Archiwum blogu

Reklama (tak jakby)

Kupiłam sobie szczoteczkę soniczną. Najprostszą, jaka była.

To taka elektryczna, tylko bardziej brzęczy po zębach ;). I drga. Działa to na zasadzie podobnej do ultradźwięków (kto miał kiedyś usuwany kamień nazębny ultradźwiękami, ten kojarzy wrażenia), tylko drgania mają mniejszą częstotliwość. Zwykła szczoteczka elektryczna czyści zęby wyłącznie mechanicznie, tutaj mamy jeszcze efekt „wzbudzonej” drganiami wody, która skuteczniej dociera do przestrzeni międzyzębowych.

Główka szczoteczki jest wielkości ręcznej szczoteczki dziecięcej – większa od główki szczoteczki elektrycznej Oral B, ale mniejsza od normalnej, „dorosłej” szczoteczki ręcznej.

Włosie jest wyprofilowane tak, że obejmuje dwa sąsiednie zęby. Po lekkim dociśnięciu do powierzchni zęba ładnie wypełnia zagłębienia między zębami.

Moja szczoteczka ma właściwość wskazywania czasu mycia zębów. Znaczy zapika co 30 sekund trzy razy, za czwartym razem (czyli po dwóch minutach) zamiast zapikać, się wyłączy. W ten sposób się okazało, że przepisowe dwie minuty mycia zębów wcale nie jest tak trudno osiągnąć. Owszem, machając ręczną szczoteczką szybko się odechciewa, ale prowadząc główkę po zębach bez żadnego wywijania, jest to znacznie prostsze. Przynajmniej dla mnie. Na początku się wręcz nie wyrabiałam, jak nie wiedziałam, o co z tym piknięciem chodzi (nie zawsze czytam instrukcję przed użyciem…). Bo ja lubię po myciu zębów mieć je rzeczywiście czyste.

Ma też funkcję Easy Start, czyli uruchamiając ją pierwszy raz po zakupie, z każdego cyklu mycia zębów na każdy siła drgań wzrasta. Tak przez kilkanaście cykli, do maksymalnego poziomu, który potem zostaje taki sam. Stąd też był mój pierwszy wniosek, że to brzęczyk. Po kilku dniach różnica jest odczuwalna.

Niektórzy użytkownicy szczoteczek elektrycznych narzekają na nadwrażliwość zębów. Ja używam elektrycznej od dobrych kilkunastu lat i nic się nie dzieje. Jakiś czas temu dodałam do tego pastę wybielającą i nadal nic. Podejrzewam, że wszystko zależy od techniki. Zobaczymy, jak będzie tym razem.

Używam tej szczoteczki od czwartku. Na razie stwierdzam, że rzeczywiście ząbki mam czyste i nie muszę w to wkładać żadnego wysiłku. Owszem, wszystko (mycie zębów, masaż dziąseł, czyszczenie języka) można zrobić też zwykłą, ręczną szczoteczką (może poza irygacją, więc do tego byłby potrzebny osobny sprzęt), tylko po co? Ta szczoteczka prawie wszystko robi za mnie :). Trzeba ją tylko trzymać w dłoni i włączoną przesuwać po zębach.

Tylko nie zapomnieć o paście. Pojawiły się takie gęstsze, specjalnie na szczoteczki elektryczne. Podobno się nie rozpryskują. Ale zwykła pasta też wystarczy :)

Największa wada szczoteczek sonicznych? Cena. Poniżej 200 zł się nie zjedzie. To na pierwszy rzut, bo później trzeba jeszcze co 3 miesiące wymieniać główki, co też wiąże się z większym niż zwykle wydatkiem.

Z ciekawostek? Są wersje dziecięce. Można na przykład naklejkę na panelu przednim sobie nakleić.

I są wersje z wieloma programami mycia. To dla osób z jeszcze większą gotówką.

Można tej szczoteczki używać, mając na zębach stały aparat ortodontyczny (uznałabym to wręcz za wskazanie do używania), tylko główki zużywają się nieco szybciej. Tak samo nie przeszkadzają stałe odbudowy protetyczne (korony, mosty i licówki).
W przypadku posiadania wszczepionego rozrusznika serca należy skonsultować się z lekarzem. Nowoczesnym rozrusznikom nie powinny przeszkadzać ultradźwięki (bo niby czym się robi echo serca), a co dopiero drgania w wykonaniu takiej szczoteczki, ale w razie wątpliwości lepiej się upewnić.

Zatem podsumowując: dla osób, które myślą o zakupie i mają na to kasę? Absolutnie nie widzę przeciwwskazań.

Zestaw higieniczny

Jakby ktoś pytał, czym myję zęby.

Poprawka: Twierdziłam wyżej, że nie jest potrzebna irygacja. Posiadacze irygatora: nie wyrzucajcie sprzętu! Osobiście go nie używam, więc potem gadam głupoty. ;)