Smutny element posiadania zwierzaka

Mam dwa koty, oba w wieku ok. 14 lat.

Czarną Mrówkę, która swoim gadulstwem, zwłaszcza w nocy, doprowadza nas czasem do szału, ale nadrabia tym, że włazi na kolana i ma spory rozumek, oraz rudego pręgowanego kocura Kisiela, który wprawdzie żyje raczej obok nas, ale jest mniej upierdliwy.

Kisiel od kilku lat chorował na przewlekłą niewydolność nerek. Dostawał specjalistyczną karmę, odpowiednie suplementy i sobie żył po staremu.

Jakiś miesiąc temu zauważyłam, że schudł. Zwróciłam uwagę, że jadł dużo mniej, niechętnie pił, ale poza tym zachowywał się normalnie. Podczas wizyty u weta okazało się, że zjechał z prawie 7 kg wagi na 5,5. Podejrzewano zapalenie gardła, bo wyniki badań krwi wyszły po staremu, nerki w miarę działały, nie było gorzej. Dostał antybiotyki, został odrobaczony, zmieniłam karmę, zaczął jeść trochę więcej. Kontrola miała być po dwóch tygodniach, z zastrzeżeniem, że może na czczo, to się zrobi USG.

Pojechałam wczoraj. Waga zjechała do 5 kg. Na wstępnym USG wyszedł guz w brzuchu, niedaleko ściany jelita, rozmiar 4×3 cm. Kot został w przychodni na cały dzień – dostał „Głupiego Jasia”, został przebadany dokładniej, od razu zrobiono biopsję i podano kroplówkę dożylnie.

Szczerze powiedziawszy, diagnoza mnie nie zdziwiła, biorąc pod uwagę wyniki krwi. Zasmuciła, ale brałam ją pod uwagę.

Podano mi opcje. Można było zostawić go w spokoju i czekać, aż mu się pogorszy. Tego robić niespecjalnie chciałam, bo żal było na niego patrzeć, jak chudł. Można było zrobić operację, otworzyć go, zobaczyć, czy dałoby się toto wyciąć, a jeśli nie, to po prostu go nie wybudzać. Miałam czekać na wyniki biopsji, chciałam się skonsultować też z innym wetem.

Niestety, wieczorem decyzja sama się podjęła. Kisiel leżał pod moim łóżkiem, doczłapawszy się tam na chwiejnych nogach kilka godzin wcześniej, i nie oddychał.

Mogę się tylko pocieszać, że nie zdążył się nacierpieć.

{ Skomentuj }

  1. Kardio

    Biedny :( Nie nacierpiał się przynajmniej, a to dla właściciela zwierzaka najważniejsze – nie dopuścić do cierpienia. Zdrówka dla drugiej koty!

  2. Ewa

    o mamuniu, też mam kota i kocham go miłością największą, jak (prawdopodobnie) kocha się swoje dziecko: bezwarunkowo i z wielką troską. niedawno doszłam w swoim życiu do etapu świadomości, że wszyscy moi najbliżsi umrą (jakkolwiek to brzmi, jest to lepsze, niż wcześniejsze ataki paniki w tym temacie), a myśl o śmierci kota jest chyba najgorsza (i znów, może to brzmi źle, ale jednak choroba zwierzaka, małej, nie tak świadomej jak człowiek, istoty, jest w moim odczuciu gorsza, niż choroba człowieka, który ma różnego rodzaju wsparcie).

    podsumowując: jeszcze nie wiem, co czujesz, ale jak najbardziej jestem w stanie to sobie wyobrazić i szczerze współczuję. trzymajcie się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *