Archiwum miesięczne: Lipiec 2012

Dialog rodzinny

Wróciłam do domu. Tata był na zewnątrz, więc otworzył mi bramę. Wprowadziłam samochód, wysiadłam.

Tata: Kółko Ci się kręci, jak jedziesz.
Ja: Jakie kółko?
Tata: Wszystkie cztery.

Kurtyna, oklaski. 

Sceptycyzm

Pan przyszedł i się żali, że mu dziąsła krwawią przy myciu i pyta, czy są na to jakieś tabletki.

Dziąsełka górne i dolne z pięknym rąbkiem zapalnym i kilkudniowe złogi nazębne.

Ładnie tłumaczę, że dziąsła krwawią od niemycia i przy poprawie higieny (instruktaż metody roll zaliczony, do tego zwrócenie uwagi na istnienie nici dentystycznych i płukanek) za kilka dni przestaną.

Pan miał wątpliwość wypisaną na twarzy. Powtórzył pytanie z tabletkami.

Powtórzyłam, że tabletkami się tego nie leczy, trzeba lepiej myć zęby. Wytrzymać ten moment krwawej piany, potem przejdzie.

Pan mi chyba nie uwierzył.

Co do tabletek, mogłam mu przepisać erytrozynę do wybarwiania płytki nazębnej. Tabletki nabyte, może by mu przy okazji różowe złogi weszły na ambicję.

Przyznam się, że parę razy „udało mi się” wyhodować u siebie niewielkie zapalenie dziąsła – kiedy miałam dłużej trwający okres niechceniamisię. Różowa piana przy myciu zębów bywała takim „wake up call”. Ale to było dawno temu i nieprawda: dziąsła mam w świetnym stanie, zero recesji mimo używania szczoteczki elektrycznej od wielu lat (podobno to nieoficjalny czynnik ryzyka – nie wiem, nie stwierdziłam), zero nadwrażliwości i ubytków przyszyjkowych, ha! ;)

Wystarczyło zapytać

W czwartek wcisnęłam się do ginekologa. Wciśnięcie  odbyło się po uzgodnieniu z rzeczonym lekarzem, ale nie z pacjentami: moimi i owego lekarza. Ogólnie rzecz biorąc myk polegał na tym, że miałam wyjść z pracy w środku tradycyjnie ciężkiej zmiany. Zmiana okazała się wyjątkowo lekka, pacjent zapisany na godzinę, o której miałam wyjść (wpisany w grafik po błaganiu pani w rejestracji), nie przyszedł (klasyka), przebrałam się w cywilne ciuchy i śmignęłam do przychodni po drugiej stronie ulicy.

I wlazłam do gabinetu lekarskiego poza kolejką. Sumienie mnie gryzło cały czas. Pogadałam, dostałam receptę na to, na czym mi zależało, przy wyskakiwaniu z gabinetu jakieś 15 minut po wejściu mruknęłam coś w stylu „to teraz wracam do pacjentów” i uciekłam, zanim ktoś zdążył złapać kamień i nim we mnie rzucić. ;)

Następnym razem wcisk zrobię w mundurku służbowym, nie będzie protestów na poczekalni. ;)

Dzisiaj poszłam do apteki zrealizować upolowaną receptę. Pani po wydaniu leku zaproponowała jeszcze witaminki, ale nie dałam się namówić. Kolejki nie było, pani farmaceutka była sympatyczna, więc zadałam pytanie, na które odpowiedzi nigdzie nie mogłam uzyskać:

Skoro jestem lekarzem dentystą, jeśli wypiszę na siebie pełnopłatną receptę na ten sam lek, który właśnie wykupiłam (wybitnie ginekologiczny), to czy będę miała problem z jej realizacją?

Pani pokiwała głową i stwierdziła, że właściwie jedyne ograniczenie dla dentystów jest na leki narkotyczne, więc spokojnie mogę sobie pisać recepty na praktycznie cokolwiek innego. Po czym, widząc we mnie towarzysza niedoli w służbie zdrowia, dodała, że się wygłupiła z tymi witaminkami, czuje się jak w sklepie i wcale nie ma ochoty nikomu niczego wciskać. Apteka była sieciowa, więc też mają Tajemniczych Klientów, sprawdzających częstotliwość wciskania dodatkowych leków. Okazałam zrozumienie, ładnie podziękowałam, pożegnałam się i wyszłam.

Bo gdzie indziej najlepiej szukać odpowiedzi na pytania dotyczące leków, jak u farmaceuty, który jest po studiach wymagających łba jak kóń?

8 lipca

Dokładnie 2 lata temu skończyłam studia. Niedługo.

Patrząc z innej strony, jakieś 7 lat temu się na te studia dostałam.

Za niecały miesiąc stracę prawo do twierdzenia, że mam 25 lat i do ostatniej możliwej zniżki przy zakupie biletów na pociągi PKP.

No. Poczułam się starzej niż ogólnie bym chciała.

Mission accomplished.

Rzeźnik

W tym tygodniu trzy razy w łapie zamiast wiertarki dzierżyłam skalpel.

Przy temperaturze ok. 30 stopni wszelkie zgniłki w ustach uwielbiają się odzywać, darząc posiadacza piękną opuchlizną i powodem do mojej skrytej radości, bo bywam rzeźnikiem z powołania.

Nie no, żartuję. Nigdy nie cieszę się z cudzego cierpienia.

Taka frekwencja ropni podśluzówkowych zdarza się bardzo rzadko, zimą praktycznie wcale.

Zatem dla własnego zdrowia, jeśli macie jakieś korzonki w ustach, o których Wasz dentysta od dawna mówił, że trzeba usunąć, to to zróbcie zanim zamienicie się wizualnie w chomika i będzie bolaaałooo.

Słucham sobie prognozy pogody w radiu i wyciągam ironiczny wniosek: jak tutaj nie pada, to jest chłodno, a ludzie z reszty kraju narzekają na upały. Teraz tutaj jest gorąco, ale cały dzień pada. Jutro tylko tutaj ma nie padać, ale ma być najzimniej w kraju. Ogólnie sprawiedliwości w życiu niet, a wszyscy biedni warszawiacy walący jak jeden mąż w piątek po południu w kierunku Władysławowa i Helu mogą mieć za swoje za robienie korka za 3miastem. ;)

Jednak bywam perfidna.

„Witam smerfeteczki”

Takimi słowami pewien pan w późniejszym wieku średnim przywitał ekspedientki w sklepie, w którym miałam zamiar nabyć prowiant do pracy.

„Smerfeteczki dziś w duecie?”, dodał pan, jako że panie były dwie.

Aż mnie dreszcz z obrzydzenia przeszedł.

Nienawidzę wszelkich „kochanieńka”, „kochanie” itp. wypowiadanych przez osoby, których nie znam, nie kocham i które z całą pewnością nie kochają mnie. Za „kochanieńka” z czyjejkolwiek strony też bym zresztą zrobiła krzywdę.

Fuj.