Internetowe znajomości

Wszyscy dookoła trąbią, jakie to spotkania z ludźmi poznanymi przez sieć są niebezpieczne. Owszem, dla małych dzieci mogą być groźne (przysłowiowy – czy właściwie reklamowy – Wojtek), ale dla osób nieco starszych, obdarzonych choć drobną dozą rozsądku, mogą być początkiem wielu fajnych znajomości, nawet przyjaźni. Czy małżeństw.

Swoje doświadczenia na tym polu zaczęłam zbierać dość wcześnie, ale powoli: miałam 16 lat, pierwsze spotkanie z małą grupką ludzi z grupy dyskusyjnej (której członkiem byłabym do dziś, gdyby nasz prywatny serwer nie padł i chciał się podnieść) odbyło się na dobrze mi znanym terenie, w biały dzień, w towarzystwie były panie, w tym jedna nauczycielka. Spotkanie zostało poprzedzone kilkoma miesiącami pokojowej wymiany poglądów i zacieśniania sieciowych więzi. Samo wydarzenie: spacer i pogaduchy przy piwie (oni) i soczku pomarańczowym (ja – byłam najmłodsza w tym towarzystwie i zresztą nadal jestem) któregoś słonecznego dnia weekendu majowego w 2003 roku odbyło się bez groźnych incydentów, ogólnie było fajnie. Przez lata uczestniczyłam w kilkunastu podobnych spotkaniach tej grupy, w większym lub mniejszym gronie, tworząc czasem całkiem bliskie relacje. Zresztą nie tylko ja. W ramach grupy poznało się wiele dzisiejszych małżeństw, z moim Rodzeństwem i jego TŻ włącznie.

Ale Grupa to nie jedyne źródło znajomości internetowych. Trzy razy uczestniczyłam w zlotach członków fanowskiego forum internetowego. Zloty były mało liczebne, znajomości tam zawiązane niestety nie utrzymały się, ale to zawsze coś. Zwłaszcza, że lubię się rządzić, więc bywałam dość ważną siłą sprawczą i przewodnikiem – nawet na terenach, na których nie występowałam wcześniej ;). Dajcie mi plan miasta i pomysł, gdzie pójść, to ja wam to zorganizuję ;).

Kolejne źródło (dość oczywiste) to portale randkowe, ale w tej chwili mało znaczące, jako że zawiesiłam swoją działalność na tym polu.

Ten – powoli właśnie mijający – weekend był swego rodzaju debiutem. Pierwszy raz spotkałam osobiście kogoś, kogo poznałam przez… bloga.

W sensie napisałam notkę. Ktoś przez Google ją znalazł. Poczytał bloga, spodobało się. Napisał mi emaila. Ja na tego emaila odpisałam. Tak wywiązała się dłuższa korespondencja. Dodanie do znajomych na FB, komentowanie wpisów, w końcu plany urlopowe, w których, jak się okazało, byłam głównym czynnikiem mobilizującym. Przyjazd Kogoś na Pomorze, trzy dni śmigania po okolicy, mimo wiatru i wciąż trwającej, choć niezbyt intensywnej choroby (dzisiaj rano praktycznie nie byłam w stanie mówić). Ogólnie fajnie spędzony czas, bardzo kusząca alternatywa dla siedzenia cały czas przed kompem ;).

W takich spotkaniach z ludźmi z sieci trzeba pamiętać o ostrożności. Na pierwsze spotkanie wybrać znajomy teren, nie wsiadać od razu do czyjegoś samochodu, najpierw wybadać sytuację i nie dać się zaprowadzić w miejsce, z którego nie wiadomo, jak ewentualnie uciec. I to w sumie wszystko. Reszta to zabawa i jako taką – przynajmniej na początku, w zależności od tego, jak i czy w ogóle sytuacja się rozwinie – trzeba to traktować.

Dzięki, Piotr :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.