O, już czwartek.

Zleciało. Dla mnie od czwartku zaczyna się weekend, w czym wcale nie przeszkadza 3,5 godziny w piątek i 6 godzin w niedzielę na dyżurze. Tak w ogóle to mnie ta druga praca trochę wkurza (a konkretnie szefostwo), ale nie będę się rozwodzić, bo chodzi o jedną, za to dość ważną rzecz. Może w końcu coś się wyklaruje… Albo tupnę nóżką i już nie będzie przerywników w weekendy.

W urlopowy wtorek (19 czerwca) na wyjeździe gdzieś wysłałam dwa zakłady w Lotto, na chybił trafił, bo skreślać cyferki to mi się zachciewa tylko i wyłącznie wtedy, gdy rodziciel przynosi kupon z typowym „pięć losów”. Tak czy siak, nie miałam kiedy sprawdzić, czy coś wygrałam: parę razy poszczęściło mi się na 24 zł, więc większych nadziei nie miałam. W zeszły wtorek na przerwie wyskoczyłam na zakupy żarełkowe i w kiosku podałam pani kupon z prośbą o sprawdzenie. Pani oświadczyła, że „tu jest 48 zł”. W sensie wygrałam dwie trójki. Z wrażenia nawet nie wysłałam kolejnego zakładu mimo kumulacji. Bywa i tak :)

Pozdrawiam przedwakacyjnie i przedweekendowo. Cieszcie się, że jest notka: przed chwilą prawie spadłam ze schodów przed domem. Schody niewysokie, ale rękę zawsze mogłam złamać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.