pacjenta – i siebie – na bardzo nieprzyjemne, długotrwałe konsekwencje.