Archiwum blogu

Kosmita z poprzedniego wpisu

W wersji nadrabiający inteligencją dupek:

sherlock_2x02_5865

No kosmita. No jak nie jak tak?

Idę spać…

Skąd się bierze pismo lekarskie?

Witamy w programie „Obalamy mity”. Dziś zajmiemy się bardzo ważnym tematem pisma lekarskiego. Jest to zjawisko bardzo dobrze znane, o niejasnych jednak źródłach.

Witamy w studiu Key R.*, polską dentystkę z trzyletnim doświadczeniem zawodowym i nadmiarem wolnego czasu. Pani doktor, skąd się bierze pismo lekarskie?

– Z całą pewnością podstawy pisma lekarskiego leżą na studiach medycznych i potrzebie bardzo szybkiego notowania na wykładach i ćwiczeniach. Po dwóch latach studiów u niektórych przyszłych lekarzy można zaobserwować początki tego pisma. Z czasem, już po zakończeniu studiów, przekształcają się w pełne pismo lekarskie.

Czy to jedyne podstawy?

– Nie. Jeśli adept sztuki lekarskiej przeszedł przez studia z zachowaniem własnego charakteru pisma, co jest coraz częściej możliwe przy znaczącej cyfryzacji, dostępności materiałów na ksero i w wersji elektronicznej, jego własna praktyka lekarska ma spore szanse prędzej czy później doprowadzić do wykształcenia pisma lekarskiego. Papierowa dokumentacja pacjenta, papiery do NFZtu wymagają czasu, którego pacjenci nie chcą dać lekarzom.

Więc pismo lekarskie tworzy się z pośpiechu?

– Częściowo z pośpiechu, częściowo z lenistwa luźno związanego z niedbalstwem. Możemy mieć nadzieję, że to niedbalstwo ujawnia się tylko przy pisaniu recept. I tym samym współczuć farmaceutom.

A pani pismo?

– Bazgroliłam zawsze, chociaż w miarę czytelnie. Na studiach trochę się pogorszyło, ale chyba nadal – głównie dzięki temu, że nie mam własnego gabinetu, a w głównym miejscu pracy dokumentację mamy elektroniczną – moje pismo jest nieomalże kaligraficzne w porównaniu z dziełami niektórych lekarzy. Zdaję sobie jednak sprawę, że będzie coraz gorzej. I nic się na to nie poradzi.

Dziękuję za rozmowę.

* skrót od mojego, samodzielnie nadanego pseudonimu „artystycznego” w niektórych kręgach ;). Wymyśliłam go przed utworzeniem tego bloga i stąd pochodzi „K” w tytule i moim podpisie, jak ktoś do mnie wyśle e-maila. Pełnej wersji nie podam, bo jest unikalna i zbyt łatwo byłoby mnie znaleźć. ;)

Są jeszcze uczciwi ludzie na tym świecie

Osoby lubiące bloga na Facebooku mogły przeczytać wpis o tym, jak to wykazałam się szczególną głupotą. Dzisiaj to rozwinę, zachęcając przy okazji tych, którzy jeszcze tego nie zrobili, do polubiania bloga (taka ramka pod zakładkami po lewej stronie), bo na fanpejdżu zamieszczam czasem treści, których nie ma tutaj, zaśmiecając Wam osie czasu ;). Jest to też wygodne dla osób, które mają FB i nie używają RSS.

Wczoraj zostawiłam portfel w centrum handlowym. Wcześniej poczyniłam dość spore zakupy, więc na sam koniec w nagrodę poszłam do barku i kupiłam sobie loda. Usiadłam przy stoliku, po jednej stronie położyłam płaszcz i portfel, po drugiej zakupy. Nawet pomyślałam o tym, żeby nie zostawić portfela, ale potem dobrałam się do gazety (nie wiedziałam, że fangirls mogą bez oporów pisać o swoich obsesjach do ogólnopolskich magazynów). Po zeżarciu loda wzięłam płaszcz i zakupy, powędrowałam do samochodu i pojechałam 25 kilometrów do domu, przekraczając dozwoloną prędkość.

Chwilę po moim dotarciu dzwoni telefon od mamy, że dano jej znać, że zostawiłam portfel i że ona po niego pojedzie.

Szybko domyśliłam się, skąd ktoś miał jej numer: na karcie Vitay z Orlenu miałam wpisany kontakt do niej w razie nagłych wypadków.

Cały czas zastanawiałam się tylko, czy w środku została kasa i karty. Mimo dużych zakupów wciąż miałam sporo gotówki, jakieś 140 zł, a jedna z kart była zbliżeniowa, więc ktoś mógł spokojnie pozbawić mnie kasy.

Kiedy mama dotarła wreszcie do domu, okazało się, że znalazcą była bardzo uczciwa kobieta.

Brakowało tylko znaleźnego, które dała mama. Wszystko inne było na swoich miejscach. Wszystko inne, czyli moje dokumenty, karty bankomatowe, gotówka i dowód rejestracyjny samochodu.

Zadzwoniłam potem do tej kobiety i podziękowałam. W sumie gdyby nie karta Vitay, pewnie bym się zorientowała, że coś jest nie tak dopiero dzisiaj i byłby problem, bo choć domyśliłabym się, gdzie portfel został, to jednak jego odzyskanie nie byłoby takie proste.

I jeszcze raz w tym miejscu publicznie dziękuję Uczciwej Pani z Małym Dzieckiem za uratowanie resztek mojego zdrowia psychicznego. :)