Przedurlopowy zapitolnik

Jeszcze 8 dni roboczych do urlopu. Ogólnie 11 dni do wyjazdu do Pragi. A będą to dni bardzo pracowite.

Wczoraj miałam ochotę nie pójść spać. Pewnie bym to zrobiła, gdyby nie to, że dzisiaj i jutro do pracy idę, więc nie miałabym kiedy odespać. I wczoraj koło 22 jeszcze zaliczyłam mały spacerek na pogotowie (gdzie mi nie pomogli) i do apteki całodobowej (gdzie się okazało, że nocą łatwiej się nawiązuje kontakty międzyludzkie, nawet na trzeźwo), bo podczas zabawy świeczkami poparzyłam sobie przegub kciuka prawej ręki. Teraz mam ładne zaczerwienienie i małe pęcherze. Jestem ciekawa, jak dzisiaj w pracy będę sobie ręce dezynfekować.

Ponadto w ogóle nienajlepiej się czuję…

Jutro też do pracy, 9-14.

W niedzielę przed południem przyjeżdża Ł., potem jadę do rodziców, bo Rodziciel wczoraj skończył 59 lat.

W poniedziałek praca 8-18:30. Wtorek to samo. W środę 8-13, prywatnie, więc spokojnie, na 16 jadę do kosmetyczki zrobić sobie pazurki hybrydowe. Również w środę albo w czwartek rano muszę zrobić też przegląd techniczny i wymianę oleju w samochodzie, z czego pewnie ucieszy się Ł., którego wyciągam do Poznania pod koniec lipca.

W piątek praca 9-21.

W sobotę 8:30-13. I urlop.

W niedzielę prawdopodobnie zamknę się w mieszkaniu na 4 spusty, chyba, że przyjedzie moja znajoma, to będziemy biegać po jakimś kurorcie. Albo w poniedziałek. Na pewno przed wyjazdem muszę zaliczyć fryzjera i fotografa, bo kończy mi się ważność dowodu osobistego (ale mogę na nim jeszcze pojechać do Pragi). Jakieś zakupy gdzieś kiedyś… I 15 lipca o 23:45 ruszam na Południe.

Dożyję do tego momentu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.