Archiwum miesięczne: Luty 2020

Opinie w internecie

Nie szukam się w internetach. Nazwisko mam rzadkie, zawód też charakterystyczny, no ale nie szukam opinii. Źle znoszę krytykę i już. Miałam już parę razy sytuację, kiedy trudna przeprawa z pacjentem kosztowała mnie nieprzespane noce i dobijającą świadomość tego, że jestem do kitu.

Dzisiaj złamałam tę zasadę, jak jedna z pań w pracy powiedziała, że na pewnej stronie na pewnym portalu społecznościowym zostałam obsmarowana.

Obsmarowanie miało postać pojedynczego negatywnego komentarza wśród pięciu innych pozytywnych. Komentarz był podpisany nazwiskiem, a traktował o ponoć zmarnowanych pieniądzach na leczenie kanałowe, po którym ząb po jakimś czasie zaczął boleć i został określony przez innego lekarza jako pusty i gnijący, a nie przeleczony kanałowo.

No to ja hyc do karty pacjenta.

Owszem, kanałowe było. Nieskończone. Pacjent nie zgłosił się na ostatnią wizytę mimo wcześniejszego potwierdzenia.

BADUM-TSS.

Taki dzień

W czwartek w pracy zabrakło w obsadzie jednej osoby (asystentka się rozchorowała), ale ogólnie praca przebiegała płynnie i gładko, co żeśmy z moją zastępczą asystentką zgodnie doceniły (werbalnie).

Dzisiaj w nocy po raz pierwszy od dawna pamiętałam swój sen. Miałam w nim małą stłuczkę, dwa auta wgniotły blachy w moim, bo wpadły w poślizg. Ostatnie, co pamiętam ze snu, to to, że jeden z uczestników zaczął winę zwalać na mnie, ale ponieważ od dwóch tygodni jeżdżę z kamerką, jakoś się tym specjalnie nie przejęłam.

Pamiętam, że dziś rano wyłączałam jeden budzik (nastawiam zawsze dwa, poza tym po pierwszym koty zaczynają wyrażać, jak bardzo są głodne).

Obudziłam się, bo ktoś mnie szturchał. Ł. powiedział, że jest 7:42.

– Aha. Od dziesięciu minut powinnam być w drodze do pracy.

Wstałam, ubrałam się, umyłam szybko zęby, wzięłam jabłko, pomarańczę i telefon, i ruszyłam do pracy, po drodze wysłałam smsa, że mogę się spóźnić.

Nie spóźniłam się. Przed przystąpieniem do pracy zdołałam zjeść jabłko i dwa ciastka owsiane.

W pracy przedweekendowy rzut pacjentów z bólem. Jeden z lekarzy powiedział, że na trasie, którą miałam zamiar jechać do Gdańska, był wypadek – ktoś dachował. Ogólnie zapowiadało się kiepsko. Miałam opóźnienie, czasu na drugie śniadanie zero, ogólnie wyszłam z pracy 10 minut po planowanym czasie (kończę o 12, bo pracuję w porządnej firmie ;) ). Ruszyłam do Gdańska. Google Maps pokierowało mnie inną trasą, również malowniczo kaszubską.

W CH Matarnia zawołały do mnie dwie pary butów. Jedne z nich, planowane na kolejny sezon zimowy, były przecenione z 240 zł – ostatecznie zapłaciłam ok. 85 zł. Drugie były nieco droższe, ale też z przeceny. Na obiad zjadłam zarąbiste pierogi. W IKEA dostałam to, co chciałam (poszłam po trzy pudła, wyszłam z trzema pudłami i torcikiem Daim).

W domu byłam po 16. Padam na dziup. Ale dzień był fajny.

Więc mam nadzieję, że ta wyśniona stłuczka to była tylko zapowiedź zaspania do pracy ;)