Nie jest dobrze

Pacjent „bólowy”. Ząb dolny, trzonowy. Znieczulam. Wcześniej stwierdzono, że ząb będzie do leczenia kanałowego, więc zdecydowanie podążam w stronę spodziewanego sklepienia komory (ze względu na wcześniejsze zniszczenie zęba przez próchnicę daleko nie miałam). Robię dziurkę w komorze bez wpadania wiertłem do środka. Z dziurki wydostaje się…

KOSMITA!!!

Zapalenie miazgi wiąże się ze znacznym wzrostem ciśnienia w komorze z powodu przekrwienia, co jest jedną z ważniejszych przyczyn bólu. Zapalenie miazgi ze zniszczoną komorą często jest bezbolesne właśnie z tego powodu: mimo przekrwienia nie ma wzrostu ciśnienia. Co nie oznacza, że przy bólu zęba trzeba go sobie łamać, oczywiście.

No więc po zrobieniu dziurki ujrzałam śliczny, wiecznie fascynujący mnie, „sztywnawy”, szarobrązowy „glutek” miazgi. W sensie „nerw” wywędrował przez zrobiony otworek.

Tylko i wyłącznie siła mojej słabej woli powstrzymała mnie przed zmianą w coś w rodzaju „orajualefajne!!!”.

Źle ze mną, ojjj, źle.

Za krótko pracuję, żeby takie rzeczy przestały być fascynujące. Trzeba znaleźć coś ciekawego w podobno najmniej opłacalnej i najbardziej „dłubaniogennej” (w sensie dużo się dłubie – ale żem się dzisiaj neologizmami popisała, a nic wyskokowego nie piłam…) dziedzinie stomatologii, jaką jest endodoncja.

A moje umiejętności się rozwijają. Cały przyszły tydzień będę miała w „kanałach”.

A potem urlop, hyhy.

[To chyba jedna z tych notek, przez które ludzie w ankietach podejrzewali mnie o odchyły psychiczne. Prawda? Prawdaaaa??]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *