Archiwum miesięczne: Luty 2019

„Nie chce iść”

Dziecko lat 12. Ząb boli od miesiąca. Ostatnio dokuczył mocniej, więc dziecko dało się zaciągnąć na fotel dentystyczny.

Oczywiście dolna szóstka do kanałówki. Dziura jak studnia, jak to mój dentysta lubił mawiać (na temat moich własnych zębów, fakt).

„Nie chce chodzić do dentysty, tym razem też go ledwo zaciągnęłam.”

Przepraszam bardzo, dziecko lat 12 decyduje o tym, czy idzie lub nie do dentysty?

Chyba rzeczywiście nie mogę mieć dzieci, bo mam pod tym względem charakter właściwie despotyczny. Ja tej sytuacji nie rozumiem. Jak dziecko lat 12 może decydować o własnym zdrowiu? Pije słodkie, gazowane napoje i nie lubi myć zębów. Od dwóch lat ma w przeglądzie zaznaczone dziury w zębach stałych. Jedna szóstka nadaje się do usunięcia.

Dziecko. LAT DWANAŚCIE.

OK, w tym wieku nie byłam lepsza, z myciem i słodyczami miałam ten sam problem. Ale nie przypominam sobie, żebym nie dawała się zawieźć kilkadziesiąt kilometrów do dentysty celem leczenia. Pamiętam regularne jazdy, pamiętam leczenie, przez dłuższy czas bez znieczulenia, później z. Nie było, że nie chcę, po co, skoro nie boli. Siadałam na fotelu, otwierałam paszczę, słuchałam gadania pana doktora i odkładałam odpowiedzi na jego liczne pytania na później (a potem i tak nie udawało się ich udzielić).

Może i byłam dziwna. Może nadal jestem. Jestem spaczona jako dentysta. Dodatkowo profilaktyka w naszym kraju leży i kwiczy (chociaż NFZ zaczyna inwestować w zabiegi profilaktyczne więcej kasy), w rezultacie zęby są chyba traktowane jako kłopotliwy dodatek do reszty ciała, a studenci z Norwegii uczą się o próchnicy butelkowej na polskich zębach.

Nie chce iść. A co mnie to obchodzi? Złapać za kołnierz i ruszyć dupę, skoro boli od miesiąca, a ostatnia wizyta była dwa lata temu. Na przegląd. Z zaznaczeniem sześciu zębów do leczenia.

Odwyk

Wylogowałam się z Fejsa dziś rano.

Założenie: zaloguję się najwcześniej za miesiąc. Jeśli w ogóle.

Oczywiście nie oznacza to, że w ogóle zniknę z mediów społecznościowych. Na Instagramie od ogłoszenia odwyku doszło mi 5 śledzących. Pszypadeg? Nie sądzę. Te blogi, które lubię, mogę sobie śledzić gdzie indziej. Ogólnie raczej nie będę spędzać w sieci mniej czasu.

A może jednak? Jak nie będę karmić swojego FOMO, to jednak może się uda spełnić tegoroczne postanowienie przeczytania średnio trzech książek w miesiącu? Zaczęłam dobrze, z końcem stycznia utknęłam na, uwaga, dobrze ocenianym kryminale napisanym przez scenarzystę „Wiedźmina 3”! No heloł! Coś jest nie tak! To trzeba leczyć, skoro się nie ma motywacji do czytania Szamałka!

Już fakt, że miałam konkretną reakcję emocjonalną (smutek, uczucie straty) na samo postanowienie wylogowania się, sugeruje, że jest mi to potrzebne. Mam podszepty, żeby zerknąć tylko na minutkę, sprawdzić reakcje, może jednak ktoś będzie tęsknił? A może sprawdzić „Wspomnienia”, które pokazują, co za durnoty wypisywałam w poprzednich latach. Niejednokrotnie pytałam siebie, po co o tym pisałam? kogo to obchodziło?

Rodzicielka zareagowała emotką „Haha!”. Chyba we mnie nie wierzy. Albo tak ją rozbawiła lista innych portali, na których można mnie znaleźć.

Fejs karmi nasz narcyzm. Pozwala się chwalić sobą, patrzcie i podziwiajcie, dawajcie lajki. A potem osoba z tysiącem znajomych i tak nie ma z kim pójść na piwo wieczorem. To już chyba lepiej zrobić coś wartościowego.

Kaszelek i urlop

Tydzień do urlopu. Od tygodnia kaszlę męcząco, nawet poszłam do lekarza, lekarz stwierdził zakażenie wirusowe, dostałam na wyciszenie sterydy w dwóch postaciach i syropek. Te sterydy jakoś do mnie nie przemawiają. Zawsze byłam kiepska (nawet bardzo) z farmakologii, ale sterydy przy infekcji to chyba średnio? Miałam się zgłosić ponownie, gdyby syropek po trzech dniach nadal nie pomógł.

I chyba się zgłoszę w poniedziałek.

Tak po prawdzie, to nie wiem, czy zdzierżę ten tydzień w pracy. Jestem chyba niemożebnie wręcz zmęczona, muszę mieć chociaż tydzień nicnierobienia. Jeszcze chętniej dwa. Nie chce mi się jeździć do pracy i kręcić kolejnych kanałów. Rzygam już tymi Kerrami i podchlorynem sodu. Jeden pacjent czeka na odbiór protezy; najbliższe terminy do mnie są za miesiąc, a gdzieś trzeba by było ewentualnie powciskać paców w przypadku nieplanowanej nieobecności. Tylko to mnie powstrzymało przed odpowiedzią twierdzącą na pytanie lekarza: „Zwolnienie?”. Dzisiaj żałuję.

Wypalenie zawodowe mi się włącza? Czy to naprawdę tylko kwestia tego, że od lipca nie miałam pełnego tygodnia wolnego, bo pracowałam nawet 27 i 28 grudnia?