Archiwum blogu

Wakacje w krajach Beneluksu-bez-Luks.

31.07.2015 – około 20:30 wesoły, niewidzialny Nissan z czterema kobietami (w tym dwiema wybitnie niepełnoletnimi, w tym jedna z chorobą lokomocyjną) na pokładzie, całkiem luźno zapakowanym bagażnikiem (można było spokojnie patrzeć przez lusterko wsteczne) i pełnymi oboma bakami rusza w 1100-kilometrową podróż na Zachód. Prowadzi k.

1.08.2015 – około 1 w nocy wesoły Nissan, z bakiem na LPG świeżo uzupełnionym polską strawą, przekracza granicę polsko-niemiecką.
Później – każde tankowanie LPG przy niemieckiej autostradzie wiąże się z depozytem w wysokości 50 euro za przejściówkę między polskim wlewem a niemieckim pistoletem, i ryzykiem konfrontacji z nieprzyjemną obsługą, która na pytania zadane po angielsku odpowiada po niemiecku i nie chce pomóc, jak dystrybutor nie działa.
No dobra, to była tylko jedna taka stacja.
Około 2 w nocy niepełnoletnie wybudzają się ze snu. Matka niepełnoletnich dostaje szału, kiedy chce się wyspać przed przejęciem kierownicy (cały czas prowadzi k. i zachwyca się łatwością jazdy po niemieckiej autostradzie mimo okazjonalnych robót drogowych), a młodsza niepełnoletnia ze słuchawkami na uszach głośno komentuje oglądaną na tablecie bajkę.
Około 10 – wesoły Nissan przybywa na przedmieścia holenderskiego Eindhoven. OB obu niepełnoletnich kobiet raczy wszystkie przybyłe kawą, ciastkami i łóżkiem na godzinę. Kto chce, ten korzysta ;).
Około 13 – obie pełnoletnie opuszczają Eindhoven, kierując się w stronę Utrechtu, który jakąś godzinę później zaczynają zwiedzać, pozostawiwszy samochód na Park+Ride (jedno z fajniejszych rozwiązań, a w każdym mieście było inne – tutaj płaciło się 5-6 euro i się miało bilet na komunikację miejską dla wszystkich pasażerów samochodu. Za bilet służył bilecik parkingowy). Obiad w greckiej knajpie niedaleko coffeeshopu. ;)

Około 18 – MS i k. przybywają do pierwszego lokum ich wycieczki. Spotykają tam właśnie wyprowadzającą się polską lokatorkę i przemiłych gospodarzy.

2.08.2015 – po słabo przespanej nocy k. i MS ruszają na wycieczkę. Na pierwszy ogień Kinderdijk, czyli symboliczny dla Holandii skansen z wiatrakami, które wcale nie służyły do mielenia mąki, tylko do odwadniania gruntu.


Później ruszają do Delft. k. się zachwyca. Kupują porcelanowe pamiątki i spożywają obiad w sieciówce z bajglami.

Delft

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @thekfile

Około 17 lądują w Goudzie. Wszystkie sklepy z serami są pozamykane, więc tylko szybko robią zakupy w Albercie, cykają kilka zdjęć i wracają do lokum.

Gouda #nocheese Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @thekfile

3.08.2015 – po kolejnej, źle przespanej nocy (kury w ogródku drące dzioby o szóstej rano) siostry ruszają do Amsterdamu. Tam system Park+Ride był dużo bardziej skomplikowany, ale po kilkukrotnym powtórzeniu zasad udało się to ogarnąć. Ujawnia swoją wartość posiadanie dwóch nawigacji GPS ;). Siostry najpierw korzystają z wycieczki po kanałach, podczas której miła pani kapitan pokazuje obklejonym plastrem palcem punkty właśnie omawiane z nagrania w trzech językach. Po wycieczce snują się po mieście, spożywając między innymi frytki z sosem z orzeszków ziemnych (najwyraźniej bardziej przypadają do gustu k. niż MS) i frykadele w wersji Special (z cebulą, zgodnie z rekomendacją gospodyni lokum, która dodatkowo stwierdziła, że nie chcemy wiedzieć, z czego to jest zrobione. Taka polska parówka).

k. psuje się komputer.

