Znalazłam się w gronie szczęśliwców

wraz z Zuchem i wieloma innymi, świeżo upieczonymi przedsiębiorcami. Dziś otrzymałam pismo z warszawskiego Krajowego Rejestru Pracowników i Pracodawców z wezwaniem do zapłaty 115 zł w terminie do 16 marca. Nieprzekraczalnym, dodam.

Pismo, po komputerowym i dość chamskim, przyznacie, zamazaniu kluczowych dla mojej prywatności informacji, wygląda tak. Na dole urżnęłam ze skanu druczek do przelewu.

A ponieważ czytam Zucha, to zaśmiałam się wezwaniu w druk i teraz tylko myślę, co z tym zrobić: podrzeć czy pójść na policję.

Jak wielu innych, już świadomych adresatów tego pisma, zastanawiam się, ile osób dało się naciągnąć. Kilkudziesięciu naiwnych i czysty zysk idzie w tysiące. Jakiś miesiąc temu pewnie bym się zmartwiła, teraz mnie to śmieszy. Miesiąc temu byłam jeszcze roztrzęsiona zmianą statusu na rynku pracy i zapewne na tym korzysta wyłudzacz. Bo nie wszyscy przedsiębiorcy czytają Zucha czy docierają do informacji na ten temat. Nie wszyscy zatrudniają księgową, która martwi się przynajmniej połową Twoich zobowiązań. Nie wszyscy mają tak na dobrą sprawę szansę do spokojnego przemyślenia sprawy i sprawdzenia, że wymieniane ustawy nie istnieją albo traktują o czymś zupełnie innym, „Uchwała wew.” jest śmiechu warta pod względem mocy wykonawczej, zaś adres w nagłówku nie istnieje (i się podobno zmienia w zależności od druku).

Zatem przyszli przedsiębiorcy: beware!

Tak z innej beczki, dzisiaj miałam dzień pod znakiem filmów Marvela i niniejszym napalam się na „The Avengers” i przynajmniej jeden film z Jeremym Rennerem (powtórka „Mission” Impossible – Ghost Protocol” będzie tak swoją drogą). Nienienie, nie zmieniam idola. :P

Co do zdjęcia RTG, to go nie odzyskałam, bo jak zażyczyłam sobie opis, tak opisujący pan doktor wziął fotkę do siebie do domu i już jej nie oddał. Za tydzień się upomnę. Wiem tyle, że mam coś w rodzaju obustronnego podwichnięcia żuchwy, bo głowy żuchwy przy rozwarciu nie zatrzymują się na szczycie guzka stawowego, tylko przeskakują jeszcze bardziej do przodu, co zresztą tłumaczy esowaty tor zamykania ust. W sumie mam tak, odkąd pamiętam, więc chociaż fotkę stawów zrobiłam sobie po raz pierwszy, to niczego nowego się nie dowiedziałam. Czemu bolało: nie wiem. Jak się to leczy: nie mam pojęcia (kłania się edukacja z tego tematu na studiach. Jaka edukacja?).

I koleżanka ze studiów znalazła mi drugą pracę. Prywatnie, na razie dwie godziny, ale może będzie więcej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *