Archiwum blogu

Mała rada odnośnie ubioru.

Może to ja pracuję w dość… bałaganiący sposób. Tu pryśnie, tam poleci, to wyskoczy… Niby stosujemy „śliniaki”, ale czasem to nie wystarczy.

Przyjacielska rada, dla korzyści wyłącznie Pacjentów.

Jeśli idziecie do dentysty i wiecie, że będziecie mieli usuwany ząb, zwłaszcza taki połamany, zeżarty do poziomu dziąsła, że ogólnie będzie trochę grzebania przy nim i krew się poleje:

nie ubierajcie się na biało.

Ani na galowo, w żadnym wypadku; miałam już na fotelu chłopców i dziewczęta przed szkolnym apelem.

Wiecie, jaka to presja dla dentysty?

Ciemne kolory rządzą.

Tak z innej beczki, wniosek CEIDG-1 złożony w Urzędzie Gminy, po otrzymaniu numeru REGON mam się zgłosić do ZUS, ale to chyba zrobi za mnie moja księgowa. Wysępię od znajomej wzory umów z NZOZem i będzie można zacząć działać na poważnie(j).

Szkoda, że moje potencjalne CV jest beznadziejne, bo naprawdę powinnam szukać drugiej pracy…

Negatywne reakcje

Nie wszyscy są podekscytowani na tekst o zakładaniu przeze mnie działalności.

Niektórym od razu włącza się „zniechęcanie mode” – a to robota papierkowa, a to księgowa zedrze kasę, a to tamto, a to siamto… Typowo polskie marudzenie, zamiast „o, jak fajnie, życzę powodzenia”.

Księgową dziś znalazłam. W sumie dużo nie szukałam. Kobieta koło trzydziestki, mieszkająca w wypasionym, acz normalnym kubaturowo domu, mąż prowadzący nadzory budowlane (szyld przed budynkiem reklamował też taką działalność, stąd wiem), kilkuletnie dziecko. Ma stronę internetową. Podczas rozmowy wyglądała na zorientowaną, po moim przyznaniu się do zieloności udzieliła wszelkich informacji językiem prostym i zrozumiałym. Stawkę też podała taką w miarę, bo na początek 100 zł miesięcznie. Mam po prostu na koniec miesiąca dostarczać jej kopię rachunku wystawianego szefowi i w miarę możliwości generować koszty ;). Komunikacja będzie głównie emailowa. Ogólnie pierwsze wrażenie całkiem pozytywne.

Telefonu nie założyłam – to się załatwi po odbębnieniu bardziej oficjalnych czynności. Jedną z tych czynności zresztą wykonałam dziś: wypełniłam wniosek o wpis do CEIDG. Muszę go jeszcze wydrukować i zanieść do urzędu gminy.

Dzisiaj miałam przegląd techniczny autka. W rezultacie w później odwiedzonym warsztacie samochodowym usłyszałam dwa razy „normalka” – do naprawy tylne hamulce i lewy dolny wahacz, możliwy koszt: 350-400 zł. Ogólnie smuteczek i zgrzytanie zębów, bo tego sobie w koszty nie wrzucę.

Tak jeszcze z zawodowych spraw: 1. leczenie rodziny SUCKS, 2. mój były dentysta spierniczył kanałówkę u mojej mamusi. Dzisiaj mało co udało mi się zrobić, dalszy ciąg walki z górną siódemką za tydzień.

K. zakłada firmę

Nie, nie gabinet. Wszyscy się zaczynają ekscytować, kiedy mówię o zakładaniu działalności gospodarczej, a to nie to samo, co własny gabinet.

Jak się okazało, dzięki klasycznej metodzie powtarzania tych samych informacji w kółko coś mi we łbie jednak zostało i powoli zaczynam się orientować, od czego zacząć. Dzisiaj zrobiłam wypad do Gdańska – musiałam wziąć od lekarza receptę (na lek nierefundowany, więc jaj w aptece nie będzie ;) ), przy okazji wpadłam do Izby Lekarskiej. Tam wzięłam wniosek o wpis mojej jeszcze nieistniejącej praktyki (czyli działalności) do odpowiedniego rejestru, przy okazji wypytałam odpowiednią panią o kilka rzeczy. Odpowiednia pani pewnie pomyślała, że mimo skończonych studiów i stażu muszę być ograniczona, bo właściwie pytałam ją o niektóre rzeczy dwa czy trzy razy. Ale tak to jest, jak się zaczyna załatwiać takie sprawy na zielono.

To był w sumie pierwszy krok. Jutro siedzę cały dzień w pracy, dalszy ciąg działań będzie zatem w środę: równie skromny, bo chcę odwiedzić ze dwa biura rachunkowe celem wypytania o stawkę za usługi i wyrobić sobie telefon firmowy. T-mobile bardzo chętnie wciśnie mi drugi aparat za miłą cenę i z nowym telefonem (mam wprawdzie nieużywaną „słuchawkę”, ale wygląda tak sobie jak na oficjalną funkcję, którą ma pełnić). Jak dobrze pójdzie, to w tę samą środę założę równie firmowe konto email (typu lekdent[tuwpiszinicjałimienianazwisko]@gmail.com ;) ) i wypełnię wniosek o wpis do CEIDG, co będzie pierwszym oficjalnym krokiem we właściwym kierunku. Konto w banku, które może służyć za firmowe w sumie mam: właściwie nieużywane (służy mi tylko do przelewania 100 zł miesięcznie na fundusz oszczędnościowy), w końcu się do czegoś przyda. Bieganie po urzędach w następnym tygodniu, oficjalne przyznanie się szefowi do podjętych działań (mam nadzieję, że mnie nie wystrychnie na dudka i podejmie ze mną dalszą współpracę ;) ) i szukanie ubezpieczenia OC takoż. Z początkiem lutego chcę już działać oficjalnie jako [tu wpisz moje imię i nazwisko], Indywidualna Praktyka Lekarska.

Się okazało, że dla świętego spokoju najlepiej szukać drugiej pracy w innym NZOZie. Podejmowanie współpracy z prywatnym gabinetem to w tej chwili od cholery zachodu.

Jak coś robię nie tak, proszę krzyczeć. Wszyscy są bardziej doświadczeni ode mnie, chętnie skorzystam z przydatnych rad.

Wyłączony mózg

Kiedy czytam niegdyś kupiony „informator” na temat samozatrudnienia, mój mózg wyłącza się po kilku zdaniach. Zwyczajnie nie ma ochoty tego ogarniać. W rezultacie nadal nie wiem, jak się zabrać za założenie działalności. Nie wiem, czy księgowość prowadzić samodzielnie (przy pomocy programu), co zrobić najpierw, jakie decyzje podjąć, gdzie pójść, co mam wiedzieć w momencie pójścia gdzieś… Muszę jeszcze spłodzić umowy o użyczenie samochodu (autko mam swoje, ale jest zarejestrowane na Rodziciela celem zmniejszenia składek na ubezpieczenie), przechowywanie dokumentacji i sterylizację narzędzi (to z NZOZem), załatwić telefon firmowy… Ogólnie kanał. Skoro na razie pracuję w NZOZie, to mogę założyć praktykę na wezwanie, ale chcę nawiązać współpracę z innymi gabinetami i wtedy dobrze byłoby mieć praktykę stacjonarną. I bądź tu człowieku mądry.

Na razie się relaksuję umysłowo (może za bardzo i mój mózg się odzwyczaił od wysiłku?) i robię fachowy fangirling. W Wielkiej Brytanii na BBC1 leci druga seria serialu „Sherlock”, a ja kupiłam sobie pierwszą na DVD i przy oglądaniu dodatków się dziwię, że aktorzy są dostrzegani w dziwnych rolach. Mój niegdysiejszy wielki idol, Russell Crowe (uczucie nieco przygasło ;) ), do roli w „Tajemnicach Los Angeles” został dostrzeżony w „Romper Stomper”, gdzie grał skinheada-neonazistę. Grający w „Sherlocku” Benedict Cumberbatch zawdzięcza swoją rolę odegraniem pedofila w „Pokucie” („Atonement”). Ogólnie dziwne są koleje aktorskiego losu. ;)

Coś miałam jeszcze napisać… A, tak. Mózg wyłączony.

Przecież to normalne, prawda?

Że młody dentysta bez swojego gabinetu pracuje w kilku miejscach jednocześnie?

Czy mam ukrywać przed szefem, że w momencie załatwienia formalności z działalnością gospodarczą zacznę szukać drugiej pracy? Że będę ściskać swoje 25 godzin z czterech do trzech dni i pozostałe dwa (w porywach do dwóch i pół) mam zamiar poświęcić na używanie wiertarki w innym gabinecie? Mam się wstydzić, że chcę zarabiać jeszcze więcej, choć muszę przyznać, przy dobrych wiatrach zarabiam całkiem nieźle?

Z tego, co wiem, lojalki nie podpisałam. Nie mam umowy o pracę. Chcę zarabiać tyle kasy, by mieć szansę na kredyt na mieszkanie, ten kredyt dostać, mieszkanie wykończyć, wyposażyć i bez problemu utrzymać. Nie wiem, na ile prowadzenie działalności wpłynie na ową szansę. Mam tylko nadzieję, że mimo kryzysu banki nadal lubią dentystów.

Działalność chcę założyć w styczniu. W czerwcu jadę na urlop. A potem zacznę się pytać, czy mogę liczyć na własne M.