AAAAAAAAA!!!

Ale dzisiaj był szał.

Zmiana sześciogodzinna, początek o 12, ja jedyna jako pogotowie bólowe, na poczekalni tłum, na koniec miał przyjechać rodziciel ze swoją nieszczęsną ósemką.

W którymś momencie miałam godzinę opóźnienia, dwa razy musiałam przechodzić do drugiego gabinetu celem 1. obejrzenia, 2. zrobienia dziury w ropiejącym mleczaku. Dobrze, że to drugie to była szybka akcja: dziecko buzię otworzyło bez nadmiernego przekonywania, jak zaczęło wierzgać przy wierceniu (ze strachu), to mama wzięła na kolana, przytrzymała ręce i nogi trzylatka, ja palcami utrzymałam szczęki w stanie rozwartym, po trepanacji komory piękne ropsko wypłynęło – trzy minuty i po duuuużym krzyku, łojezu.

Sytuacja się zmieniła, kiedy druga pani doktor (przyjmująca prywatnie) się ulitowała i koło 15 wzięła dwóch pozostałych obolałych. Akurat dwóch pacjentów na po 15 i 16 (rodzinka) nie przyszło (po raz kolejny, choć jak przychodzą, to się fajnie zachowują), więc po trzech godzinach galopu miałam pół godziny nudy. Pacjent sprzed 17 przyszedł szybciej i mało było u niego do roboty (kolejna osoba wyedukowana w myciu zębów wpisana do osiągnięć), więc rodziciel też wylądował na fotelu nieco wcześniej. Co się przydało, bo znieczulenie go łapało dobre 20 minut – w tym wypadku normalka.

Tak w ogóle to cały dzień myślałam, że o tą ósemkę będzie wojna. W weekend była komputerowa konsultacja z czasem komentującą tu helgą_r, która mi wyłożyła, dlaczego leczenie kanałowe tego zęba nie ma sensu. Dobra, dałam się przekonać, teraz tylko rodziciel.

No i tu zaczęły się schody. „A dlaczego nie?”, „Szkoda zęba”, „A ten był leczony”, ogólnie nie, nie mam racji, jestem nieopierzonym dentystą i za szybko chcę rwać. Kurrna chata.

Ale dziś na wstępie wizyty usłyszałam, że jeśli ten ząb rzeczywiście będzie do usunięcia, to żebym go tak zabezpieczyła, żeby dało się chodzić z nim tydzień albo dwa. A tak w ogóle to przestał boleć, chyba się przestraszył.

Znieczuliłam, usunęłam opatrunek, powierciłam trochę głębiej, dobiłam się do komory, zrobiłam, co mi poradzono (sytuacja się łapała pod porady), założyłam opatrunek i zagroziłam, że w przyszłym tygodniu robię konsultację u szefa i jakoś tatusia wciśniemy w grafik.

To teraz modlimy się wszyscy razem, żeby do przyszłego tygodnia nie bolało ;).

Nie cierpię takich dni. A jutro będzie podobnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.