Archiwum miesięczne: Grudzień 2016

Młody lekarz ma swoje zalety

Niby wszystkiego nie wie. Czasami włazi z łapami w niektóre rzeczy, bo nie przeczuwa konsekwencji. Mniej wie, więc mniej się martwi.

Ale czasami też pamięta, co się jeszcze mówiło na studiach. Albo na szkolenia jeździ, bo jeszcze mu się chce, bo wie, że nic nie wie i powinien się dowiedzieć.

Pacjentka do mnie przyszła. Przyznała się, że onkologiczna i że po tym info inni dentyści ją zazwyczaj odsyłali.

U pacjentki ząb z rozległym stanem zapalnym ozębnej, znaczy do wywalenia.

Przyznała się, że onkologiczna. To ja się zapytałam, czy nie miała radioterapii na okolice głowy i czy nie bierze w tej chwili żadnej chemii. Dwa razy nie. Wszelkie ważne organy mające znaczenie przy zabiegu (szpik, serce, wątroba, nerki) w wywiadzie OK. Alergii na leki niet.

Znieczuliłam, usunęłam ząb, zabezpieczyłam ranę, pożegnałam się z zadowoloną, wreszcie pozbawioną problemu pacjentką.

Popełniłam błąd?

Są dentyści, którzy nie chcą pacjentów znieczulać, bo raz mieli powikłanie. Są dentyści, którzy nie przyjmą pacjenta, który podaje zakażenie wirusem HIV albo WZW. Są dentyści, którzy nie lubią leczyć kobiet w ciąży (są też kobiety w ciąży twierdzące, że nie powinny leczyć w swoim stanie zębów).

To wszystko wynika z często niewiedzy, a jeszcze częściej asekuranctwa, które nie ma podstaw. Ja też jestem pacjentką onkologiczną (wszak kartę w poradni onkologicznej i pozabiegowy wypis z oddziału chirurgii onkologicznej mam; powinnam pójść na wizytę kontrolną, na razie USG co pół roku wystarczy), gdybym wyskoczyła z tak ogólnym hasłem, też by mnie może odesłano. A naprawdę wystarczy czasami zadać jedno czy dwa pytania, by pacjent nie poszedł do kolejnego dentysty i już się do historii z onkologią czy chorobami zakaźnymi nie przyznał.

Nie uważam się za najlepszego dentystę w okolicy. Nie szłam na studia z poczuciem misji. Mi też się czasami nie chce. Ale jakoś jednak pamiętam, że moim zadaniem jest pomagać ludziom w miarę swojej wiedzy i możliwości.

Łupnęło

Pracuję nieergonomicznie. 50% czasu na stojąco przy siedzącym pacjencie. Od czasu do czasu czułam dyskomfort mięśniowy nad lewą łopatką, trochę bark, trochę kark… Ale żyć się dało. Zwiększenie częstości dolegliwości przypominało mi, że dawno nie byłam w moim ulubionym hotelu ze SPA pod Ostródą i w ciągu kilku następnych tygodni trzeba ten błąd naprawić (ostatnio byłam w listopadzie zeszłego roku. Wspomnienia na Facebooku się przydają).

Łupnęło w zeszły wtorek.

Mam duże lustro w łazience. Chciałam zobaczyć lewą stronę pleców, to się obróciłam. Jak nie spięło! Ruszać się byłam względnie w stanie, chociaż siedzenie było niekomfortowe.

To było jeszcze nic. Niekomfortowo się zaczęło w nocy.

Ogólnie zasypiam długo, przynajmniej kilkanaście minut, okręciwszy się uprzednio kilka razy. Zasypiam głównie na boku.

W nocy z wtorku na środę okazało się, że jestem w stanie leżeć tylko i wyłącznie na plecach. Spoko, leżeć mogę, ale tak nie zasnę. Po próbie przewrócenia się na bok odzywał się bark, bolało do tego stopnia, że nie mogłam się normalnie podnieść. W domu termofora niet, bo nigdy nie używałam i nie był mi potrzebny. O trzeciej nad ranem ratowałam się butelką z ciepłą wodą, co trochę pomogło, ale i tak przeklinałam, że najbliższe Tesco już nie jest całodobowe, bo mimo ograniczonej ruchomości szyi (mocny obrót w którąkolwiek stronę kończył się bólem) wsiadłabym do samochodu i pojechała po ten cholerny termofor.

W domu z leków p-bólowych był tylko Apap.

O siódmej rano nie było lepiej. Zadzwoniłam do pracy i poinformowałam, że mnie nie będzie. Potem zadzwoniłam do przychodni, udało mi się bez problemu zapisać na wizytę do lekarza rodzinnego (należę do przychodni, w której przed ósmą odbierają normalnie telefony!!!). Następnie o sytuacji poinformowałam szkołę (miałam prowadzić wykład).

Od lekarza wyszłam przed czwartą (wizyta na 15:40) ze zwolnieniem lekarskim do końca tygodnia i receptą na Naproksen i Mydocalm. Do tego dokupiłam w aptece ten nieszczęsny termofor. Jazda samochodem nie była zbyt przyjemna z racji nadal przyblokowanej szyi.

Dziś ruszam się już normalnie. Jutro do pracy. A prawdopodobnie w połowie lutego do hotelu ze SPA pod Ostródą ;)

Zatem, dbajcie o plecy! I jedźcie się rozpieszczać od czasu do czasu ;)