[squeaky] Heeeelp…

Szczęśliwcy, którzy mają moje prawdziwe Ja w swoich znajomych na FB we wtorki i piątki posiadają niebywałą okazję do podziwiania mojego jęczenia, wysyłanego z komórki dzięki cudowności zwanej internetem w telefonie (mam limit danych w abonamencie). Bywało różnie. Albo łeb parował przez nawał informacji, choć przedstawionych konkretnie i w rozsądnym tempie, albo spędzałam cztery godziny na układaniu pasjansów w rzeczonym telefonie, bo materiał z wykładu nie wykraczał poza to, co można przeczytać w Kodeksie Etyki Lekarskiej, albo wykład był całkiem fajny, ale niespecjalnie dało się z niego zrobić notatki. A dzisiejsze 8 godzin prawa medycznego osłabiło mnie niemożebnie.

Pan prawnik z Izby Lekarskiej. Mecenas. I w ogóle. Ale wykładowca z niego zdecydowanie do d. Mówił wolno, z podejrzanie długimi przerwami między słowami, a cała treść była praktycznie odczytywana z ekranów dwóch laptopów (przy czym była jawna treść tylko z jednego). Szczerze powiedziawszy, już bym wolała sobie przeczytać suche ustawy, ktore przez te 8 godzin pan omawiał, niż właściwie marnować cały dzień mojego życia.

Niestety, dzisiejsze spotkanie z owym panem nie było ostatnim. Zdecydowanie najgorszy wykładowca z pięciu już poznanych.

Mam nadzieję, że ten wpis się na nas nie zemści.

Ech. :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.