Archiwum miesięczne: Lipiec 2015

Matka dentystka

Jakiś czas temu wpadłam w szał wyrabiania sobie nowych okularów. Przez kilka lat nosiłam jedną parę i postanowiłam zaopatrzyć się w trzy kolejne, każda w innym kolorze oprawek, w tym jedna przeznaczona wyłącznie do noszenia w pracy. Stare okulary nadal nadawały się do noszenia, moja wada wzroku od kilku dobrych lat utrzymuje się na tym samym poziomie. Chciałam po prostu mieć bryle na zmianę :).

Dwie pary, w tym wspomnianą „roboczą”, zrobiłam u optyka w mieście. Badanie wzroku u okulisty potwierdziło stopień wady. Ciągle jednak brakowało mi do szczęścia tej trzeciej pary, w innym kolorze. Przeglądałam większe salony optyczne, ale albo nic mi się nie podobało, albo było strasznie drogie.

W końcu przypomniałam sobie, że optyk znajduje się też w ośrodku zdrowia, bardzo blisko mojej pierwszej pracy.

Wybrałam się tam podczas jakiejś przerwy. Razem z panią wybrałyśmy oprawki. Doszło do wypisywania papierka zamówienia. Podałam swoje nazwisko.

– Czy pani mama nie jest przypadkiem dentystką? – spytała pani.
– Nie, jest terapeutką – odparłam zgodnie z prawdą.
– Bo tu w okolicy jest dentystka o podobnym nazwisku.

Wzruszyłam ramionami. Moje nazwisko jest dość specyficzne; sprawdzałam na jakiejś – nie wiem, na ile wiarygodnej – stronie, że dzielę je i jego nieco zruszczony wariant z około 550 osobami w kraju. Może w gabinecie we wsi obok pracuje któraś z tych 550 osób? Tak czy siak, kilka dni później odebrałam swoje nowe bryle.

Bryle po kilku dniach musiały jednak powędrować do reklamacji. Nie miałam przy sobie papierów do reklamacji, więc umówiłyśmy się, że przyniosę je następnego dnia. Później poszłam na zakupy, wracając do pracy zobaczyłam panią z optyka, rozmawiającą z jednym z moich pacjentów. Skinęliśmy sobie z nim głowami.

Następnego dnia, zgodnie z umową, dostarczyłam okulary i dokumenty. Pani widząc mnie, zaczęła się śmiać.

– Wie pani, ja wczoraj pół dnia się z siebie śmiałam. Jak przyszła pani tutaj pierwszy raz, pytałam, czy pani mama jest dentystką. „Nieee, terapeutką”. Ludzie mówią, że tutaj taka pracuje. Wczoraj rozmawiam z kolegą, on nagle mówi, że o, idzie jego dentystka. „Która?” „No ta”. Jak się człowieka na oczy nie widziało… Dam znać, jak coś będzie wiadomo z tymi okularami. Daleko przecież nie mam.

PS.: W okularach musiały zostać wymienione szkła. W owej feralnej parze miałam ustalony za mały rozstaw źrenic, co powodowało, że oczy bardzo szybko się męczyły (5 mm w porównaniu z innymi szkłami ma znaczenie!).
PPS.: Swoją drogą, wyszło na to, że optyka to bardzo „subiektywna” dziedzina. Wszystko zależy od pomiaru.
PPPS.: A pewien sieciowy optyk w mojej najstarszej parze bryli podobno dodał mi ćwierć dioptrii w jednym szkle. Tak mówił pan, który się zajmował moją reklamacją. Co ciekawe, jak wyrabiałam dwie pierwsze zapasowe pary, pani doktor potwierdziła te dioptrie, które pamiętałam (bez ćwierci dodatku). Mówiłam, że subiektywne?
PPPPS.: Zdjęć okularów i swojego nazwiska nie ujawnię. Szkiełek widocznych w moim avatarze przy komentarzach nie noszę od kilku lat, zostały podeptane (psipadkiem) ;)

Dwa tygodnie do urlopu

Przedurlopowe miejsca w grafiku w pierwszej pracy powoli się kończą. W drugiej pracy spieszymy się z protezami – trzech pacjentów postanowiło na lato zaopatrzyć się w trzecie ząbki, a tu najpierw technik idzie na urlop, potem ja idę na urlop i czasu jakoś tak zaczyna brakować. Ogarniemy.

Siostra tworzy plan wycieczki, ja się cieszę na urodzinowe frytki z majonezem w Brukseli.

I patrzę na tę swoją graciarnię, próbuję sobie przypomnieć, na który sprzęt skończyła się gwarancja, żeby można było z czystym sumieniem kartony powywalać. Mam dwa tygodnie urlopu, wyjazd będzie w drugim tygodniu, więc przez pierwsze 7 dni będzie opróżnianie balkonu z folii i połamanych doniczek; i graciarni z kartonów po starym sprzęcie, śmieci posegregowanych (głównie opakowań plastikowych i tekturowych) i książek, których nigdy już raczej nie przeczytam. Te ostatnie powędrują do jakiejś biblioteki. Albo na olx.pl. Mam zamiar zrobić tu burdel celem późniejszego posprzątania. Będzie się działo.

11 dni roboczych do urlopu. Będzie dobrze.