Archiwum miesięczne: Marzec 2019

Chcelista

W mojej rodzinie mamy taki pożyteczny zwyczaj, że przed wszelkimi świętami związanymi z kupnem prezentów, wysyłamy sobie chcelisty. Czyli co byśmy chętnie zobaczyli pod choinką (najczęściej).

Może ciężko w to uwierzyć, dzieci, ale nadchodzi taki czas w życiu pewnych szczęściarzy, że nie mają oni pojęcia, co chcą dostać, bo wszystko potrzebne już mają, a na niepotrzebne rzeczy brakuje im miejsca i czasu na odkurzanie.

Ja tak miałam w te Święta. Rodzina mojej chcelisty nie dostała. I tak dostałam fajne prezenty, ale!

Tak sobie siedzę na moim krześle komputerowym, które się rozsypuje od kilkunastu lat (serio, post na Fejsie o tym, że krzesło dogorywa, pisałam jakieś 7 lat temu), przetarte siedzisko przykryte dywanikiem, strach je podnieść wyżej, z drugiej strony i tak siedzę zgarbiona, laptop jest niezdrowy dla pleców.

I tak sobie marzę o nowym krzesełku, ale ilekroć wchodzę do sklepu z meblami i widzę ewentualnych następców, to mi się mózg wyłącza.

Bo chociażby podnoszone podłokietniki, podobno fajna sprawa. We wszystkich dostępnych modelach w Jysku wyglądały na gówniane.

A te, które nie wyglądały, były częścią krzesła za 400 zł. Albo bardzo dużego krzesła, a my nie mamy dużo miejsca. Pewnie gdyby zrobić czystki, byłoby łatwiej, ale do tego potrzeba mobilizacji.

Na brak kasy nie narzekam, ale jak coś do mnie nie zawoła albo nie zrobię solidnego riserczu z wymienianiem cech w tabelce w Excelu z traktowaniem Ctrl+B głównych zalet (dwa laptopy tak kupiłam. Nie jednocześnie! Z półtorarocznym odstępem czasowym, zalety za każdym razem były inne), nie wydam ot tak 400 zł.

Jak zawoła, to i owszem. Po riserczu w sumie też.

No. To ja poproszę krzesło komputerowe na urodziny. Żebym to nie ja musiała robić ten risercz.

(do sierpnia jeszcze troszkę)

Motywację też poproszę, ale to jest bardziej skomplikowana sprawa. Mnie by trzeba było zmobilizować do wielu rzeczy, bez terapeuty się nie obędzie, a do niego też trzeba pojechać i przejść przez ten żmudny proces terapeutyczny, a ja się boję, co jest chyba normalne.

I tak od krzesła komputerowego przeszliśmy do problemów psychicznych.

Z innej beczki: aktywnie acz z przerwami, od kilku lat, piszę fanfiction. Ostatnio również po angielsku. Nie, to nie jest domena wyłącznie gimnazjalistek. Zaczęłam pisać dopiero w klasie maturalnej i jest to proces równie kreatywny co tworzenie własnych historii. Co z tego, że postaci już mamy podane na tacy. Pisze się tag AU (Alternative Universe) albo OOC (Out of Character) i można popuścić wodze fantazji.

Howgh.

(to był tzw. rant w moim wykonaniu.)

Takie tam

Trochę mi przeszedł smutek na brak Fejsbunia. Najprawdopodobniej tam wrócę, ale pierwszą rzeczą będzie ponowne klikanie „Lubię to!” celem oczyszczenia ścianki z rzeczy, które nie są mi do szczęścia potrzebne. Fejsik się nie poddaje, dostaję na email powiadomienia o zdjęciach wrzuconych przez matulę oraz o tęsknocie moich fanów na fajpejdżu blogaska. Ale spokojnie, jeszcze jakieś 2-3 tygodnie. Nie odliczam, patrzę tak teraz na kalendarz wiszący mi nad biurkiem ;).

Przez cały luty nie tknęłam książki. Znaczy kryzysu ciąg dalszy. Szamałek nadal pokrzywdzony.

Mam zapitolnik w pracy, bo często wszyscy pacjenci z bólem spadają na mnie. Niestety, muszę ograniczać ich ilość, bo zwyczajnie nie daję rady przyjąć wszystkich. W niesprzyjających okolicznościach osoby przybyłe do przychodni po 9 wychodzą z niej przed 13, bo paców dodatkowych przyjmujemy między pacjentami już zapisanymi. Absencje pacjentów to ogólnie czasami dar bóstw, zwłaszcza na początku zmiany.

Blox ogłosił zamykanie się. Dostałam powiadomienia o blogach, o których w sumie zapomniałam. Oczywiście ściągnęłam zawartość wszystkich trzech ( ;) ), ale raczej nie będę ich już nigdzie wrzucać. Trochę szkoda, bo na jednym z nich (z czasów studenckich) ostatnio posypały się komentarze. Najlepsze były te z życzeniami powodzenia pod notkami o egzaminach. Z, powiedzmy, 2009 roku.

Zastanawiam się też nad zmianą wyglądu tego bloga. Chyba muszę pogrzebać w skórkach na WordPressie i może w jakąś zainwestować. Znowu będzie grzebanie w CSSie.

Kakałko wypite, czas na ząbki, prysznic i spać.