Ile człowiek traci…

… nie znając klasyki.

Wczoraj zaliczyłam w końcu „Pulp Fiction”. W końcu dowiedziałam się, skąd pochodzi ukochane wśród moich znajomych powiedzenie z palnikiem i obcęgami oraz „zrobię ci z d. jesień Średniowiecza”. Wniosek główny: Quentin Tarantino kręci zdrowo powalone filmy. Ale nie trzeba mnie będzie zaciągać przed ekran z taką siłą, jak do kolejnej produkcji Christophera Nolana (<wink> do Cucu).

Z innych wniosków po Niewiemktórym Maratonie Filmowym W Domowym Zaciszu: Leoś DiKarpio (błąd zamierzony) nawet mówiący z południowoafrykańskim akcentem („Blood diamond”) jest śliczniusi (nie zakocham się, wolę takich z bardziej kontrowersyjną urodą), zaś Robert Downey Jr. smutno się powtarza w rolach luzaków z problemami („Zodiac”). Co nie zmienia faktu, że w przypadku tego drugiego pana na „Sherlock Holmes: The game of Shadows” pójdę z wypiekami na twarzy.

Ciężko się pisze, jedząc przy okazji za dużą porcję spaghetti i słuchając dyskografii Britney Spears (nie pytajcie).

Właśnie matula zadzwoniła. Najprawdopodobniej od środy będę rodzicielowi leczyć kanałowo dolną ósemkę. Słitaśnie. Ale pilniczki C-file Pilot to the rescue! Nie wiedziałam, że można się zakochać w narzędziach kanałowych.

Wynajęłam sobie pokój w Łodzi na dwa dni w okresie LDEPowym. Teraz tylko muszę się zabrać za naukę, coby nie zmarnować kasy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.