Nieść kaganek oświaty

Po prawie dwóch latach myślenia w końcu zainwestowałam 330 zł i wykupiłam sobie dwie prenumeraty prasy fachowej. Wydawnictwo jednej z nich przysłało mi ofertę: kurs endodontyczny składający się z pięciu książek i instruktażowych filmów na DVD, obniżka 10% z 500 zł. Tematyka całkiem fajna, nic wziętego z kosmosu.

Mimo to 450 zł to dużo kasy. Skorzystałam z faktu bycia użyszkodnikiem forum dentonet.pl i zapytałam znacznie bardziej doświadczone towarzystwo (zazwyczaj boję się tam odezwać), co sądzą o czymś takim.

Chóralnie mi odradzono. Przy okazji jedna dentystka napisała, że jeśli chcę, mam do niej napisać PW i „coś wymyślimy”.

Dentystka, jak się okazało, mieszka i pracuje w stosunkowo niewielkiej odległości ode mnie (w moim ulubionym mieście jakieś 25 km od domu). Wymyśliła, żebym zamiast wydawać 450 zł na kurs z wydawnictwa wyciągającego od ludzi pieniądze, podjechała do jej gabinetu i popatrzyła jej na ręce. Zostałam wypytana, co mnie interesuje, obiecano mi, że dobierze jakieś ciekawe, nie za trudne przypadki. Z racji mojego dyżurowania i niezgodności grafików odroczyłyśmy całą sprawę do listopada.

Wyszło na to, że patrzenie ludziom przez ramię to dość popularna metoda zbierania doświadczeń. Punktów edukacyjnych nikt za to nie przyzna… ale tym razem to nie o punkty tu chodzi i jeśli się trafi do odpowiedniej osoby, pewnie więcej się wyniesie z takich nieoficjalnych „kursów” niż z kolejnego nudnego wykładu… Bądź drogiej serii książeczek i filmów.

Zaczyna się nowy sezon na kursy. Na razie zapisałam się na cztery prowadzone przez Izbę Lekarską. Pewnie na przerwach będę schodzić do księgarni medycznej w tym samym budynku i wydam trochę kasy z pogotowia na jakieś nowsze podręczniki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *