Archiwum blogu

Przesiadamy się!

Wiem, że jest wcześnie, nowe miejsce jest w remoncie, kurz się wala, śmieci latają, ściany niepomalowane i w ogóle, ale fajnie by było w to nowe mieszkanko wprowadzić już nieco życia.

Zatem wszystkich czytelników proszę o przesiadkę na

www.thekfiles.pl

Przestawić RSSy, poklikać, spróbować skomentować, po czym na stary adres (w programie pocztowym proszę wyciąć sugerowany, końcowy fragment adresu, jeśli ktoś chce napisać po kliknięciu w linka poniżej):

thekfile@gazeta.pl

proszę przesłać mi wszelkie uwagi.

Z góry dziękuję i Bloxie – żegnam.

Akcja Prezenty na Gwiazdkę 2013

… zakończona powodzeniem, z rezultatami satysfakcjonującymi (bywałam niezadowolona z kupionych prezentów. Nie jestem pewna, co myśleli obdarowani). Zakupy empikowe odebrane, Poczta Polska i InPost też stanęły na wysokości zadania (PP dostarczyła przesyłki na IP na wtorek). Dzisiaj była tylko szybka przebieżka po W. w poszukiwaniu kilku ostatnich drobiazgów. Zarobił m.in. pan z Bluesa, również na mojej okołogwiazdkowej chęci nabywania sobie samej „prezentów”. Wzbogaciłam się mianowicie o legalne wydanie „The Wall” Floydów. Rodzicielowi dostaną się jakieś nowe/stare nutki z tego samego nurtu. W sklepie brzmiały fajnie, a zespół podobno mało znany. Myślę, że chęć pomocy Pana była zwiększona tym, że swoje zakupy zaczęłam od The Wall, a potem poprosiłam o poradę. W zeszłym roku wyszło mniej fajnie ;).

Kolęda u mnie na osiedlu zaczyna się już jutro i tak na dobrą sprawę nie widzę powodu, by ją przyjąć. Głównie ze względu na to, że nie jestem praktykująca.

Ale Święta obchodzę, ktoś zauważy.

A ja odpowiem, że w polskiej, bardzo katolickiej (nawet, jeśli nieszczerze) kulturze Boże Narodzenie przestało być wyłącznie świętem chrześcijańskim, zmieniło się w zjawisko kulturowe. Ot, taka okazja do spotkania się w rodzinnym gronie i ofiarowania prezentów. Niektórzy przeżywają to bardziej duchowo, ja byłam na Pasterce raz w życiu i potem to odchorowałam, bo stałam w przedsionku kościoła.

Jeszcze 4 dni robocze do przerwy świątecznej.

Logika 5:55

Trzeba zjeść śniadanie. Otwieram nowy woreczek z musli. Sypię sobie do miseczki i z szuflady biorę zacisk – nie taki chirurgiczny, tylko do torebek. Zamykam torebkę. Myślę o przydatności zacisku przy woreczkach do lodu. Dwie sekundy później prawie zamykam torebkę z musli w zamrażalniku.

Nie mogłam spać, wstałam o 4. Muszę zrobić zakupy, pomyślałam, że pojadę do Tesco, jedynego sklepu otwartego o tej porze. W sumie dobrze, że przed wyjazdem postanowiłam coś zjeść…

Dzień dobry wszystkim. Jeszcze 7 dni roboczych do przerwy świątecznej.

PS.: Prawie wywaliłam ten wpis przed publikacją, niechcący. W niedzielę po ciężkim tygodniu pracy powinno się spać do 10 (jestem skowronkiem, 10 rano dla mnie to późno).
PPS.: I zapomniałam, że w niedzielę rano na śniadanie jem jajecznicę. Poprawię się później, jak będę przytomniejsza…
PPPS.: Nadal nie pojechałam, jak widać… (6:30) 

Zapitolnik

Jesteśmy jednym z zapewne nielicznych ZOZów (wiem, że z definicji taki twór już nie istnieje, ale chyba wszyscy wiedzą, o co chodzi) w Polsce, który pod koniec roku ma zapas punktów kontraktowych. Zatem zapierdzielamy i nie mamy czasu na nic. Ja to jeszcze, gorzej ma Pierwszy Szef, za którym aż się kurzy, tak zapitala. A w drugiej pracy cisza i spokój, większość pacjentów przychodzi, nie ma ciśnienia. Bo gabinet prywatny.

Łopatki do śniegu nadal nie mam. Nie szkodzi, śnieg chwilowo stopniał.

Rodzinie wrócono prąd w niedzielę po południu, po 44 godzinach. Cała piątka (rodzice i siostra z dwójką dzieci) zaliczyła przedtem wizytę u mnie celem wykąpania się i naładowania rozładowanych baterii. I obejrzenia TV. Ponieważ mój telefon miał kryzys, nie odebrał wysyłanych ostrzeżeń, więc nalot był „z bomby”. Wszyscy przeżyliśmy, ja się załapałam na darmowy obiad z knajpy, rodzice zobaczyli, jak mieszkam, kiedy nie mam motywacji do sprzątania.

Dzisiaj zrobiłam duże zamówienie prezentowe w Internecie. Chyba trzy rzeczy mają do mnie dojść Pocztą Polską (jedna) lub InPostem (dwie). Trzymamy kciuki za pracowników tych dwóch zacnych firm, cobym mogła odebrać swoje paczki do 24 grudnia.

Reszta jest już albo kupiona (dwie sztuki), albo zamówiona w sklepie Empik.com z dostawą do salonu (nie pamiętam, ile, tak czy siak większość). Jedną rzecz zaplanowałam kupić analogowo, co się załatwi w przyszłym tygodniu. Tym samym polowanie na prezenty załatwiłam w ciągu góra godziny. Będzie więcej, jeśli się okaże, że 23 grudnia równie analogowo będę musiała upolować to wszystko, co szło pocztą. Squee.

Pomoc sąsiedzka

Sobotni dyżur w pierwszej pracy. Ksawery sobie poszedł, zostawiając nas z zaspami. Udało mi się wyjechać spod bloku i dojechać do pracy przed ósmą.

Szef gdzieś pojechał. Na parkingu trzydzieści centymetrów śniegu. I w jednym miejscu ślady, że ktoś wyjeżdżał. To ja spróbowałam tam wjechać. Po raz pierwszy w karierze się zakopałam. Postanowiłam, że kupię sobie składaną łopatkę i będę ją wozić w bagażniku.

Klucza do przychodni nie miałam, więc siedziałam w samochodzie. Po chwili przyjechała asystentka, która też nie miała klucza. Usiadłyśmy razem.

Po ósmej przyjechał drugi lekarz. Też bez klucza.

Naszym losem zainteresował się sąsiad z pieskiem rasy York-opodobnej (piesek był odziany w kamizelkę z napisem „Policja”). Zadeklarował, że mnie odkopie. Przyniósł łopatę, odgarnął śnieg dookoła mojego rumaka, wyjechałam, oczyścił miejsce parkingowe, wjechałam na miejsce. Padła propozycja pożyczenia drugiej łopaty, zgodziliśmy się.

Do 8:45 udało nam (na zmianę) się przekopać tunel w śniegu do wejścia do przychodni i schody do drzwi, plus półtora miejsca parkingowego. W międzyczasie z kolegą stwierdziliśmy, że sobie policzymy premię za wykonywanie czynności niezawartych w umowie ;). O 8:30 przyszedł jeden z moich pacjentów, umówiony na 8:00 – i stwierdził, że przełożymy wizytę, bo mu się spieszy – poważnie?

Wtedy przyjechała asystentka z kluczem, otworzyła drzwi. Odnieśliśmy sąsiedzkie łopaty. Całe szczęście, szef zostawił na noc włączone ogrzewanie, więc w przychodni było ciepło. Szybko potraktowaliśmy się herbatką i zabraliśmy do pracy.

Wyszłam po 12, tadam.

Poszukiwania łopatki zakończone zostały porażką. No nie ma. Towar deficytowy.

