Archiwum blogu

Motywator

wspomniany w tej notce wczoraj rozwinął się w bardzo dobrym kierunku. Oczywiście rezultat tego rozwinięcia szybko się rozwieje, ale lepiej rozwiewać motywator, niż resztki pensji.

Oczywiście wiadomo, o co chodzi. ;)

W piątek kupię sobie bilet do Krakowa :>. I nowe baterie, i główki do szczoteczki elektrycznej, bo gdzieś się poszła bujać zasada wymiany szczoteczki po 3 miesiącach… I znowu zrobię nadania krwi… Jak coś zostanie, to może i na pieczątkę się w końcu szarpnę…

Wykłady w Izbie Lekarskiej powoli się kończą. Jeszcze tylko jutro i we za to z zaliczeniami. Do początku lipca będę więc pracować jak Bozia przykazała. A potem 2 tygodnie urlopu! :D

Wczoraj odesłałam trzech pacjentów do chirurga stomatologicznego. W tym jednego znajomego znajomej, który był jednym z ostatnich pacjentów, a ja jeszcze miałam opóźnienie: w takich przypadkach ZAWSZE coś pójdzie nie tak. W tym wypadku było to znieczulenie przewodowe, które działało jak należy wszędzie dookoła, poza bezpośrednią okolicą zęba. Mniamniuśnie.

Ale za to miałam dwie duże odbudowy zębów. Lubię rzeźbić :)

Wykładowo

W tym tygodniu znowu kupiłam sobie bilet tygodniowy na kolejki, bo muszę zaliczyć aż 4 kursy do Gdańska. Dwa się już odbyły.

Dzisiaj miałam szkolenie z zakresu HIV.

W pewnym momencie wykładowca poprosił, żebyśmy popatrzyli na sąsiadów i pomyśleli, że któraś z tych osób jest nosicielem. I zastanowili się nad naszą reakcją.

A potem wyobrazili sobie, co by o nas pomyślano w tej sytuacji.

Co mają zrobić osoby pełniące jakąś funkcję społeczną, zarażone. Jak nosiciele mają sobie radzić z życiem po otrzymaniu potwierdzenia zakażenia. Mówiono o nauczycielu, który wyobrażał sobie, że będzie musiał rzucić pracę i wyprowadzić się z domu.

Co myślą rodzice, kiedy mają wysłać dziecko do szkoły, w której uczy nosiciel wirusa HIV?

Co myślą pacjenci zakażonego lekarza?

Wirus HIV przenosi się tylko i wyłącznie na trzy sposoby: parenteralnie (np. przez transfuzję krwi), wertykalnie (z matki na dziecko – podczas ciąży, porodu i karmienia piersią; kobiety w ciąży powinny być rutynowo badane na nosicielstwo HIV) oraz poprzez stosunki płciowe.

Według podawanych nam statystyk, udokumentowano 106 przypadków przeniesienia zakażenia z pacjenta na lekarza podczas zabiegu (typu zakłucie się igłą – częsty przypadek na stomatologii). Ryzyko wynosi 0,3%. Tyle samo, co przy pojedynczym stosunku płciowym z osobą zarażoną.

Drogę odwrotną – z lekarza na pacjenta – stwierdzono w trzech przypadkach.

Dlaczego chorzy na zapalenie wątroby typu B albo C nie są napiętnowani, chociaż wirusy HBV i HCV roznoszą się tą samą drogą, co wirus HIV i są znacznie bardziej zakaźne?

Bo ludzie wciąż wyobrażają sobie, że nauczyciel zakażony HIV stanowi zagrożenie dla dziecka. Że każdy nosiciel prowadzi się wiadomo, jak. Bo nie ma wiedzy i chęci na jej zdobycie.

A lekarze muszą wykazywać się rozsądkiem i nieść kaganek oświaty.

Fajnie prowadzone, dało do myślenia.

Przez ślinę (czyli pochlapanie oka dentyście, który nie nosi okularów ani przyłbicy, czy pocałunki) zarazić się nie można. To tak na marginesie.

