Żyję.

Przeziębiona jestem i smarkam w papier toaletowy. Chodzę do pracy i się cieszę, bo zarobię duuuzio pienionszków w tym miesiącu. Oglądam seriale i uprawiam niepohamowany fangirling na pewnym anglojęzycznym blogu.

Czasami sobie myślę, że fajnie by było, gdyby jakiś pacjent chętny na protezy przyszedł z tym do mnie, a nie, że jakakolwiek myśl o robieniu czegoś protetycznego powoduje, że robię się blada ze strachu.

Wczoraj szef miał imieniny. Asystentki kupiły kwiatka, w wolniejszej chwili podeszłyśmy do szefa, jedna z pań zaczyna „Pan, jako głowa tego domu…”, na co szef „A co, dzisiaj Dzień Ojca?”.

Wczoraj byłam w kinie na „Nietykalnych” i mogę z całego serca ten francuski film polecić. Ciepły, śmieszny i ogólnie fajny.

W drodze do kina miałam kilka świetnych okazji na ćwiczenie hamowania pulsacyjnego. Niefajnie było.

IQ nieco mi zmalało, więc na tym poprzestanę, dodając tylko, że łatwiej ze mną nawiązać kontakt pisząc mi emaila niż wiadomość na fanpage’u, o czym się przekonał pewien miły fan.

Dzień dobry. Choć chciałoby się powiedzieć „dobranoc” i wcale nie jechać na kolejne 6 ciężkich godzin…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *