Mikołaj

Przyszedł?

Do mnie nie. Mikołaj nie przychodzi do mieszkających samotnie ;). Zjem sobie czekoladkę.

Znaczy tak właściwie to chyba przyszedł. Za oknem szaleje Ksawery, a do mnie zadzwoniono z poradni, do której się dzisiaj wybierałam, że lekarz boi się z domu wyjść (raczej nie dojechałby do pracy) i wizytę trzeba przełożyć na za tydzień. Co mnie w sumie cieszy, bo tym sposobem muszę dzisiaj wyjść tylko do pracy. Siedzę sobie w ciepłym mieszkanku, w piżamce w kotki, dopijam herbatkę, zaraz sobie łyknę Apap (łeb mnie trochę boli) i patrzę przez okno na poziomo „padający” śnieg.

I zaczęłam się zastanawiać, jaka dzisiaj będzie frekwencja pacjentów…

Macie tak, że zmęczenie wywołuje u Was wkurw? W środę wyszłam z pracy wkurzona ze zmęczenia. Wszystko mnie irytowało, szczególnie współuczestnicy ruchu drogowego, którzy jechali, jakby chcieli, a nie mogli. Miałam zaplanowaną na obiad zapiekankę ziemniaczaną, którą dopiero musiałabym sobie zrobić. Było po 14, a ja byłam głodna. Zrobienie zapiekanki zajęłoby mi około godziny. Rano wyciągnęłam mięso mielone z zamrażalnika, coś trzeba było z nim zrobić.

Stwierdziłam, że mam to gdzieś. Po drodze zrobiłam zakupy, weszłam do mieszkania, zamówiłam obiad w pizzerii, usmażyłam mięso z przyprawami i pomidorami z puszki, dałam mięsu wystygnąć, wsadziłam do pojemnika i z powrotem do zamrażalnika. A obiadek jak dojechał (po około pół godziny od zamówienia), to został podzielony na dwie porcje. Dzisiaj zjem drugą. Zapiekanka będzie jutro.

O.

Naprawdę muszę powymyślać nowe pilniczki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *