Wczoraj napisałam…

… dwie notki, wkleiłam jedną, druga była zaplanowana na dziś, ale może będzie jutro, bo jest uniwersalna, choć pracowa, a nie informacyjna. ;)

Wczorajsze kuchenne eksperymenty (pół popołudnia piekłam ciasteczka kawowe) doprowadziły do wzmożonej ochoty na blok czekoladowy. Miałam zamiar wykorzystać przepis z tej samej strony, czyli Moje Wypieki. Dzisiaj w pracy zapytałam jedną z tuteszych pań, czy dostanę w okolicy pełne mleko w proszku. „Takie do czekolady?” – spytała pani. Oj, przejrzała mnie.

6 godzin w pracy i na koniec padałam na dziób. Przedostatni pacjent został obsłużony w 25 minut, w tym licząc czekanie na zadziałanie znieczulenia, a zrobiłam dwa zęby. Ulubiony ubytek dentystów – próchnica średnia w dolnym trzonowcu na żującej. A że były dwie takie sztuki obok siebie… Ostatni pacjent był nieco bardziej problematyczny, bo do odbudowania miałam ubytek okrężny – właściwie nieco ponad pół obwodu korony (chociaż plomba na środku dalej siedziała na swoim miejscu) się odłamało, w dodatku ząb był nieco niżej w stosunku do sąsiedniego. Była zabawa z odbudowywaniem ubytku na dwie raty, z użyciem „paska z brzuszkiem” (to określenie strasznie się podobało mojemu rodzicielowi, jak był u mnie ostatnio i też musiałam użyć tego ustrojstwa) i nitki retrakcyjnej (do odsuwania dziąsła od zęba), ale raczej się udało. Ludziom może się wydawać, że to prosta robota, a czasem trzeba się nakombinować!

Poza tym okazałam zainteresowanie dwiema procedurami: odbudową zęba na wkładzie z włókna szklanego i znieczuleniem za pomocą urządzenia Wand. Z opowieści szefa (w sumie staż mi się powoli kończy, to ostatni dzwonek, żeby się nauczyć w sumie dość podstawowych procedur, a na studiach tego nie robiłam) na temat tego pierwszego mam nawet notatki i hehe! Będę się bawić. ;) Co do Wanda, to niestety muszę to dokładnie obejrzeć na żywo bądź na filmie instruktażowym. Trochę wstyd nie wiedzieć, ale jak się nauczę teraz, to potem problemu nie będzie…

Przy okazji opchnęłam jednej z asystentek swój stary telefon. Ulżyło mi przy tym, bo nie musiałam go wystawiać na Allegro, choć zmieniłam aparat już kilka miesięcy temu, więc ten nieużywany tracił na wartości. Ja nie jestem słynnym sprzedawcą Fiesty (którego znam osobiście! Można mnie dotknąć!), więc szans na wielki sukces aukcji raczej nie miałam. Zresztą to już drugie urządzenie elektroniczne, które przeszło w ręce koleżanki z pracy. Najpierw pozbyłam się starego laptopa. Skarg nie było, więc chyba działa…

No i po owej ciężkiej odbudowie połowy obwodu zęba wcale nie spieszyło mi się do domu. Usiadłam nawet na kilka minut, bo ostatnich pacjentów obsługiwałam na stojąco. Po pracy pojechałam zapolować na mleko w proszku.

Mleko dostałam – ostatnią paczkę na półce. Dokupiłam jeszcze mieszankę studencką. Dopiero w domu okazało się, że mam za mało masła w stosunku do przepisu. Ale od czego jest podstawowa matematyka! Proporcjami wyliczyłam ilość pozostałych składników :). Przy okazji zrobiłam mniej bałaganu, niż przy wczorajszych ciasteczkach. Blok sobie stygnie w lodówce, wstępnie oceniłam go na smakujący podobnie do tego, który robi matula. Mam nadzieję, że obecność prawdopodobnie solonych orzeszków ziemnych nie odbije się zbyt negatywnie na smaku całości ;).

Jutro testowanie smakowe. ;)

Ogólnie notka do kitu, jak każda pisana w stanie zmęczenia.

Do przeczytania najprawdopodobniej jutro.

PS.: Ktoś stwierdził, że przy ilości wejść na bloga, wynoszącej ok. 40-60/dzień już opłacałoby mi się zamieścić jakieś reklamy… No nie wiem. Sprzedać się? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *