Archiwum blogu

Czepiam się

Prenumeruję prasę medyczną. Ostatnio nawet znalazłam czas, żeby ją poczytać. Zabrałam się za artykuł z dziedziny stomatologii zachowawczej. Autor jest Amerykaninem. Tłumacz nie wiem, kim jest, i może lepiej, żebym nie wiedziała.

Mogę się tylko domyślać, co było w oryginale. Z kontekstu. No i z kontekstu wychodzi, że słówko „decay”, oznaczające próchnicę, zostało przetłumaczone na „gnicie” albo „zgnilizna”. A materiał „self-cure”, czyli samowiążący albo chemoutwardzalny (miesza się dwa składniki i potem przez kilka minut one twardnieją), został określony jako „samoleczący”.

Niby kupy się trzyma, słownik takie właśnie tłumaczenie pewnie wyrzuca na pierwszym miejscu. Ale ja te słówka na angielskim miałam na pierwszym czy drugim roku i w życiu by mi nie przyszło do głowy, żeby próchnicę nazwać gniciem. Gnicie w stomatologii to dla mnie zgorzel. Inaczej wygląda i inaczej pachnie.

Samą gazetę czyta się fajnie, bo jest po ludzku napisana, w innych artykułach nie ma takich baboli, a może są, tylko ja nie wiem.

Czepiam się?