A w domu rodzinnym nie mają prądu od prawie doby. Mają kuchenkę na gaz, ręczną pompę wody i działający piec CO. Brak elektryczności u mnie wiązałby się z brakiem wszystkiego. Brr.

Mikołaj

Przyszedł?

Do mnie nie. Mikołaj nie przychodzi do mieszkających samotnie ;). Zjem sobie czekoladkę.

Znaczy tak właściwie to chyba przyszedł. Za oknem szaleje Ksawery, a do mnie zadzwoniono z poradni, do której się dzisiaj wybierałam, że lekarz boi się z domu wyjść (raczej nie dojechałby do pracy) i wizytę trzeba przełożyć na za tydzień. Co mnie w sumie cieszy, bo tym sposobem muszę dzisiaj wyjść tylko do pracy. Siedzę sobie w ciepłym mieszkanku, w piżamce w kotki, dopijam herbatkę, zaraz sobie łyknę Apap (łeb mnie trochę boli) i patrzę przez okno na poziomo „padający” śnieg.

I zaczęłam się zastanawiać, jaka dzisiaj będzie frekwencja pacjentów…

Macie tak, że zmęczenie wywołuje u Was wkurw? W środę wyszłam z pracy wkurzona ze zmęczenia. Wszystko mnie irytowało, szczególnie współuczestnicy ruchu drogowego, którzy jechali, jakby chcieli, a nie mogli. Miałam zaplanowaną na obiad zapiekankę ziemniaczaną, którą dopiero musiałabym sobie zrobić. Było po 14, a ja byłam głodna. Zrobienie zapiekanki zajęłoby mi około godziny. Rano wyciągnęłam mięso mielone z zamrażalnika, coś trzeba było z nim zrobić.

Stwierdziłam, że mam to gdzieś. Po drodze zrobiłam zakupy, weszłam do mieszkania, zamówiłam obiad w pizzerii, usmażyłam mięso z przyprawami i pomidorami z puszki, dałam mięsu wystygnąć, wsadziłam do pojemnika i z powrotem do zamrażalnika. A obiadek jak dojechał (po około pół godziny od zamówienia), to został podzielony na dwie porcje. Dzisiaj zjem drugą. Zapiekanka będzie jutro.

O.

Naprawdę muszę powymyślać nowe pilniczki…

Atak zimy

Śnieg spadł.

Znaczy raczej śnieg z deszczem. Tak czy siak, zrobiło się bielej.

Wolny piątek piękne wykorzystałam na konsultację lekarską w temacie bolącej prawej rąsi. Rąsia zaczęła boleć w poprzednim tygodniu (12 albo 13), utrudniała mi noszenie cięższych rzeczy. Internetowo zdiagnozowano u mnie zespół cieśni nadgarstka. Szybko zaczynam, zawodowo pracuję od trzech lat. Postanowiłam w zeszły czwartek (po ponad tygodniu bólu rąsi), że pójdę do lekarza. Rąsia boleć przestała, i tak poszłam, dostałam kilka skierowań (wychodzi na to, że nie na to, co by się najbardziej przydało), wykorzystam je pewnie w przyszłym roku. Zwolnienie lekarskie też bym dostała, ale zgłoszę się po nie kiedy indziej ;)

Po konsultacji lekarskiej pojechałam wymienić koła z letnich na zimowe (dźwigając opony na stalowych felgach już-nie-bolącą ręką). Kolejki nie było wcale. Dzisiaj rano bardzo się z tego cieszyłam, bo wszystko było pokryte lodem. Tylko płyn do spryskiwaczy mi zamarzł. 10 godzin w pracy spędziłam zerkając czasem przez okno na szary świat i wielkie płaty śniegu lub też krople marznącego deszczu, w zależności od tego, co akurat padało. Okazało się przy okazji powrotu do domu, że właściwie w miejscowości mojej pierwszej pracy jest mikroklimat, bo 15 kilometrów dalej (w stronę morza) wcale nie jest aż tak biało.

Ogólnie Pomorze Gdańskie wita zimę. Pogoda wcale nie szokująca, wszak jest prawie grudzień, ale to nie znaczy, że trzeba się z niej cieszyć.

A brak pełnego weekendu od kilku tygodni zaczyna się na mnie negatywnie odbijać. Nie cierpię pracować w soboty, a wolny piątek nie zrobił większej różnicy.

Do posłuchania

Z racji braku inspiracji do notki, potraktuję Was kawałkiem z pierwszej płyty Archiv(e)-istów.

Kiedyś „Londinium” nie lubiłam, głównie ze względu na to, że nie jestem wielką fanką trip-hopu, który na tym krążku grał dużą rolę. Później od niego odeszli, potem zaliczyli mały powrót do przeszłości, a ja najwyraźniej musiałam trochę dojrzeć.

Deszcz za oknem, kawałek pasujący klimatem.

Muzyczka

Archive wrzucałam tu już wcześniej. Za kilka miesięcy wypuszczają nową płytę, do której nakręcono film. W sumie to dziwne, że tak rzadko to się dzieje – ich muzyka jest bardzo ilustracyjna.

No to jest nowy kawałek do posłuchania. Powiem szczerze, nie mogę się doczekać, żeby dopaść cały album. Na pewno będzie klimatycznie.

Goście, goście

Żadna tam impreza. Gość sztuk 1. Koleżanka ze szkoły na pogaduchy do mojego gniazdka chciała przyjechać.

Generalne porządki robię, jak coś mi przeszkadza. Odkurzam często (kurz i żwirek z kociej kuwety), ogarniam aneks kuchenny też. Ale reszta porządków jest czyniona w miarę potrzeby, co często oznacza, że na przykład pranie robię raz na 1-2 tygodnie, ale za to trzy pralki jedna po drugiej.

U mnie w domu rodzinnym zawsze było tak, że nawet, jeśli wizyta nie jest uroczysta, posprzątać trzeba. No to było mycie łazienki, ścieranie kurzu, mycie drzwi, luster. Umyłabym okna, ale pada, więc sobie darowałam.

Tak się jakoś ładniej zrobiło. Następne takie sprzątanie przed Bożym Narodzeniem ;).

I poczęstunek trzeba przygotować. Zawsze to oznacza, że żarcia będę miała za dużo, ale nic. Dwa kawałki ciasta kupione, w sumie nie pochwaliłam się swoimi paluszkami. Ładniejszy komplet kawowo-deserowy wyciągnięty, przygotowany na stole.

Spędziłyśmy na pogaduchach 3,5 godziny i fajnie było.

Rano byłam na zakupach. Potrzebuję kupić czubek na choinkę. Wiedziałam, że 2 listopada już się zaczną bombki na półkach sklepowych – i rzeczywiście. Ale czubka nie kupiłam, bo w sumie nie pamiętałam, w jakiej konkretnie kolorystyce mam resztę bombek. Sprawdzę i kupię.

Teraz tylko czekać na „Last Christmas” w radiu.

Podczas zakupów zdałam sobie sprawę, że mam jeszcze cały jeden dzień wolnego! Myślałam, żeby iść na „Piąta władza”, bo Juliana Assange (tego od WikiLeaks) gra mój ulubiony kosmita, ale podobno przedstawili go jako dupka, a ja dupków nie zdzierżę, więc chyba jednak nie pójdę. Poza tym film jako całość zbiera mocno średnie recenzje (wspomniany kosmita został przeze mnie dostrzeżony w roli innego dupka, ale tamten nadrabiał inteligencją i miał generalnie dużo lepsze recenzje. Nie wiem, jak jest z Assangem). Wpadnę więc do babci na cmentarz, sprawdzę nowe centrum handlowe, może uda mi się kupić czapkę, szalik i rękawiczki (najlepiej komplet) i sobie przeleniuchuję ten dodatkowy dzień.

Ostatnia wolna sobota w tym miesiącu, brr.

Zimno już. Chyba muszę zrobić ponurojesienny pilniczek…