Archiwum miesięczne: Kwiecień 2015

Coś się nie zgadza…

Pacjent (rozedrgany do granicy paniki): „Ja się boję dentysty, ale dbam o zęby…”

Znalazłam jakieś 6-7 ubytków. 2 czy 3 zęby usunięte kiedyś (nie ósemki). Jeden ząb pobolewa od niedawna, raczej tylko reaguje, nie jest to ból samoistny.

„Nie będziemy leczyć, od razu do usunięcia…” – Ten sam pacjent, dwie minuty po wygłoszeniu pierwszego zdania, na temat wspomnianego zęba.

Znowu musiałam wytoczyć ciężkie działo w postaci „w obecnym stanie ten ząb nie kwalifikuje się do usunięcia”.

Dbasz o zęby? Naprawdę? A chcesz się ich pozbyć pod byle pretekstem?

(Pacjent został znieczulony, ubytek we wspomnianym zębie, średniej głębokości, został wypełniony na stałe. Happy end.)

Leczenie zębów zalicza się do dbania o nie. Nie chodzisz do dentysty na kontrole i nie chcesz leczyć zębów, to nie dbasz o nie tak, jak mówisz, że dbasz.

Kuźwa, czasy się zmieniają. Są skuteczne znieczulenia. Wiertarki nie mają już napędu typu pompowany przez lekarza pedał-> pas. Nie ma też obowiązku chodzić do sadysty, dentysta jest na co drugim rogu. Dentystów obowiązują prawa rynkowe (poza prawem do reklamy) w takim sensie, że pacjent – klient – ma wybór. Nie podoba Ci się jakiś dentysta, słuchasz opinii (lub nie) i idziesz do innego. W porządku, masz prawo się bać, dostosuję się do tego i postaram się Ciebie przekonać do leczenia. Tylko błagam, nie pieprz głupot.

Wzrusz

Pewnego dnia przyszedł do gabinetu pacjent z bólem. Pacjent ów dwa lata temu miał zatruty ząb. Ten sam ząb go właśnie bolał. Pacjent dość sporych gabarytów i podający nadciśnienie. Ładnie prosił o usunięcie zęba, bo boli, a na kanałowe (z wątpliwą szansą powodzenia, biorąc pod uwagę stan zęba) nie ma kasy.

Trzy ampułki Ubistesinu Forte, podane przewodowo, książkowo. Działały może pięć minut, po czym przestały. Za namową pacjenta („niech pani spróbuje, wytrzymam”) podjęte trzy próby ekstrakcji, z powodu utrzymującego się bólu zakończone ze strony dentysty wydaniem recepty na antybiotyk i skierowania na RTG. Ze strony pacjenta było to poinformowanie poczekalni pełnej ludzi (w tym osoby towarzyszącej pacjenta), że „ona nie umie znieczulać, skoro nie umie, to na cholerę się zabiera za usuwanie”.

Dentysta się nie przejął. Ze wzruszem ramion stwierdził (w myślach), że przy potencjalnym stanie zapalnym (którego nie można było specjalnie potwierdzić, bo a) pacjent podawał, że ząb go boli od jakichś trzech dni, b) nie było zdjęcia RTG i możliwości wykonania go na miejscu, c) nie było ewidentnego obrzęku itp.) znieczulenie może nie zadziałać i nie jest winą dentysty to, że pacjent chodził dwa lata z toksyczną substancją w zębie. Poza tym znieczulać umie, bo robi to od kilku lat i prawie zawsze wychodzi (w medycynie nic nie ma na 100%).

Kilka dni później inny gabinet, inny pacjent, ten sam dentysta. Również znieczulenie podane przewodowo. Pacjent się znieczulił w ciągu kilku minut, zabieg (leczenie zachowawcze) przebiegł bez bólu i nerwów. Szczęśliwy pacjent na odchodne stwierdził, że „pani zawsze trafia z tym znieczuleniem!”. Szczęśliwszy chwilowo dentysta uśmiechnął się z satysfakcją.

Wniosek z powyższej historii?

Nie da się wszystkich zadowolić.

Grażyna Jagielska „Miłość z kamienia”

Obiecywałam sobie, że w 2015 roku książek recenzować nie będę. Nie umiem, nie znam się, czytam mało, niewiele osób to prawdopodobnie obchodzi. Tworząc listę „Do przeczytania” w Kąciku wiedziałam jednak, że będzie od tego postanowienia przynajmniej jeden wyjątek.

Może ktoś zauważył, że obecnie czytam dwie książki na raz – jedną w pracy, drugą w domu. Do pracy wożę lekturę lekką, niewymagającą większego skupienia. Dom – więcej czasu, cisza i ewentualnie kot na kolanach – jest zarezerwowany dla książek ciężkich: czy to ze względu na twardą oprawę lub gabaryty, czy tematykę.

Czułam, że Jagielskiej należy się szacunek. Że nie chcę tej książki podczytywać po kilka stron między pacjentami. Że będzie ona traktować o sprawach zbyt poważnych, by podejść do niej w inny sposób.

Milosc-z-kamienia_Grazyna-Jagielska,images_big,13,978-83-240-2118-5

Żona Wojciecha Jagielskiego, jednego z najlepszych polskich korespondentów wojennych, trafia do kliniki zdrowia psychicznego z powodu objawów zespołu stresu bojowego. Tam spotyka pacjenta, z którym wymienia się swoją historią, choć jemu ciężko uwierzyć, że ona może mieć zespół stresu bojowego, nie będąc nigdy na wojnie.

To jest stres jej męża. „Zawsze oddawał mi wszystkie swoje problemy.” Przyjeżdżał do domu z przestrzelonym plecakiem albo raną na głowie, opowiadał o ofiarach wojny i o wszelkich okropieństwach, które widział. Próbował ją wciągnąć do swojego świata – za jej zgodą, sama zdecydowała się raz z nim pojechać do Afganistanu.

Książka jest pisana prostymi słowami, bardzo zwyczajnym, ludzkim językiem, przez co czyta się ją błyskawicznie. Ale w tej prostocie jest przejmująca. Wręcz przerażająca. Chwyta za trzewia i nie chce puścić. Wciąga jak bagno i nie można przestać o niej myśleć. Do tego niepotrzebne są wielkie, trudne słowa. Ten język właśnie sprawia, że wiemy, że czytamy historię Człowieka.

Nie ma tu fajerwerków. Nie ma konkretnego momentu, zwrotu, łatwej do określenia chwili, kiedy problem pojawił się pierwszy raz. Jest powoli i spokojnie prowadzona opowieść o rozwoju choroby. Jest utrata panowania nad własnym życiem, zobojętnienie na wszystko, wyobcowanie i codzienne wyczekiwanie na telefon z redakcji, że mąż już nie wróci. Jest nieustający lęk. Są przygotowania na te wieści o śmierci, jak przygotowania na własną śmierć. Są lata zapomniane. I są słowa pełne miłości, które nie mają ostatecznie znaczenia.

Poraża ta książka. Z całego serca polecam.

Myśl leniwca

Porządniejsze sprzątanie mieszkania (w tym mycie okien) zrobiłam tydzień temu.

Święta spędzę głównie w domu rodzinnym, dokładając się do stołu dwiema sałatkami. Nikt mnie nie odwiedza (w te święta, znaczy. Na następny weekend mam zaplanowany maraton filmowy z Ł., ale to też nie jest pierwsza wizyta teściowej ;) ).

Dzisiaj zatem z wielką satysfakcją stwierdziłam, że poza myciem lustra w łazience i podstawowym ogarnianiem brudu bieżącego (naczynia, podłogi) sprzątać nie muszę.

I to jest BARDZO DOBRA myśl. Możecie mi zazdrościć :)

Wesołych Świąt i smacznego jajka :)