[squeaky] Heeeelp…

Szczęśliwcy, którzy mają moje prawdziwe Ja w swoich znajomych na FB we wtorki i piątki posiadają niebywałą okazję do podziwiania mojego jęczenia, wysyłanego z komórki dzięki cudowności zwanej internetem w telefonie (mam limit danych w abonamencie). Bywało różnie. Albo łeb parował przez nawał informacji, choć przedstawionych konkretnie i w rozsądnym tempie, albo spędzałam cztery godziny na układaniu pasjansów w rzeczonym telefonie, bo materiał z wykładu nie wykraczał poza to, co można przeczytać w Kodeksie Etyki Lekarskiej, albo wykład był całkiem fajny, ale niespecjalnie dało się z niego zrobić notatki. A dzisiejsze 8 godzin prawa medycznego osłabiło mnie niemożebnie.

Pan prawnik z Izby Lekarskiej. Mecenas. I w ogóle. Ale wykładowca z niego zdecydowanie do d. Mówił wolno, z podejrzanie długimi przerwami między słowami, a cała treść była praktycznie odczytywana z ekranów dwóch laptopów (przy czym była jawna treść tylko z jednego). Szczerze powiedziawszy, już bym wolała sobie przeczytać suche ustawy, ktore przez te 8 godzin pan omawiał, niż właściwie marnować cały dzień mojego życia.

Niestety, dzisiejsze spotkanie z owym panem nie było ostatnim. Zdecydowanie najgorszy wykładowca z pięciu już poznanych.

Mam nadzieję, że ten wpis się na nas nie zemści.

Ech. :/

Ciekawe…

Mam wrażenie, że po pozbyciu się wspomnianego dwie notki temu cylinderka ze schodami radzę sobie nieco lepiej…

A tak poza tym, na wykładach z ratunkowej było tak sobie. Największe kontrowersje wywołał tekst prowadzącego ratownika z doświadczeniem „Oni [ratownicy w jednej ze stacji pogotowia] mają czas Was szkolić. Nie wszyscy pacjenci muszą przeżyć.” Potem poszły statystyki, ile osób przeżywa i normalnie funkcjonuje po resuscytacji. Następnego dnia usłyszeliśmy opowieść, jak to załoga karetki (z lekarzem na pokładzie) doprowadziła do tego, że facet raniony nożem, z przebitym sercem, żywy dojechał do szpitala i żywy oraz normalnie funkcjonujący z niego wyszedł. Kolejnego dnia koleżanka stwierdziła, że ona by raczej nie chciała trafić na karetkę z samymi ratownikami i nie poparłaby ustawy, która to umożliwia. Zaczęliśmy rozmawiać o niedoborach obsadowych – zwyczajnie nie ma tylu lekarzy i takiej kasy, by pełna załoga (z lekarzem) w każdej karetce była możliwa. Nie wpadło mi to do głowy w tamtym momencie, ale potem pomyślałam, że w sumie w USA (taki wzorcowy kraj że ojej) lekarze w ogóle nie jeżdżą na karetkach…

Ogólnie było o czym rozmawiać :).

Czeka mnie jeszcze tydzień jeżdżenia na karetkach właśnie. Nie wiem, kiedy, nie wiem, gdzie. We wtorek zacznę myśleć.

Okeeej…

Z pytania w poprzedniej notce prawidłową odpowiedzią jest odpowiedź E, czyli więcej jak jedna odpowiedź prawidłowa. W tym wypadku prawidłowe są A i B, czyli poprawiam we wrześniu, ale wyrabiam pieczątkę.

69,2%.

O Boziu, ale stres. Wynik może nie rewelacyjny, ale grunt, że we wrześniu nie będę miała noża na gardle… I oczywiście potwierdziła się stara zasada, że jak jestem negatywnie nastawiona do ew. wyników, to wychodzą one całkiem nieźle.

OK, postanowione

[A/N: Z lekka wyedytowano. ;)]

Wynik
A. 0-69% – poprawiam we wrześniu.
B. 56-100% – wyrabiam se pieczątkę i będę szpanować.
C. 70-74% – poważnie się zastanawiam nad poprawianiem we wrześniu.
D. 75-100% – cieszę się i daję sobie spokój.
E. Więcej jak jedna odpowiedź prawidłowa.

Było ciężko. Test był trudny. O ile w domu rozwiązywałam wszystkie pytania po kolei, tak teraz robiłam to partiami: najpierw te odpowiedzi, które znałam (po przeliczeniu wyszło 124 na 200, a raczej nie wszystkie były prawidłowe), potem działania strzelniczo-domyślne. O sporej części zagadnień nie miałam zielonego pojęcia, było dużo pytań z różnych klasyfikacji. Ogólnie niefajnie :(. Pewnie będę musiała poprawiać, buu. I to jest tylko i wyłącznie moja własna wina, bo po to brałam urlop, żeby się uczyć, a nie radośnie go przebimbać :(.

Wyniki, niestety, najwcześniej jutro. :(

Dziękuję wszystkim za kciuki :)

LDEP, próba nr 3

Tym razem z.9.2010, czyli poprzedni test. Wnioski poniżej pisane w trakcie rozwiązywania testu.

Wniosek nr 1:
Bardzo lubili pytania z odpowiedziami fałszywymi.

Wniosek nr 2:
Na cholerę histologia wczesnego rozwoju zęba na teście sprawdzającym wiedzę ze stażu?
„Pyt. 58: Nabłonek kontynuuje wpuklanie się i pogłębianie; w tym stadium następuje różnicowanie się komórek pochodzących z brodawki zębowej; stopień różnicowania histologicznego pokazuje koniec procesu proliferacji, a komórki tracą zdolność do podziałów.” Powyższe stwierdzenia dotyczą stadium:
A. brodawki. B. pączka. C. czapeczki. D. dzwonu. E. apozycji.
[Ad. po sprawdzeniu wyników: dobrze strzeliłam, odp. D ;)]

Wniosek nr 3:
Ciekawe techniki promują. Np. w pyt. 88 pytają, czy do usuwania ósemek użyjemy kleszczy Peana.

Wniosek nr 4:
Nadal nie wyleczyli się z pytań podwójnie przeczących, typu „Bezwzględnym przeciwskazaniem [do czegośtam] nie jest„. Jak to powiedziała moja rodzicielka: „tych testów nie pisali specjaliści od tego, psycholodzy, tylko w dużej części zgorzkniali wykładowcy”.

Wniosek nr 5:
Nie wiedziałam, że istnieją zęby „przytrzonowe”.

Wniosek nr 6:
Ktoś się musiał nieźle ustawić, skoro w pytaniu 166 mamy hipotetycznego pacjenta z oparzenami lewej kończyny górnej, pleców, pośladków i krocza ;)
[Ad. dla ciekawskich: trzeba było obliczyć % poparzonej powierzchni ciała zgodnie z zasadą dziewiątek. Prawidłowa odpowiedź: 28%. 9% kończyna, 18% plecy – pośladki included – i 1% krocze.]

Wniosek nr 7:
Autorzy bywają leniwi: nadal powtarza się część pytań z wcześniejszych testów.

Wniosek nr 8:
Wynik 69%. Niedobrze. A kolega ostrzegał, że było ciężko. Chociaż to nadal jest powyżej progu zdawalności.

Wniosek nr 9:
Współczuję dentystom kilka lat po studiach, którzy muszą z różnych powodów zdawać ten test teraz. Wprawdzie wynik 30-kilka punktów na 200 pytań nadal jest szokujący, ale mimo wszystko odpowiedzi na wiele pytań byłam w stanie udzielić tylko dlatego, że ze łba nadal mi czasem paruje wiedza akademicka.

Kanał

Dzisiaj udało mi się przeprowadzić dwa duże leczenia kanałowe przez etap wypełniania kanałów na stałe, zaś jedno mniejsze skończyłam zupełnie. Tamte dwa zostały jeszcze do założenia wypełnienia w komorze. Niestety wszystkie trzy sztuki to były albo zęby przednie, albo boczne u niepełnoletnich, więc firma nie zarobiła nic w gotówce (takie przypadki są refundowane przez NFZ). Ale jakaś tam satysfakcja pozostaje, wszak założenie wypełnienia w praktycznie przygotowanej do tego komorze to pikuś, 10-15 minut pracy (których dziś nie miałam).

Poza tym, przyszło pismo z CEM (Centrum Egzaminów Medycznych) z dokładnym czasem i miejscem odbywania się rzezi niewiniątek. Otóż, kciuki należy trzymać 12 lutego od 11.

