Zaspałam do pracy

No przysięgam, budzik nie zadzwonił.

Budzik mam w komórce. Był nastawiony na 6:40. Obudziłam się, wzięłam telefon do ręki, zobaczyłam godzinę 8:15 (do pracy na 8:20) i wciąż widniejący symbol włączonego budzika. Gdybym we śnie włączyła drzemkę czy go wyłączyła, to odpowiednio albo zadzwoniłby jeszcze raz, albo ikonka zegarka by się nie wyświetlała.

Stwierdzoną 8:15 potwierdziłam jeszcze na dwóch czasomierzach (drugiej komórce i zegarku na rękę), zadzwoniłam do pracy, umyłam zęby i buzię, ubrałam się i śmignęłam do pracy, przy okazji stwierdzając, że prawy kierunkowskaz mruga mi znacznie szybciej niż norma przewiduje (lewy mruga normalnie).

Wyszłam z niej wypluta i z godzinnym opóźnieniem, które zresztą panowało przez niecałe 6 godzin mojej NFZtowskiej służby, bo pierwszy pacjent nie chciał przyjść jutro, wszyscy późniejsi zapisani też jak na złość przyszli i miałam pacjentów z bólem. Po pracy pojechałam do miasta oddać pożyczony film* i zamówiłam sobie drugą pieczątkę lekarską, coby ją zostawiać w bezpiecznym zakątku mojego głównego miejsca pracy. Wieczorem musiałam odwieźć Mojego Mężczyznę na pociąg, po powrocie chyba udało mi się rozpoznać przyczynę mrugania kierunkowskazu: prawdopodobnie jedna żarówka się przepaliła. Właśnie znalazłam w internecie jej typ, więc chyba jutro na przerwie, poza wybraniem się do apteki i podbiciem recepty, którą wypisałam dziś pacjentowi i nie miałam czym przypieczętować (bo pieczątka została w domu z racji mojego porannego pośpiechu – stąd zamówienie drugiej, bo zapominalstwo zdarzało się już wcześniej), znajdę kogoś, kto mi ją wymieni, przy okazji trochę się męcząc, albowiem dostęp do lamp w moim autku podobno jest beznadziejny.

Ogólnie to zaspanie, choć leżałam w łóżeczku półtorej godziny dłużej, zupełnie mnie rozbiło. Jutro rodzice wracają z urlopu i wypadałoby posprzątać.

Nie chce mi się nic.


*Wypożyczalnie filmów wróciły do łask. Niedawno zaopatrzyłam się w odtwarzacz BluRay, chociaż nie mam zestawu kina domowego, ale mam telewizor HD i na razie musi to wystarczyć ;). Własnych płyt BR z racji ich ceny i średniej dostępności filmów też jeszcze nie posiadam – stąd też moje wypożyczanie. Podejrzewam, że wszelkie nowe produkcje, które będą wychodzić i na których będzie mi zależeć, będę kupować już na tym nośniku – o ile będzie na nich rozsądna ilość dodatków. Dla mnie kupowanie filmów na BR bez dodatków mija się z celem. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.