4.08.2015 – siostry mają zamiar wyjechać koło 10, ale los płata im małego figla i budzą się dopiero o 9:30 (MS myślała, że budzik był nastawiony, k. myślała, że MS nastawiła budzik…). Tym samym ruszają dopiero koło 11, po pożegnaniu z gospodynią. Celują w Antwerpię. Przy próbie znalezienia parkingu w Antwerpii okazuje się, że Belgowie to chamscy kierowcy. Siostrom jakoś udaje się wylądować na tanim parkingu po niewłaściwej stronie rzeki. Wysiadają z samochodu. Kierują się w stronę dobrze widocznej wieży katedry. Dochodzą do rzeki. Rozglądają się. Mostów niet, a nawigacja pokazuje, że mają się przedostać przez rzekę. MS dostrzega budynek, do którego co chwilę ktoś wchodzi. Okazuje się, że to wejście do tunelu. Wchodzą do windy. Za nimi na rowerze wjeżdża sympatyczny chłopaczek i ładnie wyjaśnia, że to nie jest straszne (jak stwierdziła MS), tylko jest trochę chłodno. Tłumaczy, jak dostać się na starówkę. Siostry pokonują prawie 600-metrowy tunel, zachwycone starymi schodami ruchomymi. W drodze na starówkę raczą się frytkami – k. wzięła z klasycznym majonezem (taki sobie), MS zaryzykowała sos ogórkowy (OBRZYDLIWY). Zwiedzają starówkę, katedrę, dochodzą do pięknego dworca głównego. k. intryguje wszechobecny motyw dłoni na czekoladkach. Dopiero później doczytuje źródłową legendę (z motywami odcinania dłoni jakiemuś potworowi). Co jest niepokojące, mimo licznych prób nie udaje im się zalogować do żadnej sieci WiFi. Mimo zmęczenia decydują się na dotarcie piechotą na parking – celem ponownego przejścia tunelu :).

  Antwerpia #belgia   Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @thekfile

W ich belgijskim lokum, niedaleko Brukseli, stawiają się po 19. Poznają swojego dość specyficznego, ale pomocnego i życzliwego gospodarza. Tam do WiFi już udaje się zalogować.

5.08.2015 – plan dnia – Bruksela! Tam ruszają pociągiem, bo mają zamiar się upić ;). W planie wycieczki kilka kościołów, Parlament Europejski, obiad na starówce i piwo w barze Delirium Tremens (rekordzista Guinnessa w zakresie ilości oferowanych rodzajów piw – ponad 2000!). k. jeszcze na trzeźwo  zakochuje się w Brukseli. Mimo spożycia czterech piw na łeb udaje im się dotrzeć do mieszkania.

Dużo złota na rynku w #bruksela   Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @thekfile


6.08.2015 – trzeźwe już siostry ruszają na północny zachód Belgii. Najpierw lądują w Brugii. Kręcą się po uroczym, starym mieście z kanałami i zacisznymi parkami, k. stwierdza, że mogłaby tu mieszkać.

Brugia #brugge #belgium #hellopretty #moglabymtammieszkac #icouldlivethere   Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @thekfile

Z Brugii ruszają do Gandawy (czyli Gent, czyta się tak, jakby ktoś chciał sobie odchrząknąć: HHent), gdzie trafiają do najwolniejszego McDonald’s ever, przez co później biegiem muszą obskakiwać atrakcje turystyczne, m.in. wieżę widokową. Kupują pamiątki – piwa i czekoladki. MS woli Gandawę, k. nie zmienia zdania co do Brugii (chociaż emigrować nie ma zamiaru).

Gandawa #gent #belgium #hellopretty Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @thekfile

7.08.2015 – około 9 wyprowadzka z lokum. Około 9:30 siostry lądują pod Atomium, a raczej pod kompleksem rozrywkowym, którego Atomium jest częścią. Model powiększonego 165 mld razy kryształu żelaza robi wrażenie, tak samo panorama w najwyżej kuli konstrukcji. Wystawa wewnątrz już mniej. Z Atomium przechodzą do Mini Europy, gdzie nie udaje im się znaleźć Polski.
Stamtąd jadą znowu do Eindhoven. OB podrzuca siostry pod Primarka. k. wychodzi z akcesoriami, MS odbija sobie za zostawioną w Holandii piżamę.
Około 19 – spakowane cztery baby ruszają w stronę Polski. Prowadzi MS.

8.08.2015 – k. w drodze się nie wysypia, więc po czterech godzinach za kierownicą ponownie zmienia ją MS. W domu lądują koło ósmej rano.

W rozmowach zgodnie stwierdzają, że Belgia podoba im się bardziej od Holandii.

Ogólnie pierwotny plan wycieczki został nieco zmodyfikowany (miało być 10 miejsc, było 11, w tym jedno zmienione – zamiast do Dordrechtu pojechałyśmy do Kinderdijk, nadprogramowe było Atomium).

k. najchętniej do Polski przywiozłaby holenderską sieć autostrad – szerokich, świetnie utrzymanych, darmowych i zapewniających szybki i bezpieczny dojazd do właściwie każdej miejscowości.

Z tankowaniem gazu większych problemów nie było, na większości stacji mieli przejściówki. W Holandii i Belgii nie trzeba było dawać depozytu (z czego zapewne wynikł fakt, że jedna stacja została z owej przejściówki po chamsku okradziona). Ceny LPG mniej-więcej takie, jak w Polsce. W Niemczech droższy.

Obie bazy wypadowe (noclegi) zostały wynajęte przez airbnb, który to portal serdecznie polecam.