Firmowo

Na po pracy miałam kupę rzeczy do odbędnienia. Najpierw zrobiłam wyskok do księgowej, gdzie się okazało, że jak źle pójdzie, to będę płacić ponad 1000 zł ZUSowi. Ale mam już z nią umowę, więc chociaż tyle udało się załatwić.

Potem pojechałam do Starostwa Powiatowego, gdzie poczyniłam pierwsze kroki w celu dopisania się do dowodu rejestracyjnego mojego rumaka (właścicielem jest Rodziciel). Drugie kroki w piątek.

Następnie wybrałam się do T-Mobile, gdzie mimo braku podstawowych dokumentów (zaświadczenie o wpisie do CEIDG, oryginał nadania NIP i REGON) pani założyła mi firmowy telefon (internet rulez, a potrzebne druczki co najwyżej jej doniosę). Niniejszym zaliczyłam wszelkie możliwe typy telefonów i większość znaczących marek, bo komórkowanie zaczęłam od klasycznego Siemensa, przeskoczyłam bodajże na 2 klasyczne Nokie (w tym ostatnio znowu popularną, niezniszczalną 3310, która została mi ukradziona), przez chwilę miałam Motorolę z klapką, potem długo cieszyłam się Sony Ericssonem W300i (z klapką, mam jeszcze w szufladzie :) ), przeskoczyłam na LG Cookie, z Ciacha na SE Xperia X8, którą mam nadal, zaś jako telefon firmowy wybrałam Samsunga E2550 (slide). A do użytku prywatnego marzy mi się jakiś smartfon z klawiaturą qwerty. I jak będę sławna i bogata, to sobie kupię jakiś wypasiony Dual-SIM (w sensie telefon na dwie karty SIM) i będzie wygodniej. ;)

Chciałam sobie jeszcze pieczątkę firmową wyrobić, ale ostatecznie sobie darowałam (załatwię to w piątek). W rezultacie zapomniałam kupić bilety na pociąg na weekendowy wyjazd (następny weekend). To też się załatwi w piątek. Ogólnie mózgownica paruje.

Co do pracy, to spędzenie w niej dwóch dni po prawie 11 godzin pod rząd lekko mnie wymiętoliło, ale ogólnie dziś dojechałam i byłam w całkiem niezłej formie. Wszystko mi opadło po kilkuletnim histeryku. Potem usiadła moja mama i się okazało, że to nie mój dentysta spierniczył jej kanałówkę, niedopełniając kanał, tylko prawdopodobnie to ja dobiłam jej ząb, wypełniając poza… szparę złamania korzenia, której na pierwszym zdjęciu nie było widać (i nie wiem też, jak możliwe może być poziome złamanie korzenia podniebiennego w górnym trzonowcu?). Ogólnie z odbudowy na wkładzie chyba nici, a ząb, jeśli będzie trzeba go usunąć, da chirurgowi w kość. Fotka została w przychodni, popytam jeszcze szefa i koleżankę, co z tym zrobić. Czy po prostu załatać, jak jest teraz, i modlić się, żeby ząb się nie odzywał?

Poza tym, ostatnio fajnej, stałej pacjentce lat 7 musiałam wymyślić program motywacyjny do mycia zębów (bo dziecię stwierdziło, że jej się nie chce). Zaproponowałam naklejanie do zeszytu naklejek (przez dziecię pod okiem rodziców, żeby oszukiwania nie było) po każdym myciu i potem, na wizycie kontrolnej, w zależności od ilości naklejek będzie nagroda. Chyba będę musiała się pożywić trochę Kinder Niespodziankami, bo nam giftów zabraknie (kolorowanki to standard, dziecięciu się oczy zaświeciły na widok Kinderkowych zabawek) . A że lubię Kinder czekoladę, to nie mam nic przeciwko.

A jutro będzie pracowy zapitolnik i nawet się nie wyśpię, buu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *