Archiwum blogu

Poważny błąd taktyczny

Wypić dwa kubki mocnej kawy na godzinę przed rozpoczęciem pracy.

Przyjdą do mnie jeszcze ci dwaj pacjenci, których obsługiwałam lekko drżącymi dłońmi?

Naturalną konsekwencją

kupna pięknego ekspresu, który w tempie zaiste ekspresowym robi kawę nieśmierdzącą plastikiem, jest to, że zaczęłam pić więcej kawy.

To jest jedna z jego najcudowniejszych cech: kubek mocnej kawusi jest gotowy w kilka minut. Nie wiem, ile, bo nie stałam ze stoperem, ale jak nastawiłam ekspres na zaparzenie jednego kubka, to kawka była gotowa, kiedy ja jeszcze robiłam sobie kanapki na śniadanie. Dodałam sobie do niej waniliowego syropu, kupionego jakiś czas temu w Lidlu, trochę mleka i było świątecznie ;).

Jedną z bardziej naturalnych konsekwencji wyprowadzenia się z domu, mieszkania samotnie (bez dzieci) i nie bycia zapaloną katoliczką jest też olewanie tradycji wielkanocnych. W tym roku ktoś inny biegał ze święconką do kościoła i wysłuchiwał po raz kolejny tej samej pogadanki sympatycznego księdza. Mnie to jakoś wszystko ominęło.

Dzisiaj jadę do rodziców. Na jutro jeszcze nie mam planów, ale może właśnie brak planów jest planem: korci mnie, żeby z nikim się nie spotkać, po prostu siedzieć w domu i obejrzeć sobie jakiś film czy kilka odcinków serialu albo wyskoczyć na spacer. Posiedzieć, pomyśleć, poleniuchować, poukładać puzzle (ułożyłam już ramkę, „teraz to już z górki”), odpocząć po prostu. Popatrzeć na nieustannie padający śnieg za oknem, posłuchać szumu z drogi krajowej, pośpiewać wraz z n-ty raz słuchaną płytą Archive.

Czasem i tak trzeba.

Na zakończenie życzę Wam ciepłych, rodzinnych Świąt Wielkiejnocy.

No i wywołał…

Wczoraj. W Tesco. Ekspres przelewowy. Za stówkę. Obudowa częściowo udaje stal. Półtoralitrowy dzbanek. Filtr szalenie łatwy do mycia (i tak mam zamiar używać papierowych filtrów).

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Musiałam go mieć.

Po rozpakowaniu pudła okazało się, że podczas używania musi stać na płycie grzewczej kuchenki, bo nie mieści się pod szafkami kuchennymi, jeśli klapka ma być otwierana. W stanie zamkniętym jest OK. ;)

Wczoraj wieczorem tylko zdałam sobie sprawę, że przeraźliwie śmierdzi plastikiem. Poczytałam i doszłam do wniosku, że jeśli nic się nie da z tym zrobić, to w najpóźniej w czwartek mogę pojechać go oddać, co mnie zaniepokoiło, bo wiadomo – miłość itd. Dzisiaj przepuściłam przez niego wodę z octem i potem czystą (wodę, nie napój wyskokowy). Zaczął śmierdzieć octem. Zostawiłam otwartą klapkę wlewu wody. Trochę wywietrzał. Jutro rano chyba przetestuję parzenie kawy.

Chce ktoś wpaść na kawkę? Mam jeszcze blok czekoladowy ;) 

A jak woła…

[Uwaga, notka będzie o niedokonanych zakupach ;)]

Macie czasami tak, że czegoś szukacie w celu zakupienia, wahacie się, myślicie, zmieniacie co chwilę zdanie, nie jesteście przekonani, aż w końcu coś do Was zawoła i po prostu MUSICIE to kupić?

Podobno często panie tak mają z butami. Mi się to czasami zdarza przy szukaniu prezentów na Gwiazdkę, jeśli nie mam listy życzeń.

Tym razem szukam czegoś większego kalibru od butów, mianowicie chodzi mi po łbie zakup ekspresu do kawy i młynka.

Żadna z tych rzeczy nie jest mi niezbędna do życia. Kawy piję niewiele, przy życiu i jasności umysłu trzymając się za pomocą mocnej, czarnej herbaty. Zamiast ekspresu mam zaparzacz, który dostałam na Gwiazdkę. Młynek jest zastępowany przez dostępność kawy mielonej – nawet smakową, kupioną w sklepie z towarami „kolonialnymi” zmielą na miejscu. Owszem, świeżo mielona jest podobnoż lepsza, ale tak czy siak nie jestem zdesperowana. Gorzej było, jak zepsuł mi się odkurzacz. Wtedy dokonałam ostatniego ever zakupu w Euro RTV AGD.

Dzisiaj zabrałam swój procent z utargu w trzeciej pracy. Zakupy miałam zrobić tak czy siak. Zajrzałam przy okazji do MediaExpert (gdzie się okazało, że mają szokująco tanie filmy na BluRay – ceny startujące od 3 dych za płytę to naprawdę mało jak na legalne, pełne wydanie).

Jak do mnie zawołał ten ekspresik Amica! Aaaale wrzasnął z półki KUP MNIEEEE! Ciśnieniowy, tani, pojemność znośna, na kawę sypaną (nie uznaję kapsułek). Normalnie szok!

Udało mi się nie kupić ostatkiem siły woli. Jako prawdziwa baba zadzwoniłam z samochodu do MM, żeby usłyszeć przynajmniej coś w rodzaju opinii. MM wyraził głównie pewność, że zawrócę i za pół godziny napiszę mu smsa, że kupiłam (już kiedyś takie numery robiłam). Ja na to, że jeśli już, to jutro, ale ma mi dać tydzień-dwa i ekspres pewnie będę już miała. MM później się zdziwił, że podziękowałam za wkład, bo „przecież nic nie powiedziałem”. Ja na to, że czasem lepiej się podejmuje decyzje, konsultując je z kimś – nawet, jeśli robi się coś przeciwnego do rady. Jak to rzekł Sherlock do nowopoznanego Watsona w serialu BBC „I think better when I talk aloud… Skull just attracks attention…”. Pojechałam do domu bez ekspresu.

I zrobiłam słusznie, bo opinie o „cudownej” maszynce, znalezione w internecie, były zdecydowanie podzielone. Czeka mnie zatem dalszy „research”. Pewnie się skończy na ekspresie przelewowym – i też będzie smacznie.