Wystarczyło zapytać

W czwartek wcisnęłam się do ginekologa. Wciśnięcie  odbyło się po uzgodnieniu z rzeczonym lekarzem, ale nie z pacjentami: moimi i owego lekarza. Ogólnie rzecz biorąc myk polegał na tym, że miałam wyjść z pracy w środku tradycyjnie ciężkiej zmiany. Zmiana okazała się wyjątkowo lekka, pacjent zapisany na godzinę, o której miałam wyjść (wpisany w grafik po błaganiu pani w rejestracji), nie przyszedł (klasyka), przebrałam się w cywilne ciuchy i śmignęłam do przychodni po drugiej stronie ulicy.

I wlazłam do gabinetu lekarskiego poza kolejką. Sumienie mnie gryzło cały czas. Pogadałam, dostałam receptę na to, na czym mi zależało, przy wyskakiwaniu z gabinetu jakieś 15 minut po wejściu mruknęłam coś w stylu „to teraz wracam do pacjentów” i uciekłam, zanim ktoś zdążył złapać kamień i nim we mnie rzucić. ;)

Następnym razem wcisk zrobię w mundurku służbowym, nie będzie protestów na poczekalni. ;)

Dzisiaj poszłam do apteki zrealizować upolowaną receptę. Pani po wydaniu leku zaproponowała jeszcze witaminki, ale nie dałam się namówić. Kolejki nie było, pani farmaceutka była sympatyczna, więc zadałam pytanie, na które odpowiedzi nigdzie nie mogłam uzyskać:

Skoro jestem lekarzem dentystą, jeśli wypiszę na siebie pełnopłatną receptę na ten sam lek, który właśnie wykupiłam (wybitnie ginekologiczny), to czy będę miała problem z jej realizacją?

Pani pokiwała głową i stwierdziła, że właściwie jedyne ograniczenie dla dentystów jest na leki narkotyczne, więc spokojnie mogę sobie pisać recepty na praktycznie cokolwiek innego. Po czym, widząc we mnie towarzysza niedoli w służbie zdrowia, dodała, że się wygłupiła z tymi witaminkami, czuje się jak w sklepie i wcale nie ma ochoty nikomu niczego wciskać. Apteka była sieciowa, więc też mają Tajemniczych Klientów, sprawdzających częstotliwość wciskania dodatkowych leków. Okazałam zrozumienie, ładnie podziękowałam, pożegnałam się i wyszłam.

Bo gdzie indziej najlepiej szukać odpowiedzi na pytania dotyczące leków, jak u farmaceuty, który jest po studiach wymagających łba jak kóń?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.