Debiut w drugiej pracy

Wczoraj wieczorem. Jeden pacjent. Rozwiercenie jednego zęba. Zwrócił mi się koszt rękawiczek, które musiałam kupić. W większości, bo nadal jestem złotówkę na minusie. Ciekawe, czy w niedzielę będzie lepiej.

Pacjent to pikuś. Smutniejsze jest to, że będę tam zupełnie sama (tylko raz czy dwa będzie asysta). Jakieś wstępne „szkolenie” już przeszłam, ale pewnie później będzie panika. I przejęłam klucze asystentki, która była ze mną wczoraj, bo w niedzielę muszę zamknąć gabinet. Tylko co potem z tymi kluczami?

Poza tym czytałam cennik i choć ceny miłe dla oka (mojego), to jednak wyszło, ilu rzeczy nie umiem i nie byłabym w stanie zrobić. Chyba czas wrócić do podręczników… I/albo w końcu wykupić sobie prenumeratę jakiejś prasy fachowej, co sobie obiecuję od dłuższego czasu. Ale nieee, k. jadąca na resztkach wypłaty kupuje sobie kijki do Nordic Walkingu i książkę o ekranizacjach opowiadań z Sherlockiem Holmesem.

A święta też spędzę w pracy. Bardzo po katolicku. Nie całe, ale w domu niespecjalnie pomogę. :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.