Archiwum blogu

Takie tam

Trochę mi przeszedł smutek na brak Fejsbunia. Najprawdopodobniej tam wrócę, ale pierwszą rzeczą będzie ponowne klikanie „Lubię to!” celem oczyszczenia ścianki z rzeczy, które nie są mi do szczęścia potrzebne. Fejsik się nie poddaje, dostaję na email powiadomienia o zdjęciach wrzuconych przez matulę oraz o tęsknocie moich fanów na fajpejdżu blogaska. Ale spokojnie, jeszcze jakieś 2-3 tygodnie. Nie odliczam, patrzę tak teraz na kalendarz wiszący mi nad biurkiem ;).

Przez cały luty nie tknęłam książki. Znaczy kryzysu ciąg dalszy. Szamałek nadal pokrzywdzony.

Mam zapitolnik w pracy, bo często wszyscy pacjenci z bólem spadają na mnie. Niestety, muszę ograniczać ich ilość, bo zwyczajnie nie daję rady przyjąć wszystkich. W niesprzyjających okolicznościach osoby przybyłe do przychodni po 9 wychodzą z niej przed 13, bo paców dodatkowych przyjmujemy między pacjentami już zapisanymi. Absencje pacjentów to ogólnie czasami dar bóstw, zwłaszcza na początku zmiany.

Blox ogłosił zamykanie się. Dostałam powiadomienia o blogach, o których w sumie zapomniałam. Oczywiście ściągnęłam zawartość wszystkich trzech ( ;) ), ale raczej nie będę ich już nigdzie wrzucać. Trochę szkoda, bo na jednym z nich (z czasów studenckich) ostatnio posypały się komentarze. Najlepsze były te z życzeniami powodzenia pod notkami o egzaminach. Z, powiedzmy, 2009 roku.

Zastanawiam się też nad zmianą wyglądu tego bloga. Chyba muszę pogrzebać w skórkach na WordPressie i może w jakąś zainwestować. Znowu będzie grzebanie w CSSie.

Kakałko wypite, czas na ząbki, prysznic i spać.