Aczkolwiek biorąc pod uwagę, że wczoraj zamiast się radośnie uczyć, oglądałam serial BBC „Sherlock” i śliniłam się do Benedicta C., możecie te kciuki olać tak samo, jak ja olewam ten egzamin.

W sumie nie ma się czym chwalić…

Kanałowy tydzień

Jak jeszcze niedawno endodoncja wydawała mi się nawet fajna, tak w tym tygodniu będę jej miała zapewne serdecznie dość. Dobrym przykładem jest dzisiejszy grafik: na 10 zapisanych osób chyba 7 ma leczenie kanałowe na jakimś etapie rozwoju. Najsmutniejsze jest to, że nam program do dokumentacji szwankuje i rozpoznawanie etapu leczenia będzie się wiązało z przypomnieniem sobie pacjenta, kiedy był tu ostatnio, po czym poszukiwania odpowiedniego kuponu/karteczki na stosiku makulatury na biurku koło mojego unitu.

„Starczy nam pilników?” – spytałam ostatnio.

Ale za to szef się ucieszy, bo przynajmniej część z tych wizyt to planowane wypełnienia kanałów, którego w zębach bocznych u dorosłych NFZ nie refunduje. Z drugiej strony ciekawe, ilu pacjentów z tego powodu nie przyjdzie…

Co do LDEPu, wczoraj przeczytałam bagatela 5 stron podręcznika z chorób błony śluzowej. A ponieważ w sobotę młóciłam zespoły genetyczne, powodujące wady zgryzu, to mi się teraz te wszystkie zespoły zaczną pitolić. Ogólnie fajnie. Taki plus, że czytam do po raz n-ty. Minus, że egzam z błon miałam niecały rok temu, więc sporo zdążyło mi już wylecieć. Trzeci LDEP nierozwiązany. Dzisiaj popołudniówka, więc sytuacja raczej się nie zmieni do jutra…

Periodontologicznie

Miałam ostatnio na fotelu modelowy przypadek przerostu wędzidełka wargi dolnej. Wyglądało to mniej-więcej tak (ząb z gwiazdką). Pacjent był bardzo świadomy wagi uzębienia w życiu, posiadał niemal dentystyczny odchył w postaci zwracania uwagi na zęby w drugiej kolejności (po oczach). Też tak mam. Jak mi się do tego przyznał, pierwsza myśl, która mi zakiełkowała w głowie, to „Mam nadzieję, że nie mam na zębach resztek tego ciastka z przerwy” ;). Trochę strach z takimi pracować (a nuż wyjdziesz na idiotę), z drugiej strony ryzyko opadnięcia macek jest znacząco zredukowane. Pacjent został poinstruowany o prawidłowej higienie jamy ustnej (miał inne oznaki wcześniejszego stosowania „kółeczek”) i dostał listę kontaktów do okolicznych chirurgów stomatologicznych, coby mu wycięli rzeczone wędzidełko.

Język geograficzny też mi się już raz trafił. Razem z zauważoną nadwrażliwością na pomidory. Pacjent poinformowany o możliwości posiadania takowej, niegroźnej przypadłości, był nieco spłoszony. Kolejny raz stwierdziłam, że mówię za dużo ;).

Dzisiaj zrobiłam poważniejsze podchody do podręczników. Przeczytałam o zespołach genetycznych w ortodoncji, teraz jestem w trakcie migania się od czytania o chorobach błony śluzowej jamy ustnej ;). Mam nadzieję, że dzięki nawet krótkiej powtórce, wyniki kolejnych próbnych LDEPów będą znowu nieco wyższe. Może jutro zrobię podejście do testu nr 3. Pewnie się pochwalę.

Do osób, które nie śledzą profilu bloga na FB, a rozwiązywały ankietę: w zakładkach są udostępnione wyniki. Jak się zbiorę, to zrobię własny komentarz do całości i każdego z pytań osobno. Na razie dziękuję bardzo wszystkim za udział i mam nadzieję, że ubywanie facebookowych fanów nie jest dla mnie jakąś bardzo znaczącą oznaką. Postaram się nie zepsuć. ;)

PS.: Zdjęcia pod linkami oczywiście nie przedstawiają moich pacjentów. Jak zwykle je ukradłam.