Archiwum miesięczne: Sierpień 2016

Paczta, jaki pacjent inspirujący

– A jak urlop? – zapytał na wizycie pacjent z gatunku specyficznych.
– Dobrze, dziękuję – odrzekłam uprzejmie.
– Trochę pani przybrała na wadze na tym urlopie.
– Wie pan co, takich rzeczy nie mówi się kobiecie.
– Ale ja samą prawdę mówię.

I co, krówa, z tego. Pytałam o ocenę mojej coraz bardziej okrągłej figury? Myśli pan, że nie mam wagi i luster w domu? Mam wagę łaziekową pokazującą mi nadmiar tłuszczu w organizmie, lustra od sufitu do podłogi i parę średnio sprawnych, ale jednak widzących z bliska oczu.

„Oj, chyba go potem bolało”, stwierdził Ł., jak się pożaliłam. Nie bolało, ale okazja jeszcze będzie.

Panowie. NIGDY, zwłaszcza niepytani, nie mówcie kobiecie, że przytyła. Bo potem u dentysty zaboli (w paszczy albo w portfelu), a w domu to w ogóle strach się bać. Dobre winko półsłodkie to minimum do odkupienia.

Doła mam. Zakupy mi dziś nie wyszły.

Zagięcie czasoprzestrzeni

Nie pracuję już w piątki po południu. Piątki zamieniłam na całe dnie w środy (do tej pory miałam tylko przedpołudnia), w rezultacie moje środy wyglądają teraz dokładnie jak wtorki (w które zawsze pracuję cały dzień).

(swoją drogą, nie ma to, jak pracować w każdy dzień w innych godzinach)

No. To w środę wieczorem wychodziłam z pracy z poczuciem, że jest wtorek. Chwilę później zdałam sobie sprawę, że jeszcze tylko jeden dzień pracy i weekend. Fajnie tak przechodzić prosto z wtorku na czwartek ;)

A dzisiaj, ze względu na wczorajszy wolny piątek (wolny, ale z wieloma sprawami do załatwienia, większość w Gdańsku – wyszłam z domu po 10, wróciłam koło 16), jestem święcie przekonana, że jest niedziela.

Znaczy będę miała w tym tygodniu trzy niedziele.

Kto mi zazdrości? ;)

Wróciłam z urlopu!

Chociaż pewnie nawet nie zauważyliście, że mnie nie było ;)

Na Mazurach wygląda prawie tak samo, jak na Kaszubach. Tylko górki mniej strome i jeziora większe. I są zamki krzyżackie.

W drodze z 3miasta do Mrągowa okazało się też, że nawigacja GPS jest w stanie dać poważną plamę. Najpierw wyprowadziła nas (mnie, Ł. i Niewidzialnego Nissana) na autostradę, potem przez centrum Malborka, potem dziurawymi i wąskimi drogami przez Ornetę i Jeziorany. Jak koło Biskupca wyjechaliśmy na krajową 16, wszyscy odetchnęli z ulgą, ja potem zaczęłam przeklinać („nie można było tak od razu???). Jazda z przerwą na obiad zajęła nam jakieś 5 godzin. Zaczęłam się też zastanawiać, czy zawieszenie moich czterech kółek to przeżyje, zwłaszcza, że później również krążyliśmy po wsiach, więc autko dostało solidnego kopa. Jakoś przetrwało.

Zaliczyliśmy Mrągowo (dwa razy, w sobotę po obiedzie dopadł nas deszcz, więc podczas kupowania ręczników w Kauflandzie stanowiliśmy ciekawy widok), Mikołajki (chyba najbardziej mi się podobały, jak to Ł. określił, to takie mazurskie Władysławowo), Ryn (w zamku jest hotel, jeśli kiedyś przyjdzie mi w nim nocować, poproszę o pokój wszędzie, tylko nie w skrzydle więziennym), Świętą Lipkę, Reszel, Wilczy Szaniec, leśniczówkę Pranie, Popielno i Giżycko. Nie w tej kolejności. Stołowaliśmy się w knajpach i mieliśmy szczęście, bo poza jednym długim czekaniem w Mrągowie (zostaliśmy ostrzeżeni, poza tym była pełna sala i weekend, a jedzenie dostaliśmy jednocześnie i ciepłe), jedzenie zawsze było pyszne i w dużej ilości.

Drogę powrotną ustaliłam sobie na mapie (takiej papierowej), krajową 16 i S7. Owszem, koło Ostródy i Elbląga było dużo robót drogowych, ale jechaliśmy z przerwą około 3,5 godziny i bez strachu o zawieszenie.

Koty, ze względu na leczenie Kisiela, spędziły ten tydzień u Matki Sanepid. Nie wyglądają na zabiedzone, powrót w moje cztery ściany przeszedł bez zakłóceń.

Muszę się zebrać do kupy i posprzedawać niepotrzebne sprzęty. Jest ktoś chętny na używaną maszynkę do chleba i ośmioletnią, sprawną pralkę? ;)

Ogólnie jeszcze tydzień urlopu, w piątek zmiana kodu, w niedzielę rodzinny obiad z tej niechlubnej okazji.

A ja się zastanawiam nad kupnem starego serialu fantasy na DVD na Amazonie. Mam nadzieję, że dodatki na wydaniu na Region 1 nie różnią się tych na Region 2.