Archiwum blogu

Aktywna asysta

Techniką na cztery ręce nie pracuję. Nie nauczyli. Znaczy pracuję tylko chwilami, jak moje dwie ręce to za mało.

Ale mam asystentki dentystyczne na zawołanie. Wierzcie mi, dobra asysta to skarb.

Dobra asysta w wielu przypadkach oznacza osobę, która wie, co robi i umie obserwować lekarza, z którym pracuje.

Jakiś czas temu zastanawiałam się, po co w szkołach asystentek i higienistek stomatologicznych uczą przebiegu zabiegu od strony lekarskiej. U nas nadal pacjent większość czasu podczas wizyty spędza pod bezpośrednim okiem lekarza dentysty, więc wydawało mi się, że taka wiedza u asysty nie jest konieczna.

Ostatnio zmieniłam zdanie.

Do pracy po studiach poszłam z wyrobionymi na uczelni zwyczajami. Owe zwyczaje częściowo uległy zmianie z przebiegiem czasu i zyskiwanym doświadczeniem, są jednak rzeczy, których się trzymam. Przez ponad cztery lata w pierwszej pracy i półtora roku w drugiej, asystentki zdołały wyłapać sporo z tych rzeczy.

I tu się przydaje wiedza odnośnie danego zabiegu.

Dzisiaj przychodzi pacjent. Ząb po dewitalizacji (zatruciu miazgi) na poprzedniej wizycie. Mówię asystentce, że wizyta po zatruciu. Pada tylko pytanie, ile płynów do płukania kanałów ma być. Ja na to, że dwa.

No to dostaję pilniki do opracowania kanałów, owe dwa płyny (podchloryn sodu i EDTA), endometr, linijkę endo i ssak. Jeśli potrzebuję czegoś więcej, to o tym mówię.

Jeśli pacjent na leczenie zachowawcze miał na wcześniejszej wizycie założony określony rodzaj i kolor wypełnienia, na kolejnej, również z leczeniem zachowawczym, dostanę na asystor ten sam materiał, bez proszenia.

Podczas wizyty na NFZ użycie wytrawiacza przeze mnie wiąże się z pytaniem asysty o kolor wypełnienia z kompozytu. Kondycjoner do zębiny oznacza użycie glass-jonomeru i nikt nie musi o to pytać. Wypełnienie estetyczne w zębach przednich asysta zaczęła szybko łączyć z moim proszeniem o trzymadełko do tarczki polerskiej – już nie muszę o nie prosić, dostaję z automatu.

Asystentka musi wiedzieć, co robi lekarz. Musi wiedzieć, dlaczego to robi. Jeśli nie wie, niech zapyta. Jeśli pracuje z lekarzem na cztery ręce, czyli pomaga mu bezpośrednio, siedzi po drugiej stronie pacjenta i ma wgląd w paszczę ofiary, musi wiedzieć, co za zabieg będzie się odbywał, żeby wszystko zawczasu przygotować.

Ostatnio rozmawiałam z higienistką, wyszkoloną w Niemczech. Opowiadała mi, że jeśli u pacjenta miało być na przykład szlifowanie zęba pod koronę protetyczną, lekarz wykonywał tylko samo szlifowanie. Znieczulanie, zakładanie nici retrakcyjnej celem odsunięcia dziąsła, a później wyciski, robiła higienistka. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce, w bogatszych miastach. Ale nawet tutaj, na wsi i w małym mieście, już nie będę się dziwić, „po co wam to?”.