Tydzień to za mało

Moja wymarzona majówka zaczęła się od sprawdzania egzaminów próbnych z drugiej pracy. Oczywiście kosztowało mnie to sporo czasu i nerwów, ocierając się wręcz o wkurza, kiedy ktoś bezmyślnie przepisał coś z gotowca i mimo moich starań w obniżeniu ilości zdobytych punktów zdał, a ktoś piszący samodzielnie oblał, bo napisał za mało. Ostatecznie w poniedziałek odbyłam najprawdopodobniej swoje ostatnie zajęcia. Raczej nie będę się pchać do edukacji od nowego roku szkolnego. Wystarczy mi.

Dzisiaj poszłam na 6 godzin do (trzeciej) pracy i było nudno. Stwierdziłam też, że tygodniowe urlopy nie mają sensu, bo zanim człowiek poczuje, że się rozleniwił i odpoczął, to musi wracać do roboty. Następny urlop planuję na koniec sierpnia, też miał być tygodniowy, bo stwierdziłam, że nie stać mnie na dwa tygodnie laby. Ale po przemyśleniach z dzisiaj, nad tym się jeszcze zastanowię.

Na razie namiętnie żrę lody i znowu przytyłam kilogram.

I co chwilę coś gubię. Pisałam tutaj jakiś czas temu o pozostawieniu w centrum handlowym mojego portfela (znalazł się). Gdzieś posiałam drugi komplet kluczyków do samochodu. Półtora tygodnia temu były poszukiwania dowodu rejestracyjnego. A w zeszły weekend pojechałam do Tesco, przeglądałam karton z wypiekaczem do chleba i co? Po rozpakowaniu nowego nabytku w domu okazało się, że instrukcję obsługi musiałam zostawić na podłodze sklepu. MM udało się ją odzyskać bez problemu, ale tak się zastanawiam, jakim cudem przeżyłam na własnym garnuszku pół roku i nie zostawiłam nigdzie głowy po drodze.

Pojutrze do (pierwszej) pracy. Całe szczęście, tylko do 13. Potem planuję pojechać wymienić opony na letnie i dokonać ostatnich formalności z drugą pracą.

I tak do sierpnia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.