Archiwum miesięczne: Luty 2015

Opróżniam lodówkę

Od jakiegoś czasu gryzły mi sumienie zalegające w lodówce paluszki surimi. Siostra coś gdzieś wspomniała o sałatce z surimi. No to dziś zdecydowałam, że coś z nimi trzeba zrobić. Zerknęłam na przepisy w sieci i doszłam do wniosku, że można zaszaleć i wrzucać to, co po prostu siedzi w lodówce.

No to proszę, autorski przepis na sałatkę z paluszkami surimi, rozwijający się w miarę robienia (a wierzcie mi, to w moim wykonaniu ekstrawagancja. „Na oko” robię tylko jajecznicę i mielone, do pozostałych, wieloskładnikowych dań potrzebne są mi przepisy z podanymi dokładnymi ilościami składników, których to przepisów trzymam się niemal co do grama):

pół opakowania paluszków surimi (pozostałe pół poszło jakiś czas temu do sushi)
czerwona papryka (sztuk 1)
łyżka szczypiorku (zalegał w zamrażalniku)
trzy ogórki konserwowe (w przepisach zazwyczaj był jeden świeży, nie miałam na stanie, w nagrodę opróżniłam do końca otwarty słoik ogórków)
dwa jajka (ugotowane na twardo)
łyżka majonezu
łyżka kwaśnej śmietany (w wersji chudszej jogurt)
łyżeczka musztardy

W ilościach zależnych od gustu:
sól
pieprz
koperek suszony

Co trzeba pociachać w kostkę i wrzucić do miski. Do pociachanych rzeczy wrzucić to, czego ciachać nie trzeba. Porządnie wymieszać. Smacznego.

(właśnie jem. Bardzo dobre. Na ile niezdrowe to połączenie, dowiem się jutro.)

Źle przyszł.

Przyszedł pacjent. Podobno na usuwanie zębów. Kilka dni temu usunięte dwa ząbki (nie moją ręką). Pacjent pokazuje mi dwa dorodne, górne kły i mówi, żeby je usunąć, bo on będzie sobie protezę robił. I pokazuje też na równie dorodną dolną czwórkę i trójkę, też podobno do usunięcia. W dolnych zębach ubytki do zaklajstrowania. Górne zęby zdrowe jako te rydze z ogródka moich rodziców.

Owszem, zdarza mi się usuwać zęby ze wskazań protetycznych. Ale patrzałam na tych paru wskazywanych delikwentów, macałam, próbowałam poruszyć – no nic, zdrowe! Trójki i czwórki mają fajne, mocne korzenie i zawsze mi smutno, kiedy muszę je usunąć u jakiegoś pacjenta.

„A bo potem będą się psuły i tak trzeba je będzie usunąć”, próbował mnie przekonać pan. „Jak będzie pan chodził na kontrole, to się będzie je leczyć w miarę potrzeb; zadbać o nie i będą panu ładnie tę protezę trzymały!”

Po kilku minutach dyskusji (typu ja mówię, pacjent nie rejestruje) wytoczyłam ciężkie działo:

„Ja nie mam prawa panu usunąć zdrowych zębów!”

Na co usłyszałam „A, to źle przyszłem…”

No, źle pan przyszł. Trafił pan na lekarza, który od czasu do czasu jednak nie usuwa zębów, bo tak chce pacjent.

Dwa dolne zęby zostały zaklajstrowane. Górne zęby pozostały nietknięte. Na jak długo, tego nie wiem. Do mnie pewnie ten pan już nie przyjdzie.

Skoro jesteśmy już przy protezach, szczególnie ruchomych, to mam prośbę: jeśli ktoś z moich Czytelników musi już takie coś nosić, błagam, zabierajcie je ze sobą na wizyty do dentysty. Nawet, jeśli proteza ledwo się trzyma, a po planowanym usunięciu zęba nie będzie się trzymać wcale. Jeśli będzie zakładane wypełnienie, dostosowuje się je do istniejącej protezy. Jeśli ząb będzie usuwany, proteza pomoże przy opatrunku uciskowym.

PS. Z innej beczki: znajomy niedawno namówił mnie na spróbowanie pomelo. Ma toto grubą skórę i je się sam miąższ, bez błonki wokół segmentów. Całość (znaczy miąższ) jest duża (jeden owoc to ponad 500 g! U mnie to oznacza jedzenie w trzech turach), słodka z delikatną nutką goryczy, zawiera niecałe 40 kcal na 100 g ;). Wcześniej byłam przekonana, że to jakaś mieszanka genetyczna, typu grejpfrut z pomarańczą… A to pomelo, czyli pomarańcza olbrzymia, jest podstawą dla wielu lepiej nam znanych cytrusów (jak wspomnianych pomarańczy – pomelo z mandarynką – i grejpfrutów – pomelo z pomarańczą). Taka ciekawostka. Przynajmniej ja o tym nie wiedziałam :)