Ostrzegali.

„Będzie przychodził bez pieniędzy.”

Przyszedł. Wiedział, że wizyta „prywatna”. Zrobiłam, co planowałam i jeszcze więcej. Wpisałam do programu. Zażyczyłam sobie 100 zł.

„To ja dostarczę następnym razem.”

Zrobiłam wielkie oczy.

„Wolałabym, żeby pan dostarczył jak najszybciej.”

„To dzisiaj, za chwilę.”

Poszedł. Wrócił, zapłacił, dostał paragon, wszyscy szczęśliwi.

A ja się zastanawiam, czy do sklepu też tak chodzi? Robi zakupy i na sam koniec mówi zupełnie bez skrępowania, że odda następnym razem?

Mój były pacjent z roszczeniem podobno w piątek zażyczył sobie dokumentację medyczną swojego przypadku na użytek ubezpieczalni. Dokumentację (a dokładniej to kopię) już raz dostarczyłam, poza tym wg pani radcy prawnego z Izby Lekarskiej pacjent nie ma prawa w tych celach otrzymać papierów do ręki. Ze strachem w sercu (mamy ze sobą przerąbane) zadzwoniłam do pacjenta i poinformowałam, że w celu otrzymania dokumentacji (którą już dostali, jak pisałam), powinnam dostać z ubezpieczalni wniosek podbity przez lekarza (o czym dowiedziałam się PO przekazaniu dokumentacji). Pacjent przyjął to ze spokojem i stwierdził, że w takim razie zwróci się do ubezpieczalni, by zwrócili się z tym do mnie. Pomijając fakt, że po kiego grzyba im dwie kopie tej samej dokumentacji. Nie przyznałam się, że w sobotę jadę na dwa tygodnie urlopu i cała sprawa jeszcze się przedłuży. 

Wniosek z powyższego jest taki, że przez zrobieniem czegokolwiek w związku z roszczeniem pacjenta należy poradzić się prawnika.

A jutro na sam początek będę miała pacjenta psychiatrycznego (prawdopodobnie) na fotelu. Mniodzio.

Cztery dni pracy i urlop.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.